Odcinek 6

Zbłąkany

Ciemny las.
Środek nocy. Paweł idzie przez las, łzy w oczach.
P: A, pierdolę takich kolegów.
Kopie kamień.
P: Że co niby, przejdzie jej? Mściwa jest, przekonałem się na własnej skórze.
Paweł siada pod drzewem.
P: Zostałem ja, sam jak palec.
Wyciąga z kieszeni odtwarzacz MP3.
P: No, i muza.
Włącza kawałek Planet Telex, ten sam, co na nocowaniu.
P: Zbyt przygnębiające? No wyobraźcie sobie, że teraz to jestem w ciul przygnębiony.
Baterie się wyczerpują, muzyka spowalnia do zera. Paweł chowa odtwarzacz do kieszeni.
P: Kur...
Mamrocze pod nosem. Wstaje i idzie dalej.

Salon.
Tytus nie może zasnąć, budzi Czesława.
T: Czesiek?
C: Hyyy... co?
T: Myślisz, że Paweł wróci?
C: Powinien wrócić, prędzej czy później.
T: Martwię się.
M: A weźcie już... połóżcie się. Zdechł na jakimś odludziu, czy coś.
Michał się obraca do ściany.
T: Chłopacy, musimy go znaleźć!
C: Stęskni się i nad ranem wróci, znasz go.
T: A co jeśli nie wróci? Idę go poszukać.
C: Daj spokój, nie idź sam. Zgubisz się jeszcze.
T: Wezmę Andżelę, pójdziemy razem.
Andżelika odzywa się z sypialni.
A: Nie licz na to! A z resztą, jest prawie dorosły. Wróci, jak mu przejdzie!
T: Nie, to nie! Idę sam! Na razie.
Tytus opuszcza salon i mieszkanie.
C: Co za masa.

Miasto.
Latarnie oświetlają ulice. Paweł przechodzi przez przedmieścia.
P: Boję się tej okolicy... zawsze wyglądała tak groźnie!
W tle słychać szczekanie psów, głośny hip-hop z czyjegoś domu. Paweł czuje czyiś oddech na karku. To Brudny, jeden z miejscowych.
Br: Tej, młody.
Paweł ucieka w podskokach.
Br: A jemu co?
Brudny wyciąga butelkę z kieszeni.
Br: Poczęstować go chciałem. Białoruska, z przemytu!
Brudny bierze łyk z butelki.
Br: Czuję nutę... taniości. Rico, ej!
Brudny idzie do kolegi. Paweł biegnie przed siebie.
P: Czego oni ode mnie chcą, czego?!

Budka z kebabem "Aliman" na rogu ulicy.
Aliman wydaje Marcelinie kebaba.
Ai: Prosię, mięso misiane, zołze też misiany.
Mc: Dzięki!
Marcelina bierze gryz kebaba w tortilli. Paweł przebiega tuż obok.
Mc: Hej! Patrz, jak leziesz!
Marcelina przygląda się uciekającemu Pawłowi.
Mc: A to nie był przypadkiem...?
Wzrusza ramionami, je dalej. Tytus przechodzi obok budki.
T: Hej, to nie ty jesteś tą Marceliną?
Mc: No jestem, a co?
T: Szukam Pawła, uciekł z domu!
Mc: Jestem pewna, że to właśnie on przed chwilą przebiegał obok.
Marcelina pokazuje za siebie.
T: Dzięki.
Tytus odchodzi. Po chwili wraca.
T: Marcela, a pomożesz w poszukiwaniach?
Mc: Autobus mam, wybacz. O 1:15.
T: To dzięki. Śpij dobrze.
Marcelina parska śmiechem.
Mc: Dzięki.
Tytus odchodzi.
Mc: Tacy jak Paweł są jak koty. Zawsze chodzą własnymi ścieżkami.

