Odcinek 24

Walduś i Tomuś

Toaleta na firmie.
Ktoś siedzi w kabinie. Do toalety wchodzi Tomasz.
De: Tomuś?
Tm: Jestem.
De: Nie podałbyś kumplowi rolki papieru?
Tomasz ściąga papier z suszarki, uchyla kabinę.
Tm: Trzymaj.
Tytus wchodzi do toalety, myje ręce. Tomasz pochyla się nad kabiną.
De: Co jak co, ale z ciebie to są ludzie!
Tm: Wyręczyłem cię.
De: Ty potrafisz, jak mało kto.
Tytus obraca się zdziwiony.
Tm: A ty co, Tytek? Nie podsłuchuj.
T: Tylko chciałem ręce umyć!
Tytus zakręca kurek, suszy ręce i wychodzi.
De: To, co stało się w tej kabinie, zostaje w kabinie.
Tm: Spokojna twoja rozczochrana. Pary nie puszczę!

Sekretariat.
Tytus przechodzi obok sekretariatu, niezręczny wyraz twarzy.
Ew: A tobie co?
T: Tomek z Waldkiem... siedzieli w kiblu!
Ew: Więc?
Tytus szepcze Eweli na ucho.
T: Chyba Tomek go wyręczył...
Ew: Zawsze wiedziałam, że między nimi jest coś więcej, niż przyjaźń. Schodzisz na kawkę?
T: Jasne!
Michał przechodzi obok.
M: Tylko nie przeholuj, jak ostatnio.
T: Michał, Michał! Słyszałeś?
M: Niby o czym?
Ew: Tytus nakrył Deryla z Tomkiem w kabinie.
Michał wydaje się być zakłopotany.
M: Super, pederaści na firmie... Tego jeszcze nie grali.
Michał odchodzi.

Korytarz firmy.
Deryl przechodzi przez korytarz z teczką. Zaczepia go Franio.
FB: Deryl! A gdzie twoja papużka nierozłączka?
De: Nie wiem, o czym mówisz.
Idzie dalej. Mija po drodze Marcina.
MM: Siemasz, Deryl! Następnym razem zapukamy do kibelka.
De: O co wam chodzi?
MM: O nic, nie przejmuj się!
Deryl zostawia teczkę w księgowości.
MM: Tylko mówię, ja nie mam nic przeciwko.
De: Przeciwko czemu?
MM: Wiesz, przeciwko wam. Tobie i Tomusiowi.
Deryl rozszerza oczy.
(De: Ja pierdzielę.)
De: Tak, tak. Zagadam później. Spieszę się!
Deryl nerwowo przemierza strefę wspólną. Śmiechy innych pracowników.

Kuchnia.
Paweł, Czesław i Michał siedzą w kuchni.
C: Nie wiem jak wy, ale coś chyba faktycznie przypakowałem.
M: Mówisz?
C: Obczajcie te muskuły!
Czesław pręży mięśnie.
P: Ale wcale nie wyglądasz jak żaden strongman.
C: Ale o czym ty teraz mówisz?
T: Chłopacy!
Tytus wbiega do kuchni.
M: Co ty tak biegniesz, jak rażony piorunem?
T: Nie uwierzycie, co widziałem w kiblu!
M: Tomusia z Waldusiem. Słyszałem. Jeden robił drugiemu... przysługę.
Paweł natychmiast wyłącza oskarżenia Michała.
P: Na pewno nie. Deryl ma kobietę i małą córkę.
C: Każdy na firmie z nich żartował, że mogliby być parą. To zmienia postać rzeczy.
Michał rozkłada ręce.
M: Afera gejowska na firmie. Masakra.
P: Co ci w tym przeszkadza?
M: Bóg chciał, aby Adam kochał Ewę. Nie, żeby Adam kochał Stefana.
P: Aleś ty świętojebliwy. Ale do kościółka w niedzielę to już nie pójdziesz.
Michał się śmieje.
M: Ty to w ogóle nie chodzisz.
T: Chłopacy! Musimy to zbadać!
P: Jeszcze co, ściągnij może specjalną komisję.
C: Ściągnąć to możesz gacie!
Wszyscy się śmieją. Paweł ironicznie rzuca propozycję.
P: Dobra, może tak? Ściągamy tych dwóch ciołków z dołu. Narada w konferencyjnej, za pięć minut?
Chłopaki kiwają głowami.
P: Okej...
Paweł wychodzi z kuchni.
M: Może i słusznie, że ich skonfrontujemy.

