Odcinek 23
Gorzki jazz
Widok z klatki schodowej na mieszkanie.
Chłopaki siedzą przed telewizorem.
T: Chłopacy? Nie zauważył ktoś, że odcinki cały czas zaczynamy przed telewizorem?
Paweł liczy na palcach, widok na jego rękę.
P: To już chyba czwarty albo piąty. Ale nic mi do tego.
Paweł wchodzi do łazienki. Po chwili wychodzi.
P: Czesiek? Możesz mi wyjaśnić, co moja szczotka do włosów robi na podłodze?
C: Nie patrz na mnie, to pewnie Michał czesał krzaka.
M: Bezczel.
P: To ty jesteś jedynym typkiem na chacie z krzakiem!
C: Tytus ostatnio czyścił kibel twoją szczoteczką do zębów, jakoś go nie przetrzepałeś.
P: Co?!
Paweł wraca do toalety, zamyka drzwi. Odgłosy wymiotowania.
Paweł opuszcza łazienkę zbulwersowany.
P: Jesteście pojebani! I obrzydliwi.
C: Tak? A kto się ostatnio smyrał z Angie przy rozchylonych drzwiach?
P: Co ty znowu sugerujesz, fajfusie?
T: Chłopacy, to Czesiek sobie krzaka-
C: Nie wchodź mi w zdanie, melepeto! Przymknij jadaczkę, kiedy sprawa nie dotyczy ciebie!
P: To on mył kibel moją szczotką!
M: Tak, mnie obwinia! A z niego jest zajebisty świętoszek!
Wszyscy się przekrzykują. Andżelika przybiega z sypialni.
A: Chłopaki, stop!
Kłócą się dalej.
A: Przestańcie!
Michał krzyczy na cały głos.
M: DOŚĆ!
Wszyscy patrzą na Michała.
M: Dlaczego nie jesteśmy w stanie się dogadać? Ciągle tylko gównoburze... o nic!
P: Dokładnie. Rzygać mi się chce tym wszystkim.
M: Mi to się chce rzygać kiedy ty się wymądrzasz i użalasz. I kiedy Czesiek szama śmierdzące konserwy po nocach. A Tytus? Jego sama obecność mnie niekiedy przyprawia o mdłości.
P: Przegiąłeś pałkę, mośku. Chyba musisz poszukać nowej bandy.
M: Dobra!
Michał wyprowadza zaskoczonego Tytusa za bark.
M: Zabieram ze sobą Tytusa.
P: A on co, twój zwierzak?
M: Tak!
Michał się odwraca, wychodzi.
C: Tak, pal wroty! Tylko uważaj na deszcz.
Czesław i Paweł się śmieją, Michał zatrzaskuje drzwi.
Klatka schodowa.
Michał opuszcza mieszkanie z Tytusem, kamera przed nim. Prowadzi monolog w głowie.
(M: Zajebiście. Z tymi tumanami nie da się normalnie rozmawiać.)
Mijają starszą sąsiadkę.
(M: Nic tylko... wrzaski i oskarżenia. Powiedziałbym, że normalnie pochlastać się idzie, ale tak nisko nie upadłem. To Pawełek jest emo ciotunią. Przepraszam, zabolało? Miało!)
Michał patrzy prosto w obiektyw.
(M: I zabierzcie tą kamerę sprzed mojego nosa!)
Michał i Tytus wychodzą z kamienicy.
Salon.
Paweł i Czesław siedzą w salonie. Wyjaśniają sytuację Andżelice.
P: Nie wydaje mi się, aby mieli szybko wrócić.
C: Więcej przestrzeni dla nas.
A: Nie czujecie tej pustki? Mi już zaczyna ich brakować.
C: Zaraz ci przejdzie, uwierz mi.
(P: Nie wiem, czy przejdzie. No raczej ta myśl będzie mnie coraz bardziej prześladować. Bez nich jest tak cicho.)
C: Paweł?
P: A tak, tak. Niech się chrzanią.
A: Zamówimy pizzę?
P: Spoko.
C: Mi pasi. Komóra w łapę, dzwonimy.
Czesław wychodzi z salonu z telefonem. Andżelika przysiada się na kanapę, przychyla się do Pawła.
A: Co się z wami dzieje?
P: Wszyscy są jacyś dziwni.
A: Jak dziwni?
P: Jeszcze godzinę temu funkcjonowaliśmy, jak jedna całość. A teraz? Rozpad bandy. Padaka do kwadratu.
