Odcinek 25
Kiler na wolności
Ulica, wieczór.
Chłopaki wracają do domu. Michał trzyma w ręku ciężki słoik po landrynkach, wypełniony pieniędzmi. Czesław trzyma świecę.
P: Nogi mi w dupę wchodzą.
M: Obeszliśmy całe miasto.
T: Ile uzbieraliśmy, chłopacy?
Michał potrząsa słoikiem.
M: Kilka tysi będzie.
C: No to część długu spłacona.
P: Nie zapomnij, że kasa idzie na księdza!
C: My tylko weźmiemy... mały napiwek! Słoik i tak jest dość ciężki, waży chyba więcej od słonia.
M: Łatwo... ci mówić!
Michał stawia słoik na ziemi.
M: Przysiądźmy.
Chłopaki siadają na ławce. Tytus macha nogą. Niezręczna cisza.
P: Co tam powiecie?
M: Całkiem klimatyczny wieczór.
P: I jaki spokojny.
C: Na maksa.
M: Nie pamiętam, kiedy ostatnio wypad poszedł po myśli.
C: Racja. Ale jest jakoś za spokojnie. Mówię wam.
Tytus przewraca słoik z pieniędzmi nogą.
P: Tytus!
M: No i co ty narobiłeś?
T: Sorka, chłopacy!
M: Teraz to zbieraj.
Chłopaki wstają z ławki, odchodzą.
C: Co tam mieliśmy robić na chacie?
P: No ten...
Głos Pawła zanika. Tytus zbiera pieniądze. W krzakach stoi tajemniczy, zarośnięty mężczyzna w brudnych ubraniach. Złowrogie spojrzenie.
Tytus pochyla się nad rozsypanymi pieniędzmi.
Mężczyzna zachodzi go od tyłu.
T: Wszystkie!
Tytus obraca się, zderza się z mężczyzną.
T: O jeny, tak mi przykro!
?: Ej, młody. Wybacz, że niepokoję. Potrzebuję miejsca na noc. Nie mam gdzie się zapodziać...
T: Biedny dziadek... chętnie cię przygarnę! Poznasz moich kumpli!
Mężczyzna zaciera ręce.
?: Hehehe... będzie seryjka.
T: Słucham?
?: Nic, nic! Seryjka... w grze. Gracie w gry?
T: Mój kumpel Czesiek uwielbia Glooma! Tą strzelankę, nie?
?: Znam, znam.
T: Chodźmy, na pewno jest ci zimno!
Tytus prowadzi mężczyznę za rękę.
Salon.
Chłopaki siedzą w salonie. Czesław je kabanosy z paczki.
M: Mógłbyś nimi tak łaskawie nie szeleścić? Nie mogę się skupić na programie!
P: Ale my oglądamy reklamy.
W telewizji kanał telezakupowy.
M: No racja.
Czesław przedrzeźnia spikera.
C: Sokowirówka za 3 stówki, rozpieprzy się po jednym użyciu. Gwarancja na 5 minut.
Michał i Paweł się śmieją. Do mieszkania wchodzi Tytus, razem z mężczyzną.
T: Siemka, chłopacy! Kasa pozbierana.
Mężczyzna stoi z nieobecnym wyrazem twarzy.
M: Tytus? Co to za bibosza przyprowadzasz?
T: To jest Wiesiek! Mój nowy kumpel!
Wiesław unosi rekę do góry.
Ws: Witam, witam. Słyszałem, że lubicie gry.
P: Idź się umyj, człowieku! Daje od ciebie, jak z kanalizy!
T: Zostawcie go! Jest spoko.
Chłopaki patrzą na siebie ze zdziwieniem. Wiesław wyciąga zza pleców maczetę, siedzący na kanapie się oddalają.
Ws: Nie bójcie się. Chcę tylko coś zjeść. Jestem rzeźnikiem, zobaczcie.
