Odcinek 9

Wizytacja

Zakłady TT.
Widok na korytarz. Pusto. W sekretariacie siedzi Ewelina, młoda sekretarka. Pracuje przy biurku. Do sekretariatu podchodzi Marcin, jeden ze współpracowników chłopaków.
MM: Ewela, podałabyś te papiery z biura, tak na już.
Ew: Franio zabrał.
MM: Noż cholera jasna, dziewczyno! Mówiłem, abyś mu, dokładnie mu nie dawała!
Ew: Szef go wysłał.
MM: A guzik mnie to obchodzi! Jestem na połączeniu z klientem, potrzebne mi są na ten tychmiast!
Trzaskanie drzwi.
Ew: A to kto?
Do sekretariatu podbiegają Tytus i Paweł. Marcin ucieka. Tytus wskakuje za ladę, wynosi Ewelinę z sekretariatu.
Ew: Hej!
Paweł przeszukuje biurko.
P: No gdzieś muszą być!
Tytus przeskakuje przez biurko, siada przed komputerem. Próbuje podłączyć drukarkę, nie może.
P: Szybciej, nie ma czasu!
Tytus podnosi drukarkę, uderza nią kilkukrotnie o biurko. Iskrzy, ulatnia się ciemny dym.
T: Na marne!
P: No i po co napieprzałeś tą drukarką jak jakieś dzikie zwierzę? Tak nic nie wskórasz!
T: Teraz mi to mówisz?
P: Idź lepiej po tego informatyka.
T: Idę! Przemek!
Tytus biegnie po informatyka.
P: Pf, ameba.
Paweł odchodzi. Ewelina wraca do sekretariatu.
Ew: Nie pisałam się na to.
Marcin wraca.
MM: Na co?
Ew: Na tą bandę dzieciaków w biurze!
MM: Przesadzasz, chłopaki są bardzo pożyteczni i pracowici.
Ew: Który oni raz zostawili po sobie tajfun w biurowcu?
MM: Histeryzujesz.
Ew: Nie histeryzuję!
Gruby Paweł przechodzi obok sekretariatu.
GP: To biuro ma lśnić, rozumieta? Wizytacja przyjeżdża, inspektor BHP!
Zatrzymuje się.
GP: A młodzi gdzie?
Ewelina wskazuje na schody.
GP: Ach, tak. Ktoś musi iść na magazyn. A ty, Matuszak, nie obijaj się!
MM: Przecież nic nie robię!
GP: Dokładnie! Rób coś, a nie!
Gruby Paweł odchodzi. Marcin i Ewelina wymieniają spojrzenie.

Magazyn.
Paweł i Tytus przechadzają się między regałami.
T: Co my tu robimy?
P: Przyjeżdża sanepid.
T: Apetyt? Dziękuję, jadłem.
P: Sanepid, przygłuchy jesteś? Będą sprawdzali zakłady. Bądź łaskaw, spróbuj niczego nie spartolić.
Tytus salutuje.
T: Rozkaz!
Tytus biegnie w głąb magazynu. Paweł spotyka Jakuba, jednego z pracowników magazynu.
Jk: Paweł, dobrze cię widzieć, chłopie!
Paweł zbija żółwika z Jakubem.
P: Słyszałem, że potrzebujecie pomocy. Tytus pobiegł gdzieś w głąb magazynu. Modlę się tylko, aby nie zrobił burdelu.
Jk: Później się nim zajmiesz, grubasek kazał ogarnąć tu i ówdzie.
Paweł poprawia kamizelkę.
P: Się robi.
Paweł biegnie do pracy. Po chwili wraca.
P: Tylko co mam zrobić?
Jakub wręcza Pawłowi pędzelek do kurzy.
Jk: Tym o pędzelkiem...
Jakub zmiata linię kurzu.
Jk: ...zamiatasz kurz. Capiche?
P: Kapisz, kapisz.
Paweł czyści regał. Stęka.
P: Ta robota zajmie chyba całą wieczność!
Tytus przebiega obok Pawła, niemal go nie przewracając.
P: Tobie się coś pokiełbasiło?!
Paweł wzdycha, czyści pędzelkiem wokół pudełka. Lot kamery do pudełka, w pudełku pluszak przypominający Kumotera oraz mała krótkofalówka. Głos Kumotera z krótkofalówki.
Ku: I znowu zapuszkowany... Hm, znowu przeczuwam, że ten w czapeczce coś nawywija. Szkoda tylko, że nic z tego nie zobaczę.
Widok na Kumotera stojącego na parkingu, w ręku druga krótkofalówka.
Ku: Bo jestem durną lalą w starym kartonie!
Kumoter rzuca krótkofalówką o ziemię. Krzyżuje ramiona.
Ku: Do dupy ta zabawa.
Kumoter odchodzi.