A: Dalej gniewasz się na Cześka?
P: Nic nie pomógł, tylko dolał oliwy i uciekł... jak pipa.
A: Nie wiem, jak mogę cię pocieszyć.
P: Dalej mam ciebie, to mi wystarcza.
Paweł obejmuje Andżelikę.
(A: Aż mi się zrobiło ciepło na sercu.)
(P: Ja czuję chłód. Nastroje nie opadły, będą narastać.)
Ulica.
Tytus i Michał spacerują ulicą.
T: Michał? Zatrzymamy się na lody?
M: Niby gdzie? Jest późna jesień, młotku.
T: Jak mogę sobie osłodzić życie? Tęsknię za chłopakami.
M: Dalej tęsknisz?
Tytus kiwa głową.
M: Zmykaj do nich.
T: Ale przecież miałem być twoim zwierzakiem!
M: Nie rób ze mnie łosia.
Za Michałem znajduje się klub jazzowy, logo z łosiem. Rogi wystają z głowy Michała.
T: Ale wyglądasz jak łoś! Pod tym kątem.
M: Won!
Tytus ucieka. Michał obraca się.
M: "Happy Jazz"? Miejsce bardziej przystępne, niż kanapa u chłopaków. Zero kultury w domu.
Michał przechodzi przez ulicę.
Kuchnia.
Czesław siedzi przy stole z Pawłem i innym chłopakiem.
C: Podoba ci się nowa miejscówka, Martin?
Mg: Lepiej trafić nie mogłem.
Martin je pizzę. Andżelika przechodzi obok. Paweł wygląda na zazdrosnego.
A: Jak tam, chłopaki?
C: Pomagamy Martinowi się zaadaptować.
P: Gość, co tłucze w gary. Wygrałem na loterii.
Mg: Masz swój zespół?
P: Jeszcze nie.
Mg: U Mariusza na wiośle zamiatałeś, aż się kurzyło. Zapomniałem wspomnieć, byłem wtedy na hali, u Brüdnych!
P: Miło słyszeć.
Tytus wraca do mieszkania.
T: Siema, chłopacy!
P: Ty nie z Michałem?
T: Stęskniłem się.
Wskazuje na Martina.
T: Kto to?
P: Ktoś, kto wypełni pustkę po Michale.
Paweł mamrocze pod nosem.
P: Ale jakoś kiepsko mu to idzie...
Mg: Jeszcze raz?
P: Nie pokazałeś jeszcze, jak ci idzie! Na perce.
Martin obraca pusty garnek, gra na niej sztućcami.
C: Wymiatasz, stary!
Paweł zgrzyta zębami.
(P: Kurczę... Czesiek zgarnął jakiegoś nygusa na pięć minut. Widać, że lepiej mu z nim, niż z nami.)
C: Pawi, mogę pożyczyć gitarę? Chciał pokazać kapelę.
Paweł pęka.
P: Tak, weź je śmiało. Wracać nie musicie.
C: A tobie co?
P: Młotku, Michała nie ma, a ty szukasz sobie faceta na boku.
C: O, ludzie! Teraz mnie chce obrazić! Czy ja serio wyglądam ci na pedzia?
P: No, żebyś wiedział.
Czesław zeskakuje z krzesła.
C: Basta! Michał odszedł, chyba pora abym ja poszedł w jego ślady.
P: To sobie idź, kup sobie tubkę wazeliny!
Martin wstaje.
Mg: Średnia akcja, mordzio.
Czesław i Martin opuszczają mieszkanie. Paweł pochyla się nad niedojedzoną pizzą.
Klub jazzowy.
Michał siedzi przy stole. W tle cicha muzyka jazzowa. Zaczepia kelnera.
M: Jeszcze jedną, proszę.
Kelner podaje Michałowi lampkę wina. Michał pije wino ze znajomym.
?: Wykwintna kompozycja winogron z włoskiej winnicy Don Carlo.
M: W istocie, Simian. Prawisz mądrze.
Michał i Simian się śmieją.
Si: Co się odwaliło z tymi twoimi chłopakami?
M: Wpienili mnie. Kolejna walka o pietruszkę. A ta przysłowiowa pietruszka już trochę zgniła.
Si: Nie dziwię się.
Reżyser przechodzi obok stolika z lampką wina.
M: Co się robi w takich klubach jazzowych?
Simian wybucha śmiechem.
Si: Ty chyba nie w temacie.
Michał unosi brew.
