Odcinek 22
Opowieść o robotnikach
Dom Reżysera.
Reżyser ustawił stanowisko z książkami. Ludzie przechodzą obok.
R: Dzień dobry, chce pan kupić autorskie książki?
M6: Podziękuję.
R: Czy mogę zaoferować-
K5: Nie mam czasu! Ani pieniędzy.
Reżyser siada na krześle, zniechęcony. Zauważa chłopaków.
R: Dobrze, że was widzę!
P: O co biega?
R: Wyprzedaż książek, nie widzicie?
C: Coś słaby popyt.
M: Ile to pisałeś?
Michał podnosi jedną z książek.
M: Kilka miesięcy, każdą książkę.
T: Chłopacy!
Tytus czyta inną książkę.
T: Ta jest fajna!
R: Opowieść o robotnikach! Moim zdaniem jedna z lepszych.
P: Co było nie tak z resztą?
R: Zapełniałem je byle czym. Wszystko to niezrealizowane scenariusze. Kupujecie coś?
Paweł opiera się o stanowisko, czyta inny egzemplarz Opowieści o robotnikach.
P: Niech no pomyślę...
Fabuła książki.
Nieznany czas, nieznane miejsce. Paweł siedzi przed biurkiem. Jest ubrany w garnitur. Ktoś puka do drzwi.
P: Proszę!
Do biura wchodzi Reżyser.
R: Złe wieści, mój młody. Firma strajkuje, nie ma komu robić!
P: Czego się szef dziwi, skoro rządzi nami wojskowa junta! Nawet ja już dłużej tu nie zamierzam usiedzieć!
R: Nie możesz tego zrobić! Jesteś ostatnim pracownikiem!
P: Ależ mogę. Wszyscy się stawiają zamordystycznemu reżimowi, dlaczego i ja nie powinienem?
Paweł wstaje od biurka. Reżyser próbuje go zatrzymać.
R: Nie odchodź! Zostanę z niczym!
P: Przykro mi.
Paweł odsuwa Reżysera, opuszcza biuro. Drzwi się zamykają.
Ulica.
Paweł idzie chodnikiem. Ulica tętni życiem. Handlarze stoją na każdym kroku, obok Pawła przechodzą robotnicy z długimi deskami.
Ro1: Trzymaj prosto!
Ro2: Prościej się nie da.
Jeden z handlarzy zaczepia Pawła.
Ha1: Czy skusi się pan na-
P: Nie dzisiaj, panie Dorfman.
Paweł idzie dalej. Zatrzymuje się przed budynkiem Rady. Protestujący robotnicy stoją pod gmachem instytucji. Czesław zaczepia Pawła.
C: Tak dalej być nie będzie, nie w tym kraju!
P: Cóż takiego?
C: Nie będziemy dłużej znosić kaprysów Rady!
P: Co oni uczynili?
C: Straszliwe okrucieństwa.
M: Wczoraj spałowali Borsuckiego na komendzie. Nikt o nim więcej nie słyszał.
P: Mój Boże... Czy wy dalej zamierzacie tolerować ich zapędy?
M: Nigdy w życiu! Nigdy więcej!
Protestujący podnoszą głosy aprobaty.
Stary budynek.
Wszyscy siedzą przy długim stole. Paweł spaceruje dookoła sali, ręce splecione z tyłu.
P: Robotnicy! Sprawy zaszły za daleko. Najwyższa pora się postawić!
T: Ale jak?
P: Dobre pytanie, towarzyszu. Akcja powinna objąć jak największy obszar kraju.
Tm: Nie damy rady.
C: Z jakiej racji?
Tm: Brakuje sprzętu!
Reżyser wchodzi do sali.
R: Wiem, co możemy zrobić.
M: Ten sprzęt z bazy wojskowej? To samobójstwo!
P: Bez planu - owszem.
De: Podjeżdziemy pod koszary na obrzeżach miasta.
R: Delegacja!
Reżyser wskazuje chłopaków.
R: Wasza czwórka, wysyłam was.
T: Jasne, szefie!
P: To ja tu dowodzę!
Reżyser patrzy na Pawła, kłania się teatralnie.
R: Proszę.
P: Nasza czwórka. Potrzebny jeszcze jeden.
Igor podnosi rękę.
P: Jesteś niedoświadczony, towarzyszu!
M: Ma większy zapał od reszty imbecyli.
C: Weźmy go!
Paweł wzdycha.