Biuro 115.
Przy biurku siedzi Bartosz, jeden z pracowników. Pukanie do drzwi.
Ba: Proszę!
Czesław wchodzi do gabinetu, pod pachą gruba teczka z dokumentami.
C: Siemanko, można u was coś skserować?
Ba: Śmiało. Poczekaj tylko...
Bartosz wyciąga zza biurka starą drukarkę.
Ba: Proszę. Umiesz tym sterować?
Czesław patrzy niczym głupi.
Ba: Nie? Nie martw się, to relikt jest! A jego obsługa jest prostsza od budowy cepa!
Bartosz podłącza drukarkę.
Ba: Drukuj, ile potrzebujesz. Na koszt firmy.
Czesław śmieje się.
C: No dobra!
Podchodzi do drukarki. Wciska guzik, drukarka skrzeczy głośno.
C: Ona powinna tak głośno pracować?!
Ba: Mówiłem, to stary rupieć!
Czesław wkłada kartki. Wypluwa kartki w normalnym tempie, po chwili jednak przyspiesza gwałtownie. Drukuje znacznie więcej, niż powinna. Kartki lecą we wszystkie strony.
Ba: Osz ty w czerep!
C: Jak to wyłączyć?!
Ba: Sięgnij do gniazdka!
Czesław nie może przejść obok latających kartek papieru. Wyciąga rękę, jednak papier tnie go kilka razy.
C: Zacięcia!
Czesław ssie zranione palce.
C: Bartek, to nie pójdzie! Bartek?
Bartosz zniknął pod stertą papieru. Czesław wybiega z gabinetu, zatrzaskuje drzwi.
C: Nic tu po mnie!

Pod zakładami...
Daniel i Michał siedzą na ławeczce. Obaj mają w rękach skręty. Michał kaszle.
M: Dobry shit...
D: W końcu się przełamałeś.
M: No dobra, gadaj. O co biega?
D: Michał, bo tak się zastanawiałem. Mam pewną szaloną teorię.
Daniel wyciąga z kieszeni spodenek starą szczoteczkę do zębów.
M: Ty serio nosisz szczoteczki do zębów po kieszeniach? Jesteś zbakany na maksa, typie!
D: Nie, ale posłuchaj! Słuchasz?
Michał kiwa głową.
D: Dobrze wiemy, że szczoteczka do zębów się zużywa.
Michał przekręca głowę na bok.
D: Zużytą szczoteczkę do zębów wyrzucamy na śmietnik. A ta szczoteczka z kolei ląduje w sortowni. Z sortowni na wysypisko.
M: Do czego ty dążysz?
D: Poczekaj, nie skończyłem! Szczoteczka ulega rozkładowi na mikroplastiki.
Daniel gestykuluje szczoteczką.
D: Gdzie gromadzą się mikroplastiki? Przede wszystkim w wodzie. Co żyje w wodzie? Ryby. A gdzie kończy ryba? Na talerzu. Czy zastanawiałeś się nad tym, że za 50 lat prawdopodobnie będziesz czyścił zęby tą samą szczoteczką, co za dzieciaka? W nieco innej formie, rzecz jasna.
Przez firmowe głośniki rozbrzmiewa się alarm.
D: Co się dzieje... apokalipsa? Nie wiem, co jest czym.
GP: Uwaga, uwaga! Wszyscy pracownicy zakładu proszeni są na swoje stanowiska! Sytuacja pilna, powtarzam - pilna! Przyjeżdża sanepid!
Daniel i Michał wstają z ławeczki.
D: No i kicha z przerwy.
M: Stary, nigdy więcej mi nie dawaj tego syfu! Nieźle ryje banię!
Daniel i Michał wracają do środka.