M: Czemu?
Si: Bo to nie jest żaden klub jazzowy!
Simian wskazuje na szybę. Logo na szybie - "Happy Jazz".
Si: To tylko nazwa.
M: Skoro jazz ma tylko w nazwie, to co to jest?
Si: Klub dla sfrustrowanych, czwartych kół u wozu.
M: Ma to sens.
Kumoter stoi w tle.
(Ku: Rany, zanudzacie mnie tym jazzem. Puścilibyście jakiś heavy metal.)
Kumoter wrzuca pieniążek do szafy grającej. Michał i Simian obracają się w jego kierunku. Ciężka muzyka zagłusza jazz. Ochroniarze łapią Kumotra za płaszcz, wyprowadzają go.
Si: Co za frajer.
M: Bo słucha metalu?
Si: A czy ty słuchasz?
M: Tak się składa, że słucham.
Simian odchodzi od stołu.
Si: Oezu... Kolejny popapraniec.
Michał patrzy na odchodzącego Simiana.
Kuchnia.
Paweł myje szklankę. Sapie głośno, podirytowany.
Ma: Chłopaków nie ma?
P: Cześka z Michałem. Pies ich srał.
Ma: Co się stało?
Andżelika wchodzi do kuchni.
A: Pożarli się.
Ma: O co poszło?
A: Tłumacz, Pawuś.
P: Michał wykurzył z domu z Tytusem. Tytus wrócił, ale Czesiek z tym nowym podwędzili mi wiosło. Jak tu się nie wkurwić? Proszę, powiedziałem to! Mam wkurwa. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu, takiego ostrego wkurwa na chłopaków.
Paweł opuszcza szklankę do zlewu.
A: Co z tym zrobisz?
P: Nie wiem.
Paweł wzdycha smętnie, wchodzi do sypialni. Andżelika za nim.
Sypialnia.
Paweł kładzie się na łóżko. Andżelika staje u jego boku.
P: Boli mnie to, że szajka się rozpadła. Zawsze byliśmy razem, na dobre i na złe.
Łza spływa po policzku Pawła.
P: Jak do tego doszło? Czy ja coś zrobiłem źle?
A: Nie zrobiłeś. Michał sam się ulotnił.
P: A Czesiek podebrał gitarę.
A: Nosisz w sobie ten ciężar. Jesteś... zagubiony. Wcale nie jest łatwo się odnaleźć w dopiero co opróżnionym gnieździe.
P: Ale o czym teraz mówisz?
Andżelika siada na boku łóżka.
A: Znam to uczucie. Słyszałam rozmowę Magdy z Amim. Nasza mamuśka chciała rzucić wszystko, by się wyrwać z wiochy. Ciągnęło ją na przedmieścia.
P: Zrobiła to?
A: Zrobiła. Zostawiła starego Magdy z niczym. Mamuśka spaliła za sobą ten most, poznała nowego typa. Mojego ojca.
P: Co z Amim?
A: Bardzo źle to zniósł. Zamknął się w sobie, na dość długo. A potem wyrósł na czarną owcę w rodzinie.
P: Jeny...
A: Nie idź w jego ślady, obiecasz?
Andżelika przytula Pawła.
P: Łatwo nie będzie. Ale zrobię co w mocy.
Paweł odwzajemnia uścisk.
P: Powinienem uratować ekipę.
A: Jesteś bohaterem.
P: I to zrobię!
Paweł wychodzi z sypialni.
Ulica.
Paweł przemierza ulice. Późny wieczór.
(P: Potworny chłód. Ale zrobię wszystko, aby przywrócić dawny porządek naszej bandzie. Gdybym miał myśleć jak Michał, gdzie by mnie poniosło?)
Michał siedzi na ławce pod klubem Happy Jazz, mocno przybity.
(P: No oczywiście. Ach ten łoś.)
Michał kręci głową na boki.
M: Nie rozumiem tych ludzi. Taki z nich klub jazzowy, jak z koziej dupy trąba.
Popija wino z butelki, zagląda do środka. Wyrzuca pustą butelkę do kosza.
M: Ale teraz już wiem, jaka ta rzeczywistość jest spierdolona.
P: Michał!
Paweł woła Michała z drugiej strony ulicy.
P: Jeśli skończysz się dołować, to chodź do mnie! Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem!
Michał podnosi głowę, wstaje z ławki. Przechodzi przez przejście.
M: Ej, Paweł...
Uśmiecha się szczerze.