P: W porządku.
Baza wojskowa.
Furgonetka podjeżdża pod koszary.
P: Gryzie mnie ten mundurek.
T: Głowa do góry!
Tytus wychodzi z furgonetki, za nim reszta.
T: Każdy gotowy?
M: Całe życie na to czekałem. Nasze państwo zostanie wyzwolone!
P: Ja i robotnik Czesław idziemy z przodu. Odwrócimy ich uwagę.
Paweł i Czesław idą pierwsi. Zatrzymują ich wojskowi.
Żo1: Zatrzymać się! Dokąd to?
P: Po nadajnik. Dostaliśmy polecenie od burmistrza, montujemy maszt na obrzeżach.
Michał i Tytus zakradają się od boku.
Żo2: Od Krzyżanowskiego?
Żo1: Pierwsze słyszę.
Igor podaje Pawłowi pomięty kawałek papieru.
P: Pozwolenie... od burmistrza.
Żo2: To nie jest jego charakter pisma.
Tytus i Michał wywożą nadajnik na wózku.
Żo2: Wynoście się z tąd, szczeniaki-
Żo1: Dywersja!
Żołnierz wskazuje na Tytusa i Michała. Paweł i Czesław obezwładniają strażników.
Żo3: Ognia!
Stojący na wieżach żołnierze oddają strzały.
M: Wiać!
T: Do furgonu!
Wszyscy biegną do furgonetki. Igor potyka się, upada.
I: Nie!
Żo4: O tak.
Żołnierze zabierają Igora. Chłopaki wsiadają do furgonetki, ładują nadajnik i odjeżdżają.
I: Powiedzcie mamie, że nie będzie mnie na obiedzie!
Fade to black.
Stary budynek.
Reżyser tłumaczy budowę radioodbiornika.
R: Nasze radio będzie nadawało na falach wojskowych. Mamy wzmacniacz, podepniemy się do nadajnika. Co to da?
Tm: Ogólnokrajowy dostęp do rozgłośni?
R: Bingo.
Furgonetka przyjeżdża pod rozgłośnię.
R: Jesteście! Macie nadajnik?
M: W rzeczy samej.
Czesław i Tytus wynoszą nadajnik z paki.
R: Wszystko gotowe. Winiarski!
Przemysław przybiega do Reżysera, salutuje.
PW: Melduję się do akcji!
R: Ile zajmie konstrukcja, techniku?
PW: Stosunkowo niedługo.
R: Brakuje jeszcze kodów do radia. Wiem, kto je może posiadać.
P: Sam burmistrz.
R: Mądrzy jesteście, jak na to wpadliście?
Tytus przerywa.
T: Co zrobimy z jego bratem?
Wszyscy obracają się w kierunku Tytusa. Czesław otwiera oczy szeroko.
C: Mam nadzieję, że jeszcze nie wyzionął ducha.
Ciemna piwnica.
Brat burmistrza jest przywiązany do rury. Zwisa bezwładnie, półprzytomny. Drzwi się uchylają.
BBm: Błagam, niech mi ktoś da chociaż kromkę chleba...
Michał i Marcin schodzą na dół.
BBm: Proszę...
M: Cicho.
Michał podnosi brata burmistrza za brodę.
M: Gdzie jest burmistrz?
BBm: Nie wiem, przysięgam!
M: Chyba będę cię musiał znowu przetrzepać.
BBm: Nie! Proszę!
Michał podnosi stalową rurę z komody, macha nią przed twarzą mężczyzny.
M: Poznajesz tą rurkę?
BBm: Poznaję...
M: Jak cię tylko nią potraktuję, to ci wyjdzie z drugiej strony!
MM: Nie będziesz musiał.
M: Dlaczego?
MM: Idzie tuż nad nami.
Burmistrz stoi przechodzi pod oknem piwnicy z kartonem. Michał i Marcin odwiązują brata burmistrza.
M: Zdobądź pakunek. Nie próbuj niczego głupiego, bo ściany mają oczy!
Brat burmistrza odchodzi.
Na zewnątrz.
Burmistrz przechodzi z zafoliowanym kartonem.
BBm: Piotrek...
Bm: Paweł.
BBm: Co tam niesiesz?
Bm: Dokumenty. Tajne/poufne.
BBm: Ptaszek mi wyćwierkał, że jednak nie będą ci potrzebne.
Brat burmistrza chwyta za pudło.
