Odcinek 3
Na ryby
Wczesny ranek, sypialnia Andżeliki.
Paweł i Andżelika śpią. Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Magda rozmawia z bliżej nieokreśloną osobą.
Ma: Dobrze cię widzieć, ale co tak z rana?
?: Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje!
Paweł przebudza się.
P: Andżela?
Andżelika budzi się, otwiera oczy.
P: Kto to?
A: Wujek Janek, szuka kogoś na ryby.
Wujek Janek zagląda do sypialni swojej siostrzenicy.
WJ: Andżelko! Dzień doberek, wujek wpadł w odwiedzinki!
A: Cześć, wujku.
WJ: A to kto, kolejna koleżanka?
P: Kolega.
Wujek Janek wygląda na lekko zakłopotanego.
A: To Paweł, niedawno się wprowadził.
P: Miło mi.
Paweł wstaje z łóżka, podaje rękę Wujkowi Jankowi.
WJ: Młody człowieku, czy chciałbyś pojechać ze mną na ryby?
P: Jasne, czemu nie.
WJ: Andżelka zostaje, nie chce się przecież ubrudzić, co?
Wujek Janek się śmieje.
Salon.
Wszyscy śpią. Michał budzi się.
M: Kogo znowu sprowadzają nad ranem?
Michał wygląda z sypialni. Wujek Janek zauważa Michała.
WJ: O proszę!
Zza futryny wyłaniają się głowy Tytusa i Czesława.
WJ: Więcej was matka nie miała? Świetnie się składa, potrzebni mi będą pomagierzy!
T: Pomagierzy? Nie znam takiego słowa.
WJ: Zapraszam was cieplutko na ryby!
C: Wędkowanie? No i ma się rozumieć, męski sposób na relaks!
T: Ryby, takie z frytkami?
M: Nie! Zacofany gałgan...
WJ: Mam nadzieję, że macie sprzęt.
M: Do cholery ciężkiej, człowieku! Wyrywasz nas ze snu o piątej rano i spodziewasz się, że jesteśmy gotowi, jak na wezwanie?
Wujek Janek uśmiecha się.
WJ: Nie martwcie się, spakowałem kilka wędek i siatkę. No, dawać! Terenówka czeka!
M: Ja nie jadę.
WJ: Jedziesz, jedziesz! Cała gromadka, jedzie!
C: A można piwko?
WJ: A można, można! Kto zabroni?
C: No to jadziem!
Terenówka Wujka Janka.
W radiu program informacyjny.
Prezenter: Radio Tandeta. Najnowsze doniesienia prosto ze stolicy! Prezydent kraju przyjeżdża dzisiaj...
T: Wujku Janku, a może wujek włączyć jakąś piosenkę?
WJ: Chcesz piosenkę, załączamy!
Wujek Janek przełącza stację, leci Lady Punk, stary rock.
WJ: No i to się nazywa prawdziwa muzyka. Mogłaś! Być już na dnie! A nie byłaś, nigdy!
Paweł patrzy na radio.
WJ: Nie dowiesz się! Co straciłaś!
P: A może włączymy coś świeższego?
Paweł przełącza na muzykę metalcore, Bullet for My Valentine.
P: Let's go!
Paweł intensywnie headbanguje.
C: Co to w ogóle za muza, włączmy coś bardziej przystępnego!
Czesław włącza muzykę Ivan i Delfin.
C: Jej piękne czarne oczy, śnią się ciągle oczy!
Czesław i Tytus tańczą razem.
M: Sranie w banie, prymitywne gówno. Tego posłuchajcie!
Michał zmienia stację. Tym razem usłyszeć można ekstremalny metal, Bodysnatcher.
Radio: What's up, bitch? Fuck you!
Intensywne riffy oraz growl trząsą całym pojazdem.
P: Ej, wchodzi mocno!
Paweł i Michał headbangują.
T: Moja kolej!
M: Nikt nie chce słuchać twojej muzy, metal rządzi!
C: A my waszych wysrywów! Dawać mi radio, już!
(WJ: Wy młodzi nie znacie się na muzyce!)
Wszyscy walczą o radio, wykręcają każdą możliwą stację na odbiorniku. Wujek Janek traci kontrolę nad pojazdem, auto wpada do rowu.
WJ: No i co żeście narobili, mój Jeep!