P: Zawsze cię dobrze widzieć. Gdzie ty się pałętałeś?
M: W klubie... niejazzowym. Uwierz mi, tacy popaprani byli ci ludzie!
Paweł i Michał ruszają.
Park.
Paweł i Michał przechodzą przez miejski park.
M: Paweł...?
P: Słucham cię.
M: Chciałem cię przeprosić.
P: Ale za co?
M: Za to, że zbiegłem.
P: Teraz to już nieistotne. Martwi mnie ktoś inny.
M: Niby kto?
P: Czesiek. Znalazł sobie jakiegoś wieśniaka na kilka minut.
Paweł rozszerza ramiona.
P: No i... podwędził mi wiosło! W porównaniu do niego, to z ciebie jest anioł. Michał Anioł.
Michał się śmieje.
M: Właśnie zdjąłeś ze mnie wszystkie tatuaże. Uśmiałem się, jak hiena.
P: Będziemy rechotali z Cześka, dopiero jak wróci!
M: Może jak go znajdziemy. W jakichś krzakach.
P: Sam wróci. Ja też kiedyś jakoś dotarłem do domu po nocowanku z dziewczynami.
Michał wskazuje na Pawła z uśmiechem.
M: Ale to my cię ściągnęliśmy!
Michał się śmieje.
P: Może i tak. A Czesiek to Zosia Samosia, wszystko sam zrobi i już!
M: Chodźmy do domu, zaraz coś sobie odmrożę.
Paweł i Michał radośnie idą w kierunku kamienicy.
Salon.
Michał i Paweł siedzą na kanapie.
P: Dogadani.
M: Zero spiny.
Zaspana Andżelika wchodzi do salonu.
A: Cześć, chłopaki. Dobrze cię widzieć, Michał.
M: I nawzajem.
A: Co z resztą?
Paweł patrzy na zegar na ścianie.
P: Kurde... Za 15 trzecia, nie dają znaku życia.
Czesław wchodzi do mieszkania, poobijany. Krew na ubraniach.
P: A tobie co się stało?!
C: Zadyma z Martinem.
Czesław wypluwa klucz do gitary.
P: Nie mów mi, że-
C: Wygrałem, ale... Telecaster jest w opłakanym stanie.
Czesław wyciąga zniszczoną gitarę zza pleców. Roztrzaskane kawałki korpusu zwisają z gryfu.
P: Ty chyba chcesz osiąść na ulicy z wilczym biletem.
C: Odkupię ci, dobra!
P: Siadaj tu.
Paweł posuwa się. Czesław usiada.
P: Ale nadal nie przeprosiłeś.
C: Sorka, stary. Jest mi wielce żal tego, co uczyniłem.
P: Ściągaj bambetle, umyj się i do łóżka. Temat przegadamy rano.
Czesław wchodzi do łazienki.
P: Tytusa nie przyprowadziłeś?
C: Nie!
P: No wielka szkoda!
Paweł przeciąga rękę po twarzy.
A: Jestem pewna, że do rana wróci.
Salon.
Michał śpi na kanapie. Obraca się na bok. Wpada na kogoś.
M: Hyh, sorki...
Otwiera oczy, to Tytus.
T: Siemka, Michał!
M: Świetnie.
Paweł wchodzi do salonu.
P: Zgraja w komplecie?
C: Jak widać.
P: No już, z wozu. Załatwiłem nam coś fajnego.
M: Co może być fajnego w poniedziałek rano?
Paweł macha przed nosem Michała biletami.
P: Bilety do kina! Sprzedawczyk na rogu.
C: Na rogu to byle Franciszka Ferdynanda nie znajdziesz!
P: Miałem szczęście.
T: Na co idziemy?
Tło ciemnieje, za Pawłem pojawiają się jasne płomienie. Paweł zachrypniętym głosem mówi:
P: Horror!
Wszyscy patrzą zdziwieni.
C: Chyba obejrzymy Przyczepiaków.
M: Ta, chyba.
T: Zostaniemy w domu.
Paweł stoi jak wryty. Andżelika podchodzi do niego, zabiera trzy bilety.
A: Zabierzemy kogoś innego!
P: Hm, jasne. Jak chcesz. Siemka, chłopaki. Sprawy na mieście wzywają.
Paweł wychodzi z mieszkania.
C: A to łoś.
Czesław przykłada palce do głowy, na kształt rogów łosia i wyje. Wszyscy się śmieją. Fade to black.
Koniec odcinka 23.