Miasto.
Paweł spowalnia, dostał zadyszki.
P: Poczekajcie... Dłużej nie mogę.
Paweł przykuca. Rozgląda się po okolicy.
P: Cholera, gdzie ja mam teraz iść?
Dzwonek Pawła. To Czesław. Odbiera, wstaje.
P: No?
C: Stary, gdzie ty się zapuściłeś?
P: A czemu chcecie wiedzieć, co? Zmartwiliście się?
C: Nie wygłupiaj się, wracaj do domu! Serio mówię, Andżela się już nie gniewa! Mogę ci ją podać do słuchawki.
P: Nie mam ochoty na wasze pierdololo, mam inne plany. Odlepcie się.
A: Paweł, ty mnie słyszysz?
P: Nie.
Rozłącza się.
P: Jeszcze co?

Salon.
Czesław, Michał i Andżelika siedzą i patrzą w komórkę pierwszego z nich.
A: Nie jest dobrze.
C: Z Tytkiem też brak kontaktu.
A: Zgłaszamy zaginięcie?
M: Po co znów się bawić w policję? Sami wrócą, dajcie im czas.
C: Ja czekał dłużej nie będę. Ty żebyś wiedział, kto się kręci ulicami po nocach.
M: No to idźcie, ja idę spać.
Czesław zabiera klucze z szafki.
C: Andżela, idziemy?
A: Sama nie wiem... Dobra, niech ci będzie. Idę, martwię się o głąba.
Andżelika i Czesław wychodzą z mieszkania. Michał obraca się do ściany.

Przystanek autobusowy Santana Norte.
Marcelina siedzi pod wiatą. Paweł przechodzi obok.
Mc: Ej, Paweł?
Paweł obraca się na chwilę.
Mc: Szukają cię.
Odwraca się przed siebie.
P: Niech szukają, dopóki nie znajdą!
Paweł odchodzi. Pod wiatę przyjeżdża bus. Zabiera Marcelinę i odjeżdża. Inny kierowca busa zatrzymuje się obok Pawła.
KB: Podrzucić gdzieś?
Paweł po chwili zastanawia wsiada do busa, za kierowcą.
P: Na południe, w hen daleko.
Bus odjeżdża.

Centrum miasta.
Ruch niewielki. Czesław i Andżelika przechadzają się po Cristóbal, głównej dzielnicy.
A: Znasz go lepiej, gdyby miał czmychnąć, to gdzie?
C: Właśnie nie wiem! On jest jak kot, a koty łażą swoimi ścieżkami!
A: Może do lasu?
C: Zbyt oczywiste. Nie będziemy przecież przeczesywać całej zieleni.
Czesławowi burczy w brzuchu.
C: Zjadłbym coś.
A: Właśnie, jedzenie! Jeśli miałby coś zjeść, to gdzie?
C: Nie siedzę w jego głowie! Kebsami się brzydził, ale czego by nie zrobił człowiek w akcie desperacji?
A: Ty mi powiedz!
Rozmowę przerywa znudzony sprzedawca skuterów, Wielki Grzech.
WG: W czym mogę pomóc? Stoicie tu już od kilku minut.
C: Tak, chcemy wynająć skuter.
WG: Osiem dyszek za godzinę.
A: Nie dałoby się taniej? Musimy znaleźć kolegę, pilnie!
WG: Sorki, mała. Osiem dyszek albo paszoł, proste? No.
Czesław wyciąga 200 złotych z portfela.
C: Zachowaj resztę, czas nas goni.
Czesław i Andżelika odjeżdżają na skuterach. Wielki Grzech śmieje się, chowa banknot do kieszeni.

Salon.
Michał śpi w salonie, jest sam. Magda zapala światło.
M: Co-?!
Ma: Michał, gdzie reszta?
M: Na nocne łowy poszli.
Ma: A ty?
M: Zostałem. Oni wrócą. Prędzej, czy później.
Ma: Czesiek pogonił z Andżeliką, brak z nimi kontaktu! Z Tytusem i Pawłem też!
M: Mówię ci, wrócą. Dobranocka!
Magda gasi światło, Michał obraca się na bok.

