Odcinek 4

Koncert

Kuchnia.
Paweł, Michał i Andżelika jedzą śniadanie. Z salonu słychać Czesława i Tytusa.
C: I tak to się robi, o!
Czesław stoi nad Tytusem, okłada go rękawicami.
C: Dominacja!
T: Odklepuję!
Tytus odklepuje.
C: Znowu wygrałem! Przyłóż się, Tytus!
Paweł patrzy w kierunku salonu.
A: To co, jutro jesteś wolny?
P: No jestem. Możemy zrobić piżama party.
M: Eh, piżama party. Babskie nudy!
P: A co ty wiesz o piżama party? Nie znasz się, nie komentuj.
Michał zabiera talerz, idzie do salonu.
M: Pantofel!
Magda stoi przy blacie, kroi kanapki.
Ma: Kto chce jeszcze?
A: Ja chcę!
P: Ja też, jedną tylko.
Pukanie do drzwi.
P: Ja otworzę.
Paweł podchodzi do drzwi.

Przed drzwiami.
P: Idę, idę, kogo tam znowu niesie?
Paweł otwiera drzwi, w drzwiach stoi dwóch zamaskowanych mężczyzn.
Z1: Paweł Edmund. Przyszliśmy po ciebie.
Paweł próbuje zamknąć drzwi, drugi z nich blokuje nogą.
Z2: Nawet o tym nie myśl.
Drugi mężczyzna mierzy do Pawła z broni, Paweł podnosi ręce do góry.
Z2: Zasuwaj po kolegów, cała czwórka ma się znaleźć u PP!
Paweł idzie po resztę.
P: Chłopaki... pod drzwiami stoją zamaskowani faceci, chcą nas uprowadzić!
M: Ale zabawne, uśmiałem się.
Z1: To nie są żarty, wszyscy do nas!
Tytus wychodzi z salonu.
Z1: Szybciej!
Czesław, Michał i Paweł idą z podniesionymi rękoma.
Ma: Hej, nie możecie tego zrobić!
Z2: Milczeć!
Mężczyzna oddaje strzał, rozlega się głośny huk. Magda schyla się, pocisk trafia w drzwi. Mężczyźni wychodzą z chłopakami.
Ma: O mój Boże, zabrali chłopaków! Angie, dzwoń po Patryka!
Andżelika podchodzi do drzwi od łazienki. Ściąga z drzwi przyssawkę. W tym samym czasie słychać kolejny odgłos. Jeden z mężczyzn upuścił niewielki głośnik, z którego dobiega ten sam odgłos strzału. Andżelika i Magda wymieniają spojrzenie.

W furgonetce...
Chłopaki siedzą z tyłu.
T: Chłopacy... nie chcę zostać przerobiony na schabowe!
Paweł wyciąga telefon.
P: Cholera, nie ma sygnału!
Tytus przegląda dokumenty w pudełku.
T: Z... za... uroczenie... wyglądem!
M: Odroczenie przeglądu, palancie. Doedukuj się!
P: Chłopaki, nie teraz! Nasze życie jest zagrożone!
Zamaskowani mężczyźni śmieją się histerycznie. Chłopaki spoglądają w ich kierunku.
Z2: Ale ich nabraliśmy!
Mężczyźni ściągają maski.
Z1: Tomuś, ty widziałeś, jak ten blondynek się polał?
T: Nieśmieszne!
Tm: To było... prześmieszne!
C: Czyli nas nie porywacie?
Tm: W żadnym wypadku! Janek nam powiedział, że szukacie stażu!
Z1: Niespodzianka, wieziemy was na rozmowę z szefem!
Wszyscy oddychają z ulgą.
C: A już myślałem, że skończę jako skórzane gacie.