Magazyn.
Paweł i Tytus układają części, przyrządy i składniki na swoje miejsce.
P: Nigdy się z tym nie wyrobimy. Sanepid przyjedzie lada chwila!
T: O nie! I co teraz?
P: Wiesz co? Układamy byle jak. Może nikt się nie skapnie.
T: Ale wtedy nie będzie dokładnie!
P: Wali mnie to! Układaj!
Przestawiają różne rzeczy.
T: Paweł!
P: Co?
Tytus trzyma szczura w ręku.
T: Zobacz na to!
Paweł krzyczy.
P: Zabierz go, zabierz! Jestem uczulony!
T: Nazwę go Moris! Wytresuję go. Moris, siad! Siad, siad!
Szczur skacze na Pawła, gryzie go niczym diabeł tasmański. Zwierzę ucieka. Paweł upada na ziemię. Jest cały opuchnięty, nie może oddychać.
P: Wzywaj... karetkę...
Jakub przychodzi do chłopaków.
Jk: Matko Boska, co się stało?
T: Moris go pogryzł!
Jk: Kto?
T: Moris!
Jk: Nie znam żadnego.
Jakub pokazuje Tytusowi patelnię.
Jk: Ale zobacz, jakiego ja szczurasa zatłukłem przed chwilą!
Na spodzie patelni znajduje się spłaszczony szczur.
T: Moris, nieeee!
Jakub odkłada patelnię, przerzuca Pawła przez ramię.
Jk: Pani Krystynko, to już drugi!

Pod zakładami.
Gruby Paweł, Deryl i Tomasz czekają na zewnątrz.
GP: No i co, gdzie oni są?
Tm: A może zapomnieli?
De: Są!
Deryl wskazuje na furgonetkę.
GP: Zmykajcie do biura. Ja to załatwię.
Z furgonetki wychodzi inspektor, w asyście kilku pracowników.
In: Ireneusz Lasota, przyjechałem na kontrolę.
Gruby Paweł nerwowo się uśmiecha.
(GP: Mam nadzieję, że nic nie spieprzyli...)
GP: Zapraszam, śmiało!
Gruby Paweł prowadzi inspektora do środka.
GP: Zacznijmy od parteru. Mogę zaoferować kawę?
In: Podziękuję.
Jeden z pracowników zauważa pęknięcie na ścianie.
Sa1: Proszę bardzo, na samym wstępie mamy pękniętą ścianę!
GP: A gdzie?
Sa1: Gabinet 115.
GP: Bartek i Sebastian? Przecież zawsze mi zgłaszali jakiekolwiek problemy!
Sa2: Szybka w drzwiach jest obklejona papierem, nie zauważył Pan?
Gruby Paweł jest zbity z tropu.
GP: Nie?
Otwiera drzwi gabinetu, z niego wysypują się tysiące kartek papieru. Bartosz wyskakuje ze sterty papieru.
Ba: Wolność, świeże powietrze!
Pracownicy sanepidu podejrzliwie patrzą na szefa firmy. Gruby Paweł nerwowo się uśmiecha.
GP: Teraz na piętro, zapraszam do windy!
Gruby Paweł prowadzi inspektora i pracowników do windy. Drzwi windy się zamykają. Zgrzyt metalu, winda zacina się.
GP: No chyba jaja sobie robią... Teraz, w tej chwili?

Biuro Daniela.
Michał kaszle, Daniel pali dalej.
M: A może już wystarczy tego zielska, jak na jeden dzień?
D: Nie kręć nosem, towar premium! Rozluźnij się, wdech... i wydech... Tak...
Michał otwiera okno.
D: Co ty wyrabiasz?! Jeszcze ktoś to wyczuje i będziemy mieli pozamiatane!
M: Herbaty się napij ziołowej, ciśnienie ci znowu skoczyło.
D: Dobry pomysł.
Daniel bierze łyk, jednak w kubku znajduje się zwykła herbata.
D: No popatrz! Przysiągłbym, że zaparzyłem tą właściwą!

Pod stołówką.
Gruby Paweł prowadzi delegację po zakładzie.
GP: Musimy trochę improwizować, dlatego chciałbym pokazać państwu stołówkę.
Inspektor i sanepid sprawdzają pomieszczenie.
Sa2: Wydaje się być w porządku.
Sa3: Jedną chwilę!
Jeden z pracowników coś czuje. Otwiera szafkę, znajduje herbatę Daniela.
Sa3: Aha! Wszędzie rozpoznam ten zapach! Marihuana!
In: Panie Pawle, co to ma znaczyć?
GP: To nie moja sprawka! Ale ja wiem, kto za tym stoi... Zgódka. Jeszcze sobie z nim porozmawiam na ten temat.
Gruby Paweł rozgląda się.
GP: Mogę oprowadzić jeszcze po magazynie, jeszcze tam nie byliśmy.
Sa2: Pan prowadzi.
Gruby Paweł prowadzi.