Centrum miasta.
Na rondzie dwa auta. Jedno z nich zjeżdża. Nagle drogę przecinają skutery Czesława i Andżeliki, auta trąbią.
A: Widzisz ich?
C: Nie! Szukaj!
Czesław i Andżelika skręcają w lewo. W tym samym czasie z naprzeciwka nadjeżdża Kumoter, zatrzymuje się. Tuż za nim inny skuterzysta, ten sam model skutera.
Sk: O mój Boże, ten sam skuter! Skuterbracie, zaczekaj! Skut-
Kumoter rzuca łopatą w skuterzystę, trafia go w kask. Skuterzysta spada ze skutera. Łopata niczym bumerang wraca do jego dłoni.
Ku: Co, upadłeś i nie możesz wstać? O jejku, wielka szkoda!
Kumoter odjeżdża. Czesław i Andżelika jadą dalej.
C: Andżela, wyboje!
Andżelika jedzie slalomem.
C: Wow, ty to umiesz zasuwać!
A: Uczyłam się już kilka laaaa-!
Skuter Andżeliki uderza o krawężnik, Andżelika wywraca się. Czesław hamuje ostro.
C: Wsio haraszo?
Pomaga wstać koleżance.
A: Nic mi nie jest!
Andżelice kręci się w głowie.
A: Czesiek, czemu masz dwie głowy?
C: Widzę Tytusa!
Tytus idzie ulicą, w ręku lody.
T: Siemka!
C: Ty masz Pawła szukać, nie wpieprzać lody! Wsiadaj na skuter i pomykamy przez wieś!
Tytus siada za Czesławem na skuterze, cała trójka odjeżdża.

Miasto.
Skutery mkną przez ulicę. Paweł wyłania się z alejki obok drogi, siada na ławeczce pod kamienicą. Pochyla głowę, składa ręce. Ktoś przysiada się obok. Paweł obraca się, poznaje znajomą twarz.
P: Twórca?
Tw: W rzeczy samej. Jak życie? Pewnie do dupy.
P: Gorzej chyba być nie mogło. Pałętam się po mieścinie, jak jakiś włóczykij.
Tw: Chyba wiem, o co biega, nocowanko nie poszło po myśli.
P: Skąd ty to wiesz?
Twórca patrzy centralnie w obiektyw.
Tw: Ptaszek wyćwierkał. Słuchaj...
Twórca wyciąga zza pleców flaszkę.
Tw: Przegadamy temat, jak za starych dobrych czasów?
Paweł lekko się śmieje.
P: Pewnie.

Mieszkanie Twórcy.
Paweł i Twórca siedzą przy stole.
Tw: Czyli dochodząc do puenty, wyciągam wniosek... A dupa parchata tam, nie mam wniosku! Po co komu wnioski, rób jak chcesz! A potem się zaczęły telefony, potrzebujemy cię. No ale kto? No studio! Animator, Rysownik, Scenarzysta, wszyscy!
P: Ale jednego dalej nie rozumiem... czemu jesteś taki uchichrany, skoro studio podupadło?
Tw: Miałem ambitny plan... a... ten skurwibąk, mój braciak, poszedł w inżynierkę! Pisaliśmy razem projekt przez jakiś rok, a on... stwierdził - chuj, braciak... Ej... braciak, dostałem możliwość studiowania inżynierii na uniwerku! Ciekawe skąd?
P: Z dupy, o!
Obaj się śmieją. Twórca pije.
Tw: Ahh... A mnie zostawił z niczym. Ale tak czy inaczej, ty to i tak dalej ich masz. Tych swoich kolegów.
P: Wiem, przeczesują całe miasto, szukają mnie kilka godzin!
Tw: Ty weź, idź tam do nich, zrób, co należy.
P: I zrobię! Tylko... mogę cię prosić o jeszcze jednego? Tak na drogę.
Twórca polewa wódki.
Tw: Bierz śmiało.
Paweł bierze kieliszek do góry.
P: Dzięki, zdrowie gospodarza.
Paweł dopija, opuszcza mieszkanie.