Pod zakładami...
Gruby Paweł, szef firmy rozgląda się. Firmowa furgonetka podjeżdża obok szefa.
GP: Tu jesteście! Macie fakturki?
Tm: Lepiej, mamy młodych.
GP: A fakturek dalej nie? Szesnaście dni zalegacie z papierami, co to ma znaczyć?
Tm: Walduś zalega. Mnie przy tym nie było.
GP: Deryl, kiedy powierzam ci zadanie, masz je wykonać!
De: To Tomuś był odpowiedzialny, dzwoniłem do niego dawno temu!
Tm: Łżesz, cepie!
De: Ty łżesz!
GP: Wystarczy! Otwórzcie furgon.
Tomasz otwiera drzwi furgonetki.
GP: Są i oni. Młodzieży, zapraszam na górę, do mojego biura.
Gruby Paweł i chłopcy wchodzą do budynku.

Biuro Grubego Pawła.
GP: Powiedzcie mi proszę, dlaczego to akurat was powinienem zatrudnić?
P: Jesteśmy odpowiedzialni, doskonale pracujemy w zespole.
M: Sumiennie wykonujemy swoje zadania.
C: W odróżnieniu od tych dwóch gości, nie zwlekamy do końca.
Tytus drapie się za uchem.
T: A, yyy... Chyba nie ma lepszych od nas, prawda?
Gruby Paweł składa ręce.
GP: Czy posiadacie użyteczne kwalifikacje w zawodzie?
Wszyscy kręcą głowami.
GP: Czy pracowaliście wcześniej w innej firmie?
Wszyscy kręcą głowami.
GP: Byliście karani?
Wszyscy kręcą głowami.
GP: Czy wynagrodzenie minimalne w wysokości 4 tysięcy na głowę was usatysfakcjonuje?
Wszyscy kiwają głowami.
GP: Młodzieży, witam na pokładzie. Jesteście zatrudnieni.
Chłopcy cieszą się, przybijają sobie piątki.
T: Co dokładnie będziemy robić?
GP: Dzisiaj? Szkolenie. Poczekajcie na stołówce, za chwilę wyślę po was członka zarządu.
P: Dziękujemy.
Chłopcy opuszczają gabinet szefa. Gruby Paweł puszcza kulkę na kołysce Newtona w ruch.

Kuchnia.
Chłopaki wchodzą do środka. Na stole pączki.
M: Chyba dla nas.
Michał patrzy na karteczkę "Dla pracowników".
C: No, w końcu od dzisiaj jesteśmy pracownikami.
Czesław, Tytus i Michał częstują się pączkami. Paweł zauważa gitarę elektryczną, opartą o krzesło.
P: Hej, a co tu robi to wiosło?
Paweł bierze gitarę w ręce. Przygrywa kilka nut, po czym gra coraz szybciej. Gra kawałek "Eagles Become Vultures".
C: Dajesz czadu!
Paweł gra intensywnie. Czesław zaparza kawę, Tytus i Michał jedzą pączki. Paweł kończy grę na gitarze. Za nim stoi Mariusz, członek zarządu.
Mr: No? Moje uznanie. Ty to masz talent.
P: Dziękuję.
Paweł odkłada gitarę.
Mr: Przyszedłem was podszkolić. Ale skoro mowa o muzie, mogę was prosić o przysługę?
M: Niby co?
Mr: Nasza banda potrzebuje kogoś na zastępstwo, kij wie, co z pozostałymi. Mieli przyjść na próbę, nie przyszli. A po robocie mieliśmy grać koncert na hali! To będzie klapa...
T: Chłopacy, gramy z nim!
P: Co? Przecież nie u-
Mr: Dupę mi uratowaliście, dzięki! Od razu po pracy, jedziemy na halę. Brüdni liczą na was! Dobra, robimy to szkolenie, potem posiedźcie w kuchni, do trzeciej.
C: Ma się rozumieć.
Mr: No to go. Im szybciej zaczniemy, tym lepiej.
Mariusz i chłopaki idą na szkolenie.