Wiesław pokazuje chłopakom mięso nieznanego pochodzenia.
P: To kurczak, prawda?
Ws: Dobry kurczak, z ubojni.
M: Kurczaki nie dorastają do 70 kilogramów.
Tytus wącha mięso.
T: Ale pachnie w miarę normalnie, chłopacy!
Chłopaki patrzą na Wieśka.
Ws: Nie patrzcie tak na mnie, tylko szykujcie brzuchy.
Tytus podwija koszulkę.
T: Nic nie będę podjadał, słowo harcerza!
Wiesław przykłada maczetę do brzucha Tytusa.
P: Wiesiek?
Ws: Tylko sprawdzam, ile pomieści papu.
Paweł patrzy krzywo na Wiesława.
Ws: Widzę, że kolega umiera z głodu. Nie przedłużam!
Wiesław podchodzi do kuchenki.
M: Mówię wam, to my zostaniemy nadziani na widelec.
Kuchnia.
Wiesław kroi mięso maczetą. Andżelika wygląda z sypialni. Wiesław ją dostrzega, dziewczyna wycofuje się do sypialni.
Ws: Ale to twarde!
Wiesław nie może przekroić udźca. Próbuje wyszarpać maczetę z mięsa.
Ws: Zaraz mi się ostrze złamie!
Paweł przechodzi za Wiesławem.
P: Jak tam mięsko, panie Wiesiu?
Ws: Wybornie. Gdybym tylko umiał wyciągnąć ta ostrze.
Paweł bez problemu wyciąga maczetę.
P: Taki ekskalibur.
Podaje Wiesławowi maczetę. Zagląda do miski na blacie.
P: Jezus Maria, co to jest?!
Ws: Co ty, gulaszu z serduszek nigdy nie widziałeś?
P: Nie o to mi chodzi! Czy to był palec?
Wiesław wyciąga palec z miski.
Ws: Wydaje ci się.
Wyrzuca palec przez okno. Paweł blednie, upada.
Ws: Zabójczo.
Andżelika zakrada się, wciąga Pawła do siebie. Wiesław przyprawia mięso w misce. Patrzy prosto w obiektyw.
Ws: Sztuka mięsa? To jest sztuka... z mięsa.
Komenda policji.
Patryk trzyma w ręku notes. Przechadza się po celach.
Pa: Jak sprawują się nasi osadzeni?
Zagląda do pierwszej celi.
Pa: Gucio. Siedzimy za niewinność?
M10: No, za dupę.
Pa: Szorstki masz ten język. Uważaj, by ci go przypadkiem nie wyszorowali. Pumeksem.
Patryk odchacza więźnia na liście. Idzie dalej.
Pa: Włodziu, jak leci? Masz stuff?
M11: Nic, a nic! Jestem czysty.
Pa: Chyba puszczę cię wcześniej, za dobre sprawowanie.
Patryk odchacza kolejnego więźnia. Przechadza się dalej, odchacza kolejnych więźniów.
Pa: Szprycha, Szwindel, Marcinek, Korba, Wiesiu, Norbercik... Wiesiu?
Patryk cofa się, pusta cela Wiesława.
Pa: To nie wygląda dobrze.
Drzwi do celi są otwarte.
Pa: No i co ja powiem komendantowi? Dał mi ostatnią szansę!
Patryk wyciąga krótkofalówkę, dzwoni do Bojarskiego.
Pa: Odbierz, odbierz!
TB: Patrol 7 zgłasza się.
Pa: Tomek, sprawa. Kto ostatnio pilnował celi na komendzie?
TB: Ty pilnowałeś. Co, ktoś ci uciekł? Zobacz, jak szybko cię rozgryzłem.
Pa: No... uciekł.
TB: Wiesiek?
Pa: Wiesiek.
TB: Bo widziałem go na mieście.
Pa: I nie próbowałeś go zatrzymać?