Ciemny las.
Paweł wraca w to samo miejsce.
P: Ja bekam, ale bombka...
Paweł przysiada pod pniem i podśmiechuje się.
P: Studio filmowe... brat inżynier... idzie zejść na pierdolca!
Wybucha śmiechem. Widać trzy sylwetki w oddali.
C: Dajmy sobie spokój, nigdzie go nie znajdziemy! Przeczesaliśmy całe miasto. Pewnie już dryfuje w rzece.
A: To moja wina, nie powinnam go była wywalać...
C: Twoja wina to pikuś! To ja go podpuściłem.
T: Widzę!
C: Niby co?
T: Siedzi pod drzewem.
Paweł siedzi pod pniem. Głowa na kolanach, nogi przyciągnięte do siebie. Śmieje się.
C: Tu jesteś!
P: Idźcie w cholerę, czuję się fenomenalnie, na łonie natury!
A: Nie wygłupiaj się, jest czwarta rano!
P: Jestem w swoim żywiole! Dajcie się nacieszyć wolnością...!
T: A może wrócimy rano?
C: Nic z tego.
Czesław bierze Pawła pod pachę.
C: Zanieśmy zgubę do domu.
A: Prowadźcie.
Czesław i Tytus prowadzą Pawła. Ten się śmieje.

Salon.
Michał przewraca się z boku na bok.
M: Nie no, tak dłużej nie mogę. Muszę go znaleźć!
Michał opuszcza sypialnię, wychodzi. W kuchni siedzi Magda, beznadziejny wyraz twarzy. Za oknem wczesny świt.
Ma: Oni wszyscy się pogubią... Zgubili moją siostrę... Andżela!
Magda dzwoni do Czesława. Tymczasem na polnej drodze...
C: Nieś go prosto!
T: Gibie się, nie mogę!
C: Co mnie to? Trzymaj go, jak należy!
Dzwonek Czesława.
C: Angie, odbierzesz? Telefon mam w kurtce.
Andżelika wyciąga telefon, odbiera.
A: Cześć, sis. Mamy go.
Ma: Dzięki Bogu, nic mu nie jest?
C: Żyje, żyje. Nabrzdękany, ale cały.
Paweł bełkocze przez słuchawkę.
A: Zaraz będziemy.
C: To na razie!
Andżelika oddaje telefon.
T: Chłopacy!
C: Jest tylko jeden.
T: Co z nim zrobimy?
A: Niech odpocznie.
P: Yhm... mhue?
C: W coś ty się wpakował...
Cała czwórka idzie w kierunku miasta.

Mieszkanie.
Andżelika, Czesław, Paweł i Tytus wchodzą do mieszkania.
Ma: Jesteście, w końcu!
Magda przytula siostrę, po chwili pozostałych.
Ma: Martwiłam się!
C: Nie musiałaś. Mówiłem, że sobie poradzimy.
P: Taś... zaś...
A: Zanieście go do sypialni. Bidulka...
Chłopaki niosą Pawła do sypialni.
A: Szczerze? Chyba już nigdy nie zagram w butelkę.
Czesław wraca z sypialni.
C: Ja też.
T: Ani ja!
C: Od dziś nocki spędzamy tylko przed ekranem, z piwkiem w ręku. Żadnych wyzwań, tylko rozrywka w telewizorku.
T: Czesiek, oglądniemy coś?
C: Na pewno nie teraz.
Tytus i Czesław idą do sypialni.
T: A gdzie Michał?

Ulice miasta.
Michał biegnie w samej piżamie przez miasto.
M: Paweł, odnajdę cię, stary! Nie uciekaj!
Tymczasem w salonie...
C: Pewnie wróci.
Czesław ziewa.
C: Dobra. A my idziemy w kimę. Hopaj na łóżko.
Tytus wskakuje do łóżka.
T: Hura, łóżko!
Czesław przysiada na fotelu Tytusa, obraca się na bok. Zasypia. Fade to black.

Koniec odcinka 6.