Magazyn.
Paweł, Tytus i Jakub nerwowo chodzą dookoła.
P: Tutaj chyba nie przyjdą, nie?
Słychać kroki.
T: Słyszę ich!
Jk: No i mamy przechlapane! Idźcie się schować, ja się tym zajmę!
In: Nikt się tutaj chował nie będzie. Panowie są odpowiedzialni za?
T: Produkcja!
In: Zapraszam na swój dział.
T: Ale ja tylko pomagam! Ułożyłem wszystko, byle jak, tak jak Paweł chciał, bo-
Jakub zatyka Tytusowi usta.
Jk: Tak, spędziliśmy cały ranek ustawiając wszystko tam, gdzie należy.
Sanepid sprawdza magazyn.
Sa3: Ogórki konserwowe podpisane jako palnik gazowy?
Jk: No właśnie mieliśmy mały problem z-
Sa3: Mamy tego więcej! Przewód gazowy na miejscu tasaków do mięsa?
Sa2: A tutaj proszę, jak ładnie!
Pracownik wskazuje na nieład na półce.
Sa2: Walnięte w jeden kąt!
Sa1: Wszystko sztyni moczem!
Ten sam pracownik podnosi patelnię ze szczurem. Odrażony upuszcza ją na ziemię.
T: Moris, znalazłeś się!
Sa2: A to co za ustrojstwo?
Pracownik sanepidu próbuje ściągnąć duże pudełko z góry.
Sa2: Drabina!
Inny pracownik podaje koledze drabinę. Pracownik sanepidu ściąga pudełko z góry.
Sa2: Kurczak leżący luzem, w pudełku! Ocieka olejem.
T: Ja go wezmę!
Tytus próbuje wziąć kurczaka, jednak przewraca drabinę. Kurczak ląduje na głowie inspektora.
In: Moja wytrzymałość dobiegła końca! Panie Pikulski, ten zakład nie ma prawa operować w takim stanie! Pańskie warunki pracy są skandaliczne, niesanitarne, odrażające! Nigdy czegoś takiego nie widziałem od wielu lat! A w zawodzie pracuję od '87 roku! W takim wypadku zmuszony zostałem wypisać grzywnę w wysokości 30 tysięcy złotych. Ma Pan termin do jutra. Do widzenia.
Oburzony inspektor opuszcza magazyn z pracownikami. Gruby Paweł siada na krześle, potworny grymas na twarzy.
T: No to ja uciekam, miłego dnia, szefie!
Tytus ucieka. Gruby Paweł bierze głęboki oddech.
GP: CHŁOPCY!!!!!

Pod zakładami.
Chłopaki wychodzą na zewnątrz.
P: No i dupa.
M: Dupa to mało powiedziane, to całkowita dupostrofa.
T: Ale Michał powiedział!
Obok chłopaków stoi furgonetka sanepidu.
P: Zaraz, słyszycie?
Chłopaki podsłuchują rozmowę inspektora.
In: Kolejna ustawka zaliczona.
Pracownicy ściągają kombinezony.
In: Za chwilę przytulimy pokaźną sumę pieniędzy, czaicie? 30 tysięcy!
Paweł obraca się w kierunku fałszywej delegacji.
P: Chwila moment!
Sa3: Uciekać!
Inspektor i pracownicy wskakują do pojazdu, odjeżdżają z piskiem opon.
M: Dupostrofa do kwadratu.
Gruby Paweł wychodzi pod zakłady, w ręku odpis.
GP: 30 tysięcy mandatu... Poczuję to po kieszeniach.
M: Szefie? Ci inspektorzy byli fałszywi.
P: Słyszeliśmy, jak nawijali o zaliczonej ustawce.
GP: Co wy mówicie? Przecież miała być wizytacja, dzisiaj!
C: To widocznie się pomylili.
GP: Czy to oznacza, że firma nie popadnie w kryzys?
P: Nie popadnie.
Gruby Paweł oddycha z ulgą.
GP: Moi geniusze. Ale ich rozszyfrowaliście.
M: Nie powinni byli osiadać na laurach.
GP: Słuszna uwaga, Michał. Korzystajcie z przerwy, należy wam się.
Gruby Paweł wraca do środka.
T: Co teraz, chłopacy?
P: Stoimy. Tak o, bez celu. Nacieszmy się pogodą.
Chłopaki stoją, rozglądają się.
T: Chłopacy! Ej, chłopacy!
M: Co?
Pod firmę przyjeżdża kolejna wizytacja, tym razem prawdziwa.
In2: Inspektor Mrozowicz, przyjechałem na-
T: Brać go!
Tytus rzuca się na inspektora.
In2: Co do diabła?! Proszę mnie zostawić!
Chłopaki patrzą na Tytusa i inspektora. Fade to black.

Koniec odcinka 9.