Po szkoleniu...
Chłopaki wychodzą z sali konferencyjnej.
Mr: Szybko zleciało, mówiłem, że szybko pójdzie.
P: Czy ten gore był aby na pewno potrzebny?
T: Będę miał koszmary!
Mr: Był potrzebny. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie zasady BHP. Jakieś pytania?
M: Żadnych.
Mr: Jesteście wolni. Pokręćcie się po zakładzie, jak chcecie. Dajcie mi pół godziny.
Mariusz odłącza się od grupy.
C: Co teraz?
T: Kręcimy się.
Tytus dosłownie kręci się do okoła.
P: Chodźmy na dół.
Reszta schodzi na dół, Tytus dalej się kręci.

Parter.
Pod stołówką stoi Daniel, jeden z członków zarządu. W ręku joint. Zaciąga się.
Da: Jestem z Bogiem...
Chłopaki przechodzą obok.
Da: Błagam, nie mówcie nikomu, że jaram. Grubas mnie zwolni, jak mnie zobaczy ze skunem w ręku!
Zamontowana na ścianie kamera obraca się w kierunku Daniela.
C: Nie powiemy. spoko wodza.
Da: Wyglądacie na takich, którym można zaufać.
M: Dzięki.
Chłopaki odchodzą, Daniel znika w stołówce. Gruby Paweł obserwuje obszar poprzez komputer.
GP: Masz świętą rację, że cię zwolnię. Stąpasz po cienkim lodzie, koleżko.

Pod zakładami.
Stary dzwon wybija trzecią. Pracownicy opuszczają zakład. Chłopaki idą z Mariuszem.
Mr: No to co, gotowi na próbę?
P: Raczej gotowy.
M: Mów za siebie.
Mr: Mniej gadania, więcej zaangażowania! Jedziemy na halę, pokażemy widowni, kto jest królem muzyki! Nieważne, czy umiecie grać, czy nie! Paweł, gitara prowadząca. Michał, rytmiczna. Czesiek przejmuje bas...
T: A ja śpiewam!
Mr: Tytus śpiewa.
Wszyscy wsiadają do mercedesa klasy G, pojazdu Mariusza. Mercedes odjeżdża, spod opon wydobywa się dym.

W trasie...
Z pojazdu rozbrzmiewa stary metal, "Creeping Death". Paweł kiwa głową na boki.
C: To, co się stało z chłopakami z zespołu?
Mr: Nie przyszli! Komórki nie odbierają, ani nic, zostawili mnie samego, na pastwę losu! Arek i Shriek to ja zrozumiem, oni mają rodziny, ale reszta? Nigdy takiego numeru nie odstawili.
P: No to co z nich za koledzy?
Mr: Tego nie wiem, co oni sobie myślą?
Muzykę zagłusza ruski hardbass.
Mr: A to kto znowu?
Po prawej stronie mercedesa jadą Rosjanie. Tańczą do swojej muzyki.
M: Rozjeb tych wykolejeńców, dawaj!
Mariusz próbuje strącić Rosjan z drogi, stara corsa jedzie twardo. Siedzący z tyłu gopnik wystawia środkowy palec.
Gp1: Ёб твою мать, ублюдки!
P: Jedź dalej, nie warto.
Mercedes przyspiesza. Gopniki patrzą za nimi.
Gp2: Что это было?
Gp3: Не обращай, кучка металлистов.
Corsa jedzie dalej.

Hala koncertowa.
Hala wypełnia się powoli. Mariusz i chłopaki stoją za sceną.
Mr: Jak wrażenia przed koncertem? Chyba nigdy nie byliście na scenie.
P: Nie możemy się doczekać.
T: Śpiewałem całą drogę!
M: On nie umie śpiewać!
Mr: Wiór umiał growlować. Musimy improwizować!
Mikrofon: A teraz przed państwem wystąpi zespół... Brüdni!
Na scenę wychodzi Mariusz z chłopakami. Oklaski cichną, kiedy fani dostrzegają chłopaków.
Mikrofon: ...W nieco zmienionym składzie.
Wszyscy wychodzą na scenę. Michał, Czesław i Paweł stroją gitary. Tytus stoi niepewnie przed mikrofonem. Mariusz klepie go po plecach.
Mr: Bez spiny, Tytus, dobra?
Tytus kiwa głową. Mariusz odsuwa Tytusa od mikrofonu.
Mr: JESTEŚCIE GOTOWI?!
Fani krzyczą z zachwytu.
Mr: Zróbcie zadymę!
Część fanów podbiega pod scenę. Mariusz przykłada mikrofon do ust.
Mr: Lecimy.