Z bagażnika dobiegają odgłosy.
Przy samochodzie.
Czesław i Wujek Janek otwierają bagażnik, w nim siedzi Hipis. Kolega Wujka Janka.
WJ: Hipis, co ty tu robisz?
H: Siemka... chciałem się z wami przemycić na ryby.
WJ: Wyłaź z tąd, bo zaraz inspektorat przyjedzie!
Hipis wyskakuje z rozbitego auta. Razem z nim wylatuje kilka wędek.
M: Skądś ty się właściwie urwał, gościu? Homosiem jesteś, czy co?
WJ: To mój wierny kompan. Nie raz mi się zakradał na gapę.
H: A wy, młodzi? Sezon dopiero co się zaczął, a wy już na koło zapylacie?
T: Jedziemy na kuter!
H: Zajebiście, ziomuś! Może tym razem Janek nie zapomni wiadra z rybami.
WJ: Akurat. No, chodźcie do chatki. Jesteśmy tuż przed jeziorem.
Wszyscy idą nad jezioro.
Chatka nad jeziorem.
Hipis podaje chłopakom kapoki.
H: Bezpieczeństwa nigdy za wiele, maluchy!
T: Ale my nie jesteśmy już mali!
H: Żartuję przecież, na żartach się nie znasz?
WJ: Dobry żart, przybij!
Wujek Janek zbija piątkę z Hipisem. Pierwszy z nich szykuje sprzęt.
WJ: Dobra, macie tu trzy wędki, czwarty z was łowi ze mną na siatkę.
M: Ja łowię pierwszy.
P: Ja też!
C: I ja!
T: Nie no, chłopacy... No ja też chciałem połowić wędką!
WJ: Trzymaj moją, chłopaku!
H: Idziemy rozstawić siatkę, wy ustalcie kolejność, będziemy się zmieniać! Bądźcie za pięć minut na kutrze!
Hipis i Wujek Janek wychodzą z chatki.
Na kutrze.
Wujek Janek rozstawia sprzęt.
P: No to... kto pierwszy?
M: Ja.
C: Ja na końcu.
(P: Bo mi obojętne.)
T: Będę trzeci!
Hipis przechadza się po kutrze.
H: Co tam chłopaki, wzięliście przynętę?
M: Wujaszek dał nam puszkę.
P: Kto ma puszkę?
Tytus przeżuwa coś, w ręku ma pustą puszkę.
P: Tytus? Zjadłeś naszą kukurydzę?
T: Nie, tylko te chrupki! Takie małe, różówe! Chyba świeże, ruszały się jeszcze.
C: Ruszały się?
M: Ty debilu!
H: O nie... To nie były chrupki. Ty- ty zjadłeś pinki!
T: Jakie pinki?
H: Robaki!
Na języku Tytusa nadal znajdują się robaki. Tytus wychyla się za burtę, wymiotuje. Wujek Janek zauważa Tytusa.
WJ: Choroba morska?
T: Nie, tylko zjadłem-
WJ: Coś nieświeżego! Klasyk. Nie pierwszy, nie ostatni! Będziesz jeszcze rzygał?
Tytus kręci głową.
WJ: Zuch chłopak. Weź proszę, poszukaj plecaka w sterówce. Ja bym coś zjadł.
Tytus idzie do sterówki.
WJ: Chłopakom i Hipisowi też weź! Suchy prowiant.
Kuter.
Wszyscy łowią ryby. W wiaderku kilka małych ryb. Hipis trafił na coś większego.
H: Oho, branie!
Szarpie wędką, z wody wyskakuje wielki, 70-centymetrowy boleń. Rzuca się na boki, uderza o nogi Hipisa.
H: Aaale! Ale skurwol!
(C: Eeej!)
H: Pałką go!
Paweł uderza rybę zbyt mocno, miażdży głowę.
H: Niezły hit, młody! Do beczki go!
Paweł wrzuca rybę do beczki. Tytus i Wujek Janek łapią ryby do siatki.
T: Wujku, patrz!
Tytus wskazuje na stary but.
T: Liczy się, prawda?
WJ: Próbuj dalej, a natrafisz.
Tytus się smuci.
WJ: Cierpliwości, Tytus. Złota zasada - cierpliwym być!
Rufa kutra.