TB: Byłem po służbie. Nikt mi nie płaci za dodatkowe godziny pracy! To Kostka miał się nim zająć.
Pa: Dałeś mu uciec?! Teraz to Marzec mnie obedrze ze skóry, na bank.
TB: Dalej jesteś na miejscu?
Pa: No jestem.
TB: Podjadę za kilka minut, nie odchodź.
Bojarski rozłącza się.
Salon.
Chłopaki oglądają horrory.
P: Straszny film, co?
A: Mało straszny.
C: Ja to się prawie zlałem.
M: Może tobie trzeba pieluchy kupić?
C: Nic nie trzeba. Yyy... wybaczcie na chwilkę.
Czesław wchodzi do łazienki. Paweł ogląda się.
P: Co mu tak długo schodzi?
Paweł schodzi z kanapy, zagląda do kuchni. Tytus siedzi przy stole, je potrawkę Wiesława.
T: Wiesiu, wyborna!
Wiesław stoi nad Tytusem, ani drgnie.
T: Przydałoby się trochę ziółek, moim zdaniem.
Tytus się śmieje, Wiesław podnosi maczetę. Kładzie drugą rękę na barku Tytusa.
T: Ale co tam? Wystarczy, że ze mnie jest niezłe ziółko!
P: Wiesiek!
Wiesław upuszcza maczetę.
Ws: Kurka wodna! Się wystraszyłem.
P: Co ty właśnie próbowałeś zrobić?!
Ws: Sprawdzałem, czy się dobrze ugotowało. Dobrze, Tytus?
T: Idealnie!
Ws: Widzisz. Receptura... z serca.
Paweł zaniemawia. Czesław spuszcza wodę, wychodzi z łazienki.
C: Co mnie ominęło?
P: Nieludzka uczta.
C: Mogę spróbować?
P: Nie!
Czesław wraca na kanapę.
C: Szkoda.
Wiesław podchodzi do zlewu, myje maczetę.
Ws: Uczta nieludzka? No właśnie, że... ludzka.
Miasto.
Radiowóz patrolu 7. Radiowóz przejeżdża obok bloku.
TB: I jak, Pacyś? Widzisz go?
Pa: Dalej nie.
TB: Krążymy już tak od jakichś dwóch godzin!
Pa: Może dlatego, że jeździsz do okoła jednego bloku.
Widok z góry, radiowóz okrąża jeden blok.
TB: Racja.
Bojarski zatrzymuje radiowóz. Zawraca, wyjeżdża z osiedla.
TB: Powiedz mi, jak kogoś upatrzysz.
Patryk kiwa głową. Rozgląda się.
Pa: Coś cicho na ulicach.
TB: Może dlatego, że jest późny wieczór.
Pa: Prędzej, czy później dostaniemy wezwanie na głośną bibę.
TB: Dzisiaj jest poniedziałek, dzień roboczy.
Pa: No to dzisiaj przyłapiemy kogoś w posiadaniu Marysi Konopnickiej.
Po chodniku idzie tajemniczy mężczyzna, w ręku torba z zakupami. Włosy przypominające Wiesława.
Pa: Zatrzymaj się.
Bojarski zatrzymuje pojazd.
Pa: Chyba go mamy.
TB: Ciekawe, co on tam kitra. Kolejny korpusik?
Patryk i Bojarski wysiadają.
TB: Obywatelu, zatrzymaj się!
?: Co, czemu?
Przyciskają mężczyznę do ziemi. Z torby wysypuje się mięso w pojemnikach.
Pa: Bingo.
M12: Ała!
TB: Masz prawo zachować milczenie.
Pa: Ty, to nie ten.
Mężczyzna nie jest Wiesławem.
M12: No co z wami, ludzie?
TB: Mamy nie tego samuraja, co trzeba.
M12: Nie macie nic lepszego do roboty? Niewinnych ludzi chcecie zakuwać?
TB: Najmocniej przepraszamy.