Sala konferencyjna.
Z chłopakami siedzi Igor.
M: Kiedy miałeś na myśli dwóch ciołków z dołu, spodziewaliśmy się kogoś innego.
C: Tak, a gdzie drugi ciołek?
Do sali konferencyjnej wchodzi Jakub.
Jk: Strzałka.
Jakub przybija żółwiki z chłopakami.
Jk: Słyszałem, co się zmajstrowało na firmie.
P: Zwykła plotka, Tytus już narobił bigosu.
T: Ale to prawda!
I: Jeśliby połączyć kropki, no faktycznie!
Jk: Jeszcze do niedawna to była ściema, oni zapewniali.
M: Skłamali.
Paweł krzyżuje ramiona.
P: W nic nie uwierzę, dopóki sam tego nie zobaczę. Na własne oczy.
M: Oni wszystko robią razem. Nawet na siku schodzą o określonej porze.
I: Na szczęście nie w jednej kabinie!
T: Dzisiaj chyba zrobili wyjątek!
C: A gdyby ich tak spiknąć ze sobą, po pracy?
Paweł patrzy na Czesława.
P: To jest takie idiotyczne, że może zadziałać.
Jk: Luknę na jakieś miejscówki na Santanie z Michem! Przecież musi być dość kameralnie. Damy cynk, jak znajdę. Trzymcie się!
Jakub i Michał opuszczają salę konferencyjną.

Miasto.
Michał i Jakub spacerują po mieście.
M: Widzisz coś?
Jk: Czekaj, ziom! W sercu dżungli byle chatki nie znajdziesz.
M: Gdzie twoim zdaniem może być lepsze miejsce?
Jk: A bo ja wiem? Z nieba chyba nie spadnie.
Przez miasto przechodzi niewielka parada równości.
M: No... spadło. Z tęczy.
Kumoter stoi na czele parady.
Ku: Hej, to wcale nie jest fajne, kiedy ktoś cię krytykuje za twoje preferencje miłosne. Niech żyje równość!
Michał obserwuje Kumotra z niedowierzaniem. Parada idzie dalej.
M: Jest jedną z ostatnich osób, która by to moim zdaniem powiedziała.
Starsza kobieta stojąca przy kwiaciarni wskazuje na paradę.
K7: Te geje to wyrastają, jak po deszczu! Zaraz pojawią się w naszych domach!
Jk: Sorka, babuniu! Mamy inne czasy. Ciemnogród już dawno odszedł do lamusa!
M: Tak, tak. Yyy... Niefajnie tak ich obrażać.
K7: Za grosz szacunku do tradycji! Pan Bóg was wszystkich ześle do piekieł, tam gdzie należy!
Starsza kobieta odwraca się oburzona.
Jk: Tak, a takie stare pudernice to się należą w kolumbarium!
M: Pojechałeś po bandzie.
Jk: Nie moja wina! Gniew kipi ze starych, jak z gara!
M: Mieliśmy szukać kącika dla naszych zakochanych.
Jakub rozgląda się.
Jk: A może tu?
Wskazuje na klub jazzowy.
Jk: Świetny klub jazzowy.
Michał łapie się za głowę, ma retrospekcje z poprzedniego odcinka.
(Si: Wykwintna kompozycja winogron z włoskiej winnicy Don Carlo.)
(Si: To nie jest zwykły klub jazzowy!)
(Si: Kolejny popapraniec.)
Michał szybko powtarza:
M: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie... Nie.
Jk: Nie, bo?
M: Poszukajmy czegoś... nowocześniejszego. Kawiarenka z syrenką?
Jk: Dosyć liberalne miejsce dla liberalnej pary! Przekręcę do chłopaków.
Jakub dzwoni do chłopaków.