Bm: Puść to!
BBm: Daj!
Bm: A daj to chiński sprzedawca jaj!
Bracia się szamoczą. Michał wychyla się przez okno, rzuca rurką w burmistrza, wypuszcza pudło.
Bm: Co to było?!
BBm: Do zobaczenia, przebrzydły zbrodniarzu!
Brat burmistrza ucieka z kartonem. Wskakuje do furgonetki. Odjeżdża.
Bm: Łapać szarlatanów!
W pogoń za robotnikami rusza tajna policja.
De: Jeszcze tego nam brakowało! Gestapo na ogonie.
Tm: Zgubcie ich!
Furgonetka skręca w alejkę. Radiowóz przejeżdża obok.
De: Zgubieni. Wracamy do bazy.
Furgonetka cofa, Deryl obraca się. Za furgonetką stoi kilkanaście radiowozów.
De: Zmiana planów, ruchy!
Furgonetka gwałtownie przyspiesza, taranuje radiowozy. Widok na odjeżdżającą furgonetkę.
Stary budynek.
Paweł i Czesław grają w karty.
C: I cyk, kolejny full!
P: Kantujesz!
Paweł odsuwa się obrażony, krzyżuje ramiona.
C: Dzisiaj mam farta!
P: Wygrałeś już 41 razy pod rząd.
Michał wbiega do bazy z teczką.
M: Przechwyciłem kody!
Przemysław przyjeżdża z nadajnikiem na wózku.
PW: W samą porę. Namęczyłem się z tym piecem.
M: Trzymaj świstek.
Przemysław wprowadza kod. Pokręca pokrętłami, nadajnik się uruchamia.
M: Sukces, wielki sukces!
De: Viva la revolution!
Zachwyceni robotnicy klaszczą.
C: Kompanie!
P: Słucham.
C: Zawsze umiałeś grać na gitarze, to popularne jest! Czy raczysz coś zagrać dla ludu?
Czesław podaje Pawłowi gitarę.
P: Z przyjemnością. Nadajnik podpięty?
PW: Czekaj.
Przemysław włącza nadajnik.
PW: Powinno działać.
P: Do dzieła.
Paweł przynosi taboret, ustawia go przy mikrofonie. Stuka w mikrofon.
Nieznany dom.
Małżeństwo w średnim wieku siedzi w salonie. W tle odgłosy radia.
M7: Zawsze wierzyłem, że u nas w kraju w końcu zapanuje porządek.
K6: To cudne.
M7: Niech ten dobrobyt się nigdy nie kończy.
Zakłócenia w radiu.
K6: Mówiłam, żebyś wyrzucił starego rzęcha!
M7: To nie od tego!
Mężczyzna stuka w radio.
M7: Nie działa.
(P: Obywatele i obywatelki!)
M7: Co to ma znaczyć?
(P: Mówi do was rozgłośnia Wolny Kraj! Najwyższa pora przerwać te zamordystyczne rządy Rady!)
M7: Nie no, co jest?
(P: Niech żyje demokracja! Wyjdźcie na ulice, organizujemy przemarsz za wolny kraj! Razem możemy więcej!)
Paweł zaczyna grać na gitarze. Kobieta wychodzi z mieszkania.
M7: A ty dokąd?
K6: Na ulicę.
M7: Zwolenniczka zgniłej rewolucji się znalazła.
Ulice.
Mieszkańcy miasta wychodzą na ulice. Przemarsz przez ulice. Na drodze staje starszy mężczyzna.
M8: Co to ma znaczyć?
M9: Koniec tego waszego socjalistycznego snu, dziadziu!
Młody chłopak odsuwa starszego mężczyznę na bok.
M9: Lepiej sobie kup paczkę pieluch, przyda ci się!
M8: Ale bezczelny!
Mieszkańcy idą dalej. Robotnicy dołączają do zgromadzenia.
C: Udało nam się, towarzysze!
De: Niech żyje zryw! Niech żyje zryw!
Robotnicy szantują.
Wszyscy: Niech żyje zryw! Niech żyje zryw! Niech żyje zryw!
Drogę odgradza tajna policja. Z radiowozu wysiada porucznik Ptyś.
WP: Koniec balangi. Wszyscy do domów!
M: Nie macie już głosu! To wy idźcie do domów, psia krew!
Tajna policja wyciąga pałki.
WP: Ostatni raz mówię, do domów, kundle!
Tm: Zaraz krew się poleje!