Czesław i Michał łowią na spinning. Czesław przygwizduje.
C: Gdzie te rybki? Cip-cip, taś-taś!
M: Masz coś?
C: Trzy. Czekaj, czekaj!
Czesław wyciąga z wody niewielką rybę.
C: Cztery!
M: Co to jest?
C: Nie wiem.
Czesław patrzy na rybę nieco dokładniej, lekko się śmieje.
C: Trochę wygląda jak Paweł.
Głowa ryby jest pokryta glonami, ułożone w sposób przypominający włosy Pawła.
P: Słyszałem to!
Wujek Janek zauważa rybę w rękach chłopaków.
WJ: Widzę, że złapaliście rzadki okaz uklei.
H: Do wody ją, pod ochroną jest!
Czesław szykuje się do rzutu rybą.
C: Leć mała, leć!
M: Ostrożnie, nie słyszałeś, co mówił?
Czesław klęka nad burtą, ostrożnie wypuszcza rybę, prosto w paszczę szczupaka.
M: Jaja sobie robicie?
Sterówka.
Wujek Janek steruje kutrem. W oddali dostrzega inny kuter. Za sterami Andrzej, znajomy Wujka Janka.
An: Janek!
WJ: Andrzej, wy też się wypuściliście tak wcześnie?
An: A bo wiesz, bo zaraz się hołota zleci i zasyfi staw, znowu!
WJ: Skoro mowa o hołocie, chyba widzę ich w oddali.
Wujek Janek pokazuje tratwę. Na niej dwóch młodych mężczyzn. Jeden z nich wyrzuca puszkę po piwie do wody.
An: Janek, co oni odwalają?
WJ: Grillują?
Dwóch mężczyzn rozpaliło grilla na tratwie. Michał wchodzi w kadr, dostrzega tratwę.
M: Skurczybyki... Czesiek, ty to widzisz? Czesiek?
Czesław stoi na tratwie razem z nimi.
M: Ej no, wracaj tu!
Tratwa.
Czesław stoi z dwójką mężczyzn, Kamilem i Rafałem na tratwie. Zgniata puszkę, rzuca do wody.
C: Kto by pomyślał, grillowanie na tratwie? W pale się nie mieści!
Rf: Ej, ktoś cię chyba woła.
Michał krzyczy do Czesława.
(M: Wracaj na kuter, patałachu!)
Czesław pokazuje wała Michałowi.
C: Takiego! Dobrze mu powiedziałem?
Spod wody wydobywa się chrzęst.
Ka: Słyszeliście to?
Rf: Co?
Po chwili z wody wyskakuje olbrzymi rekin, pożera Kamila i Rafała. Czesław wpada do wody.
C: Ja pierdolę, rekin! Ludzieee!
Płynie do kutra, ile sił w nogach.
Kuter.
Hipis i Paweł wkładają ryby do wiadra.
C: Ludzie, ludzie!
Czesław wdrapuje się na kuter, cały mokry.
P: A tobie co?
C: Rekin... wielki rekin...!
H: Bracie, na haju jesteś? Wyluzuj!
Chrzęst pod wodą.
P: W co żeście nas wpakowali?
Rekin uderza w burtę kutra, wszyscy zostają wyrzuceni w powietrze.
WJ: Na ryby tu przyjeżdżam od 32 lat, nigdy czegoś takiego nie widziałem!
Rekin uderza szczękami o kuter. Nikt nie może utrzymać równowagi, Hipis zostaje wyrzucony do jeziora.
T: Człowiek za burtą!
WJ: Hipis, wyciągniemy cię! Ty, jak ci tam na imię było?
C: Czesiek.
WJ: No tak, Czesiek. Rzuć mu linę, bo go ten kolos zaraz pożre!
C: Się wie!
Czesław rzuca linę. Pozostali rzucają kamieniami w rekina.
M: Won stąd, głupie ścierwo!
T: A masz!
Strzał z broni palnej za plecami chłopców. Obracają się, za nimi stoi Wujek Janek z dwururką.
WJ: Kryzys zażegnany.
Rekin tonie.
H: Wujaszku, to było czadowe!
WJ: Jasne, nie nazywaj mnie więcej wujaszkiem.
H: Przybij!
Wujek Janek i Hipis zbijają piątkę, freeze frame.
Na brzegu.