Biuro 107.
Telefon na biurku dzwoni.
P: Kubi.
Jk: Mamy miejscówkę.
P: Wal śmiało.
Jk: Kawiarenka z syrenką.
P: Miejsce... nawet pasujące.
Jk: Sarenki gotowe?
Czesław rozmawia z Derylem na zewnątrz gabinetu.
P: Gotowe. Szykuje się ciekawy wieczór.
Jk: Ustawiony wieczór.
Deryl odchodzi. Czesław pokazuje Pawłowi kciuk w górę.
P: Ustawiony na 100 procent.
C: Tak, tak.
Stary dzwon wybija trzecią.
C: Na pozycje! Trzymać się planu!
Paweł biegnie na dół, za Czesławem.

Przebieralnia.
Deryl zabiera plecak. Za nim przychodzi Tomasz.
De: Tomuś? Ty słyszałeś coś o firmowym obiedzie w kawiarence?
Tm: Czesiek mi mówił.
De: A szef nic? Bo jestem pewien, że tarabaniłby o tym od rana.
Tm: Staruszek pewnie się odchudza.
Tomasz zabiera plecak. Za szafką oczy Tytusa.
Tm: Jedziemy razem?
De: Jaszka. Dzisiaj byłem z buta.
Tomasz i Deryl kierują się do wyjścia. Przy drzwiach stoi Igor. Macha im.
I: Do jutra, panowie!
Tm: A ty co tak stoisz, jak kołek?
Igor pogania Tomasza i Deryla.
I: Szef kazał opróżnić firmę, jak najszybciej!
De: Delegacja przyjeżdża tak wcześnie?
I: Widocznie tak!
Igor opiera się o drzwi.

Na zewnątrz...
Deryl wsiada do Mondeo Tomasza. Odjeżdżają. W oknach budynku pracownicy. W tle muzyka shoegaze, "Little Dipper".
Tm: Walduś?
De: No?
Tm: Co ich wszystkich ugryzło? Na firmie cały czas mówi się na nasz temat.
Deryl marszczy brwi, onieśmielony.
Tm: Ja wiem, że zawsze z nas robili jaja, sobie jaka by była z nas udana para. No bo zobacz, wszystko robiliśmy razem, od piaskownicy po zarządzanie.
Deryl pochyla się nad kierownicą, zaciska zęby.
Tm: Wciąż się zastanawiam, o co im chodzi. Może o...
Tomasz przymyka oko.
Tm: Przysługę w toalecie?
De: Przestań, proszę cię, przestań!
Muzyka się zatrzymuje.
De: Robią z nas parę homosiów, nie zauważyłeś? Myślą, że rano, tam w kiblu... mi ulżyłeś.
Tm: Gadasz.
De: Serio!
Muzyka gra dalej.
De: Zrobili z nas pośmiewisko!
Tomasz przejeżdża obok festiwalu równości.
De: Wiesz, czego nam jeszcze brakuje? Gigantycznej tęczowej flagi w gabinecie!
Tm: Każdy kocha, kogo lubi. Dwóch facetów się kocha, ciul z nimi.
De: Nie nakręcaj mnie! Jedźmy.
Tomasz odjeżdża.