Początek piosenki.
Brüdni grają kawałek metalcore. Dźwięk gitar wypełnia niewielką halę. Widownia robi zadymę pod sceną.
T: Yeahhhhhh!
Paweł intensywnie gra na gitarze, Mariusz zapodaje blast beat. Tytus wrzeszczy.
T: Wyrwij łańcuch, skrzydła wznieś! Leć wysoko, oddaj cześć!
Widownia hałasuje pod sceną.
Brüdni szykują się do pierwszej zwrotki. Nagle znad sceny zeskakują gopniki. Tańczą przysiadki, puszczają z głośników ruskie techno. Zagłuszają występ.
P: Co to kuźwa ma być?
T: Nie wiem!
Mr: Grajcie głośniej! Nie dajcie sobie zatkać mordy!
Czesław podkręca wzmacniacz na maksa, zapodaje zabójcze dawki decybeli. Rosjanie podkręcają muzykę jeszcze głośniej. Walery, najstarszy z gopników traci siły.
Wl: Блядь, сердце больше не выдержит!
Walery upada. Cała hala zaczyna się trząść, goście uciekają. Brüdni grają na najwyższych obrotach. Ivan, inny gopnik klepie Walerego po twarzy.
Iv: Вставай!
Na halę wchodzą pozostali członkowie Brüdnych. Ivan i inny gopnik padają ze zmęczenia krótko po Walerym. Ostatni z nich też przysiada. Pozostała na hali publiczność wiwatuje.

Za sceną.
Członkowie Brüdnych podchodzą do chłopaków.
Mr: A wy co? Telefonów się nie odbiera? Wiór, Tobik, tłumaczcie się!
Tb: Utknęliśmy w trasie, szefie.
Wr: Słyszeliśmy, jak młodzi napieprzali na gitarach z zewnątrz!
Mr: Panowie, młodzi uratowali występ!
Ar: Czadersko, ziomki!
Arek zbija piątki z chłopakami. Shriek, frontman zespołu z nieludzko głębokim głosem odzywa się.
Sh: Nawet ja jestem pod wrażeniem... Brawo.
M: My tylko robiliśmy swoje, nie gratulujcie nam.
Mr: Jak tu wam nie gratulować? Odwaliliście kawał dobrej roboty!
T: Dostaniemy coś za to?
P: Tytus!
Ar: No jaszka! Po piwku za zasłużony koncert!
Mr: Piątek jest, można sobie pozwolić!
Wr: Shriek, tylko nie zajeb baranka w bar, jak ostatnio.
Sh: Niczego nie obiecuję, Wiór.
Mr: Chodźmy na browarka!
Chłopaki idą z Brüdnymi na piwo. Z tłumu wyłania się Kumoter.
Ku: Kurde blaszka, widzieliście to? Jak ten we włoskach wymiatał na scenie? A mówiłem Wackowi, że głowy dzisiaj polecą. W tym powalonym mieście to normalka.
Kumoter kieruje się do wyjścia.
Ku: Muszę wykonać pilny telefon.

Późny wieczór.
Chłopaki idą ulicą, lekko się chwieją.
P: No? Panowie? Koncert uratowany.
C: Mówię wam... Kawał... dobrej roboty. Dobrze mówił.
Telefon Pawła dzwoni.
P: Angie... co tam?
A: Gdzie wy jesteście?
P: Długa historia... Już wracamy, nie martw się. Na razie.
Paweł rozłącza się.
C: Jeszcze tylko wpierdol... i weekend!
M: Chodźcie.
Chłopaki znikają. Fade to black.

Koniec odcinka 4.