M12: Dotacje z urzędu się skończyły? Nie ma komu utrzymać komendy, co?
Patryk i Bojarski wracają do radiowozu. Mężczyzna w kitce krzyczy za nimi.
M12: Nie ujdzie wam to na sucho, spotkamy się w sądzie!
Radiowóz odjeżdża. Samuraj krzyczy.
M12: Pozwę was!
Samuraj otrzepuje się, zbiera zakupy i odchodzi.
Salon.
Wszyscy śpią. Wiesław stoi w ościeżnicy. W ręku maczeta. Wiesław szepcze do siebie.
Ws: Koty tulą się do swoich kociąt. Owce ułożyły się do snu, razem z jagniętami.
Podchodzi do łóżka.
Ws: Leżycie sobie wygodnie i ciepło w łóżku.
Wyciąga maczetę.
Ws: Idźcie, kuźwa, spać.
Wiesław uderza nogą o szafkę nocną.
Ws: A-!
Zatyka sobie usta. Michał się przebudza.
M: Hmmm?
Wiesław zamachuje się maczetą, Michał otwiera oczy.
M: Osz ty w cala!
Wiesław wbija maczetę w materac. Michał odbija w bok, wpada na Czesława.
C: Co ty znów-?
M: Kiler! Seryjny kiler na wolności!
Wiesław złowieszczo się uśmiecha.
Ws: Smacznych snów!
Czesław zrywa się z krzykiem z łóżka. Biegnie razem z Michałem do kuchni. Wiesław ich goni, biegają po kuchni.
Ws: Niech no ja was tylko dorwę, to zrobię z was zraziki!
Wiesław prawie łapie Michała. Wskakuje na stół, odbija się od ściany.
Ws: Och wy!
Paweł otwiera drzwi do sypialni.
P: Moglibyście się zachowywać o pół tonu ciszej? Andżela ma jutro ważny sprawdzian.
Wszyscy patrzą na Pawła. Wiesław szepcze.
Ws: Oskóruję was...
Czesław i Michał uciekają na paluszkach, w komiczny sposób. Szepczą do siebie.
C: On nas zaraz zabije...!
M: Łatwo tobie mówić... To ty pierwszy skończysz na patelni.
C: Czemu?
M: Bo jesteś... bardziej pulchny.
Ws: Możecie biec ile sił, i tak nie uciekniecie...
Paweł staje pod drzwiami sypialni. Andżelika śpi.
P: Chwila moment. Coś tu nie gra.
Nad Pawłem pojawiają się chmurki. Pierwsza z nich, miska flaków na kuchennym blacie. Druga chmurka, maczeta w ręku Wiesława. Trzecia chmurka - Wiesław krzyczy na chłopaków.
(Ws: Zrobię z was zraziki!)
Chmurki się rozpływają. Paweł kładzie ręce na policzkach.
P: Seryjny morderca w naszym domu...
Wystraszony Paweł wybiera numer na policję.
P: Błagam, odbierzcie!
Radiowóz.
Policjanci zatrzymali się pod sklepem. Patryk i Bojarski wychodzą, w ręku duże butelki z napojami.
Pa: Powiem ci, dawno nie piłem oranżady.
TB: Wczoraj piłeś colę.
Pa: Ale cola to nie oranżada!
TB: Oranżada jest gazowana. Cola też. Oranżada jest najczęściej pomarańczowa. Cola też może być pomarańczowa. Ergo, cola to oranżada.
Kumoter wychodzi ze sklepu.
Pa: Dobry wieczór!
Kumoter podnosi ręce do góry.
Ku: Nic przy sobie nie mam, przysięgam!
Pa: Nie o to mi chodzi. Może pan wytłumaczyć temu tłukowi, że cola nie jest oranżadą?
Ku: Nie wiedziałem, że debata na temat napojów gazowanych jest ważniejsza od łapania przestępców. Pewien ktoś już na pewno dał nogę z celi.