Galeria handlowa.
Tomasz parkuje samochód. Deryl i Tomasz wysiadają. Tomasz zamyka auto pilotem.
De: To... co robimy?
Tm: To, co ci mówiłem po drodze.
De: Zachowywać się naturalnie... Ja mam rodzinę!
Tm: Ja niby mam kobietę, ale jakoś nie narzekam!
De: A ona ma kogoś na boku.
Tm: Ten gość też. I tak w koło Macieju.
Wchodzą do galerii. Obok stoi Paweł, przebrany. Zmieniony głos.
De: Przepraszam, którędy do syrenki?
P: Prosto i w prawo.
Tm: Dziękujemy.
Deryl i Tomasz odchodzą. Paweł ucieka po cichu. Przebrany Jakub stoi przy stoisku z darmowymi próbkami.
Jk: Darmową próbkę?
De: Jasne.
Deryl i Tomasz zabierają po tęczowym ciastku. Odchodzą dalej.
Tm: Tęczowe ciastka.
De: Jaja aż do pięt.
Tomasz i Deryl zjadają po ciastku, śmiejąc się. Wchodzą do kawiarni. Pod kawiarnią stoi Igor, przebrany za woźnego. Myje podłogę.

Kawiarnia.
Tomasz i Deryl zajmują stolik. W kawiarni siedzą poprzebierani pracownicy firmy.
De: Ależ przestronne miejsce.
Tm: Doskonałe, prawda? Tu nikt nas nie nakryje.
Do stolika podchodzi przebrana Ewela.
Ew: Państwo razem?
Deryl szturcha Tomasza z uśmiechem.
Tm: Tak, tak.
De: Można by dostać jakąś świeczkę? Byłoby trochę romantyczniej.
Tm: Czerwoną, o zapachu granata.
De: Jego ulubiona.
Ew: Naturalnie.
Ewelina kładzie świeczki na stole.
Tm: Co zamawiamy?
De: Hm, nie wiem...
Deryl szepcze Tomaszowi na ucho.
De: Trudno się skupić, gdy mam na sobie widok miliona oczu.
Ew: Mogę zaproponować sernik dyniowy?
Tm: Uwielbiam sernik dyniowy!
De: I po kawce. Tomuś, jaki smak?
Tm: Mrożona z cynamonem.
De: Dla mnie też.
Ewelina zapisuje zamówienie.
Ew: Wszystko?
De: Dla mnie tak.
Tw: Wszystko.
Ew: Wrócę za chwilę, misiaki. Nie rozpłyńcie się.
Ewelina odchodzi. Deryl się cicho śmieje.
De: Kupili to.
Chłopaki obserwują Deryla i Tomasza.
Tm: To my im to sprzedaliśmy.

Stolik chłopaków.
Chłopaki siedzą nieopodal.
P: Wcale nie taki głupi pomysł.
C: A nie mówiłem? Każdy wiedział, że na siebie lecą!
M: Trzymajcie mnie, bo chyba zaraz zemdleję z tej słodyczy...
P: Co narzekasz? To był też twój plan. Ale miejsce wybrałeś zajebiste.
Tomasz odchodzi od stołu.
M: Chyba im się znudziło.
Wraca do stolika z deserami.
P: Nie znudziło się. Ale jak ich pobudzić do działania?
Siada do stolika. Przy stoliku Tomasza i Deryla...
Tm: Smacznego, Waldziu.
De: Smacznego.
Jedzą sernik.
De: Dobre ciacho.
Tomasz popija kawą.
Tm: Kawusia lepsza.
De: Jak smakuje?
Tm: Jak pączek z lukrem.
(T: Chłopacy? A może by tak jeden polał lukrem pączka drugiego?)
(M: Bez szczegółów!)

Stolik.
Tomasz i Deryl kończą deser. Drugi z nich wstaje od stolika.
De: Zapłacisz? Zgubiłem gdzieś portfel.
Tm: Jasne, ostatnio to ja stawiałem.
De: Skoczę tylko do kibelka, możemy się zwijać.
Tomasz wyciąga z plecaka rolkę papieru.
Tm: Weź, na wszelki wypadek.
Deryl parska, wzrusza ramionami.
De: Zawsze się przyda.
Wychodzi do łazienki. Przy stoliku chłopaków... Czesław udaje, że rozmawia przez krótkofalówkę.
C: Ptak 1 opuszcza Ptaka 2, odbiór.
P: Orzełek opuścił gniazdo.
M: Niech się tylko nie zapląta w gałęzie. Prawda, Tytus?
Michał obraca się, Tytusa brak. Tytus wchodzi do łazienki, za Derylem.
M: Nosz kurna... Co za osioł.