Rewolucjoniści podnoszą głos.
M9: Nie damy sobie zatkać mordy!
Podnoszą głos raz jeszcze. Tajna policja naciera na protestujących.
C: Nas wszystkich nie wybiją!
Walka policji z protestującymi.
Pobliskie więzienie.
Jeden z więźniów wygląda przez okno.
Wi1: Widzisz to, Sznyta?
Wi2: Zryw!
Wi3: Który to już zryw z kolei?
Wi2: Nie, zobacz jaki wielki!
Więzień wygląda przez okno.
Wi3: O kurka...
Wi1: Frunek, dajesz bransoletę!
Frunek wyciąga zapałki z kieszeni, podpala bransoletę z drewnianych gałązek na swojej ręce. Przykłada ją do czujnika dymu. Piszczy, wszystkie cele się otwierają.
Wi2: Niech żyje zryw, niech żyje zryw!
Więźniowie szantują, wybiegają z celi. Frunek stoi w celi, ręka zajęta ogniem, wyciągnięta w górę.
Wi4: Szkoda, że nam zakręcili wodę.
Łza spływa po policzku Frunka.
Wi4: Lepsze jutro wymaga poświęceń.
Ulica.
Więźniowie dołączają do robotników.
C: Sznyta, brachu!
Czesław obejmuje Sznytę.
Wi3: Czechu!
C: Znakomita robota.
M: I tak wrócisz do pierdla po powstaniu.
C: Daj mu się nacieszyć, nie widział światła dziennego od przeszło pięciu lat.
Marsz idzie dalej.
T: Jesteśmy na miejscu, chłopacy?
PW: Widzę gmach!
Przemysław wskazuje na budynek Rady.
M: O, to zaraz nauczymy Krzyżanka latać!
C: Pogonimy tą hołotę, raz a dobrze!
Powstańcy podchodzą pod gmach budynku.
Wewnątrz budynku.
Burmistrz przebywa w portierni, nerwowo chodzi dookoła.
Bm: To koniec. Za chwilę skończę na palu... Modlić się, żeby barykada wytrzymała...
C: Nie byłbym taki pewien!
Tłum uderza w drzwi.
C: Cieniutkie masz te deski.
Burmistrz chowa się za biurkiem.
Bm: Cholera jasna, ratuj mnie, panie Boże!
M: Nawet Bóg cię teraz nie uratuje!
Deski przybite do drzwi pękają.
T: Co z nim zrobimy?
C: Przez okno go!
Grupa mężczyzn wyciąga burmistrza spod biurka.
Bm: Tylko nie przez okno! Puszczajcie mnie! Halo!
Mężczyźni wchodzą na najwyższe piętro budynku. Wszyscy szantują.
Wszyscy: Wyrzuć go! Wyrzuć go!
Michał i Czesław prowadzą burmistrza do okna.
Bm: Nie, nieeee!
Tłum wyrzuca burmistrza przez okno. Spada w spowolnionym tempie. Burmistrz spada na ziemię. Tłum świętuje. Stopklatka, sepia.
(R: Podobało się?)
(P: Tak, nawet.)
(T: Fajne!)
Stanowisko Reżysera.
Reżyser odkłada książkę na bok.
R: Kupujecie?
P: Chętnie.
Paweł wyciąga portfel. Nie ma gotówki.
P: Może być kartą?
R: Nie mam terminala.
P: O, to sorki. Nic z tego.
Chłopaki odchodzą.
R: No ale-
Reżyser rozkłada ręce na boki z niedowierzaniem. Przysiada na taborecie.
R: No zajebiście. Technologia rozłożyła mnie na łopatki.
(Ku: Tej, Reżyserku!)
Kumoter otworzył swoje stanowisko z książkami po drugiej stronie ulicy. Wymachuje terminalem w kierunku Reżysera.
Ku: Zawsze jestem o dwa i pół kroku do przodu.
Kumoter się śmieje, radośnie podkłada terminal klientom. Reżyser się załamuje.
R: Ale ze mnie jaskiniowiec. Chyba serio muszę wrócić do kamieni.
Przenosi się do czasów prehistorycznych, uderza kamieniem o kamień.
R: No, brawa dla Scenarzysty.
Nad Reżyserem przelatuje pterodaktyl z głową Shrieka.
Sh: Technologia to syf!
Shriek skrzeczy. Fade to black.
Koniec odcinka 22.