TB: Skąd niby o tym pan wie?
Ku: Może przebywać na tej, tej ulicy. No... na-
Przejeżdżająca ciężarówka zagłusza nazwę ulicy.
Ku: 26/5.
TB: Ty, a to nie jest mieszkanie Madzi?
Pa: Jest. Wsiadaj, odpalaj bomby. Dziękujemy, obywatelu.
Patryk i Bojarski wsiadają do radiowozu. Radiowóz odjeżdża z piskiem opon, syreny wyją głośno.
Ku: Mam nadzieję, że Wiesiek ich jeszcze nie skroił. Wtedy fabuła straci sens.
Kuchnia.
Chłopaki stoją przy kuchennym blacie, skuleni. Paweł nie może się dodzwonić na komendę, rzuca telefonem.
Ws: Powiem wam szczerze, znudziło mi się już to bieganie za wami.
Wiesław ostrzy maczetę.
Ws: Ale dam wam wybór, bo byliście mili. Tytus. Zraziki, czy pieczeń?
T: Chłopacy! Wiesiek chce nam zrobić dokładkę!
P: To my będziemy na dokładkę...
C: Nie zabijaj mnie, jestem prawiczkiem!
M: Wcale nie jesteś!
P: Czy ktoś nie powinien teraz przyjechać?!
Patryk wyważa drzwi do mieszkania.
Pa: Policja!
Bojarski razi Wiesława paralizatorem.
TB: Gleba!
Wiesław osuwa się na ziemię. Bojarski go skuwa.
Pa: I po strachu.
TB: Macie dużo szczęścia, Wiesław Sokalski jest bardzo groźnym przestępcą. Nie bez powodu nadali mu przydomek "Santański Szatan".
Patryk zagląda do miski na blacie.
Pa: Co to za świństwo?
T: Gulasz!
M: Z serca...
Patryk zielenieje.
TB: Jesteście ranni?
P: Fizycznie nie. Ale psychiczny uszczerbek zostanie.
C: Nie ucieka się przed seryjnym mordercą na co dzień.
Pa: Gdzie Magda?
M: Panieński wieczór, zapomniałeś?
Pa: No tak.
Wiesław podnosi głowę.
Ws: Nigdy nie zrozumiecie ludzkiego cierpienia. Zostałem skrzywdzony przez wykluczenie społeczne! Krew by się polała, gdyby nie gliny!
TB: Tak, tak. Wszystko wyćwierkasz sędziemu, ptaszyno.
Bojarski wyprowadza Wiesława.
Pa: Nie zapomnijcie o weselu, dziewiątego w piątek!
P: Jasne.
Pa: Muszę lecieć. Na razie!
Patryk wychodzi z mieszkania.
Andżelika wychodzi z sypialni.
A: Co wy tak hałasujecie po nocy?
P: Nie uwierzysz, co się stało.
C: Morderca!
M: Na wolności.
T: A tak dobrze mu z oczu patrzyło, chłopacy.
P: Wcale, że nie!
A: Dobrze, że nic wam nie jest.
Andżelika podbiega do Pawła, przytula go.
P: Mhm... Na szczęście policja przyjechała w porę.
C: Zostawił nam prezent, miskę z flakami.
A: Wrr... dreszcze mnie przechodzą.
T: A myślałem, że powiesz "jak słodko"!
Tytus próbuje flaków.
T: Ale słodko nie smakują. Ble, wątróbka! Jak ja jej nie cierpię!
A: Lubię horrory, ale tylko gdy odgrywają się poza domem!
P: Rozumiem.
Michał ziewa.
M: Nie powinniśmy być dawno w łóżkach?
P: Szit. Obyśmy nie zaspali. Dobranoc, chłopaki.
C: Dobranoc.
Chłopaki idą do salonu. Paweł idzie z Andżeliką do sypialni. Fade to black.
Koniec odcinka 25.