Łazienka.
Tytus staje przy pisuarze. Deryl myje ręce. Drugi z nich rozpoznaje pierwszego, uśmiecha się lekko.
De: Hoho, doskonała ta kawiarenka. Najadłem się za czterech. Jesteś tu sam?
T: Z chłopakami!
De: Co, jakoś firmowy obiadek?
T: Ale jakoś nikt nic nie zamawiał.
De: Zabawne. Ja chyba wiem, o co chodzi.
T: Ale o co?
De: W sumie... nieważne. Ale jestem pewien, że inni się zdziwią. Na razie, Tytus.
Deryl ściąga maskę z twarzy Tytusa.
T: Na razie, Waldek!
Deryl wychodzi z toalety. Tomasz rozmawia z innymi. Obraca się do Deryla.
Tm: Już się wydało.
Deryl krzyżuje ramiona z dumnym uśmiechem.
De: Czy wy wszyscy naprawdę myśleliście, że jesteśmy razem? Może jeszcze spodziewaliście się, że się pocałujemy?
T: Ja się spodziewałem!
Tytus przechodzi obok, wraca na miejsce.
De: Haha, nie. Tomuś jest moim bardzo dobrym kumplem, na tym chciałbym zakończyć dyskusję.
Do kawiarenki wchodzą żona Tomasza i żona Deryla z małą córką.
De: Teraz już wiecie, że to była mistyfikacja.
Deryl obraca się do żony.
De: Cześć, kochanie.
Całuje żonę.
De: Cześć, Aurelka.
Deryl podnosi i przytula małą córkę. Tomasz przytula swoją żonę.
Tm: Zrobiliśmy ich wszystkich w bambuko.
ŻT: Widzę.
ŻD: Ludzie, co z wami? Czy facet nie może wyjść na obiad ze swoim kumplem, którego zna całe życie? Bez pomówień?
Paweł obraca się do Deryla.
P: A myślałem, że wasze żony zrobiłyby wam większą aferę.
ŻT: Nie, bo wiedziałyśmy o wszystkim, od samego początku.
ŻD: My im tylko pomogłyśmy. Wiedziałam, że mogłam zaufać Waldziowi.
ŻT: Ja Tomkowi.
De: Widzicie, to tylko przyjaźń.
Deryl obejmuje żonę jednym ramieniem.
De: Chodźmy, Marta. Ktoś musi się zająć gospodarstwem.
Tm: My też, Gośka. Ktoś musi im pomóc.
Deryl, Tomasz i ich rodziny wychodzą z kawiarni.

Stolik chłopaków.
Wszyscy patrzą na odchodzących Deryla i Tomasza.
M: Szybko to rozgryźli.
Michał odkleja sztucznego wąsa. Czesław ściąga czapkę.
T: Fajnie było tak poudawać.
P: Było, ale się skończyło.
Ewelina mierzy wzrokiem Pawła.
Ew: Jeszcze się nie skończyło. Wynajęłam kawiarenkę za swoje oszczędności, kosztowała mnie kupę kasy! Ale nie martwcie się, wymyślę wam jakąś karę z szefem.
Czesław się śmieje.
C: Jak moglibyśmy odpokutować nasze winy?
Ew: Nie wiem, moglibyście pochodzić po kolędzie, albo coś.
P: O ile proboszcz nas rozgrzeszy za sodomę i gomorę.
Wszyscy się śmieją. Fade to black.

Koniec odcinka 24.