Hipis pomaga Wujkowi przycumować łódź.
H: Jak wyprawa, podobała się?
P: Była ok.
(T: Tak, fajna.)
M: Mi nie. Nigdy więcej, następnym razem nie będę chciał walczyć z krakenem.
Chłopaki śmieją się.
P: Chodźcie, zamówimy taksę. Terenówka rozbita.
Chłopaki idą przez las. Zatrzymują się przy drodze. Podchodzi do nich tirówka.
Ti: Czekacie na kogoś? A może umilić wam czas?
P: Dziękujemy, nie jesteśmy zainteresowani.
Ti: No nic.
Tirówka odchodzi.
C: Ale buciory miała dowalone, takie z futerkiem...
M: A na nich cała kolonia chorób wenerycznych. Pomyśl no!
Tirówka przechodzi przez drogę, jednak zostaje potrącona przez taksówkę. Meksykanin Diego siedzący za kółkiem opuszcza szybę. Ze środka dobiega irytująca muzyka latynoska.
D: Hola, muchachos! Wsiadajcie!
Chłopcy wsiadają do taksówki.
D: Gdzie was podrzucić, compañeros?
P: Na ulicę-
Nazwa ulicy zostaje zagłuszona przez przejeżdżającą ciężarówkę.
P: 26.
D: Claro está! Będziemy tam za jakieś 10 minut.
Taksówka odjeżdża.
Taksówka.
Michał śpi z tyłu. Diego w tym samym czasie rozmawia z żoną przez telefon.
(D: Hola, cariño.)
T: Zasnął jak bobasek!
Tytus znajduje z tyłu butelkę sosu tabasco. Diego sprawia wrażenie zakłopotanego.
(D: ¿Qué pasa? ¿A qué te refieres con «no tengo tiempo para mi familia»?)
Szturcha Czesława, wlewa resztkę sosu do ust Michała.
(D: ¿Ah, así que soy una perdedora? Mírate a ti misma, chica. Estás ahí sentada sin hacer nada productivo.)
Obaj się śmieją, Michał kręci się. Stęka, po chwili krzyczy z bólu.
M: Wody, kurwa, wody!
Michał bierze butelkę zza fotela Diego, był to jeszcze ostrzejszy sos red savina.
(D: Carlita, no. ¡Piensa en Javier, piensa en nuestros hijos!)
Twarz Michała dosłownie staje w płomieniach. Tytus i Czesław śmieją się. Diego wygląda, jakby miał się rozpłakać.
D: ¿Qué quieres decir con «estaremos mejor sin ti»? Tranquilízate, estás muy alterado.
Paweł patrzy na Diego z wyrazem współczucia. Carlita krzyczy na Diego, słychać ją dużo głośniej. Połączenie się urywa. Diego cicho szlocha.
P: Wszystko okej?
D: Sí, sí. Nie martwcie się.
Pod kamienicą...
Diego wysadza chłopaków. Przeciera łzy.
D: Jesteśmy...
Paweł klepie Diego po plecach.
P: To nie twoja wina, stary. Postaraj się zapewnić dzieciakowi, co możesz.
D: Zapewnię.
Diego odjeżdża, chłopaki wchodzą na klatkę schodową.
Klatka schodowa.
Słychać kłótnię sióstr.
M: Dopóki mieszkasz pod moim dachem, słuchasz się mnie!
A: Gdybym u matki mieszkała, nie musiałabym się o to martwić!
(M: Ty już matki w to nie mieszaj. I zapamiętaj sobie, młoda damo...)
Paweł uśmiecha się.
P: Ach, te siostry. Zawsze jedna obrażona na drugą.
T: Szkoda, że nie mam rodzeństwa.
C: Zawsze mamy siebie, chłopaki!
M: W sumie i racja. Bo... łączy nas... jeden "ojciec". Więc faktycznie, jesteśmy trochę jak rodzeństwo.
T: Jak bracia!
Chłopaki ściskają się.
P: No? To co powiecie na rybną kolację?
Paweł zauważa brak ryb.
P: Yyy, chłopaki? Wziął ktoś ryby?
Pozostali kręcą głowami. W taksówce...
D: Mmm... pescados. Zrobię sobie z nich paellę.
Pod przednim siedzeniem stoi wiaderko z rybami. Iris out.
Koniec odcinka 3.