Odcinek 2
Chłopcy do zatrudnienia
Sypialnia Andżeliki.
Paweł wstaje z łóżka, ziewa. Opuszcza sypialnię, idzie zrobić śniadanie. Tymczasem u chłopaków, Czesław leży na podłodze.
C: Chłopaki, twarz mnie boli...
M: Bo ci przywaliłem.
C: Ale za co?
T: Właśnie, za co?
Michał przewraca się na bok.
M: A, nieważne. Zapomnijcie.
Paweł wchodzi do pokoju z talerzem kanapek.
P: Panowie, wstawać! Kwestie organizacyjne.
Tytus budzi się, siedzi na fotelu. Czesław podnosi się z podłogi, siada na łóżku.
P: Rozmawiałem z Magdą, będziemy musieli podjąć się pracy, czynsz się sam nie opłaci.
C: Ile?
P: Pięć koła.
Tytus liczy na palcach, po czym dramatycznie spada z fotela.
T: Aż tyle?!
C: To 1250 na głowę!
M: Płacę za siebie.
C: Ja niczego nie mam.
T: Mam orzeczenie, wystarczy?
Paweł kręci głową.
P: Nie Tytus, nie wystarczy.
Paweł podnosi gazetę z szafki nocnej.
P: Wyczytałem w gazecie, ogłoszenie o takiej treści: "Mechanika zatrudnię od zaraz, 4 tysiące na rękę."
M: Nie ma mowy, nie chcę sobie ubrudzić nowego garniaka. A jak chcesz sobie autko naprawić, to samemu. Nie chcę, żeby jakiś wieśniak mnie wydymał na kasę.
T: Ale Michu, przecież jesteś wieśniakiem!
M: Wszyscy jesteśmy. Santana to wiocha jest!
P: Panowie?
Pozostała trójka patrzy na Pawła. Ten wyciąga rękę.
P: Wchodzimy w to?
Tytus i Czesław kładą swoje dłonie na dłoni Pawła.
T: Wchodzimy!
C: Stoi.
Michał patrzy na resztę, wzrusza ramionami i kładzie swoją dłoń na górze.
M: Niech wam będzie.
Chłopaki podnoszą wyciągnięte dłonie do góry.
C: Opa!
Miasto.
Chłopaki krążą po mieście.
T: Chłopacy, krążymy tak już od 40 minut, daleko jeszcze?
P: Na spokojnie, mam włączonego GPSa. Będziemy na miejscu w mgnieniu oka!
M: GPS? Co to, jakiś ruski shit?
P: Ale z ciebie ignorant, to amerykański system satelitarny.
M: Że co, kim jestem?
C: Chłopaki, widzę ten jego warsztat!
Czesław wskazuje na niewielki warsztat na peryferiach. Wygląda na zaniedbany. Szef warsztatu, Wiktor, dopala swojego papierosa. Zwraca się do chłopców.
Wi: Czołem, chłopcy!
P: Dzień dobry, my szukamy pracy.
T: Zamieszczał pan ogłoszenie w gazecie!
Wi: No dobrze, znajdę dla was jakieś zadanie. Proszę was bardzo, znieślibyście kilka pudełek z narzędziami z góry. Pierwsza półka od waszej lewej, na wejściu. No to co, ino raz, ino dwa, rabotajetsia!
Warsztat.
Pierwsze piętro budynku. Przy biurku siedzi Mateusz, asystent szefa.
Mt: Siemano, nowa para rąk do roboty?
C: Szefuńcio chciał, abyśmy co nieco powynosili.
Mateusz pokazuje szybko kilka regałów.
Mt: Ten i ten regał.
Paweł wynosi jedno pudełko. Tytus w międzyczasie nerwowo kiwa głową, koło jego nosa lata osa. Przestraszony wymachuje rękoma, osa goni go po całym magazynie.
M: Tytus, co ty znów-
T: Osa, goni mnie osa!
Tytus wpada na regał. Zaczyna się trząść, jednak przestaje. Chłopacy oddychają z ulgą. Owad siada na ręce Tytusa.
Osa: Hello, motherfucker!
Osa zaczyna żądlić Tytusa. Ten skacze z bólu, wpada na regał, który się przewraca na kolejny. Regały przewracają się, w kilka sekund piętro zostaje zasypane metalem.
Mt: No, to ładnie. Zabije was za ten bajzel.
Wiktor biegnie na górę.
Wi: Co tu się dzieje, dlaczego podłoga jest zasrana śrubkami?
M: Tytusa wina.
T: Uciekałem przed osą, uczulony jestem!
Wi: Koniec imprezy, zabierać manatki! Nie chcę was więcej widzieć!
P: Szlag.
Wiktor podnosi rurkę, pogania chłopaków.
Wi: Szybciej, w czerep walnę któregoś! A ty Mateusz, zbieraj syf!
Ulice Santa Santany.
Chłopaki są wściekli na Tytusa. Ten jest opuchnięty.
C: Jesteś debilem do potęgi, wiesz o tym?
T: Nie czuję się najlepiej...
M: Nie wykituj mi tu tylko. Kasa piechotą nie chodzi.
Michał spogląda na Pawła.
M: No, Pawi? Następny cel?
P: Na drugim miejscu... salon urody.
M: No chyba jaja robisz. Robota chyba dla ciot, ja tam nie wchodzę.
C: Ja się cieszę.
Z drugiej strony ulicy obserwuje ich Kumoter, tajemniczy osobnik w trenczu. Zarośnięty, w ręku brzytwa. Stoi pod śmietnikiem.
Ku: Oni jeszcze nie wiedzą, co na nich czeka w tej posranej mieścinie. Ech, może kiedyś się dowiedzą the hard way.
Kumoter lekko się śmieje, wkłada rękę do kieszeni.
Ku: Cholera, fajki wyszły. Tutaj się nie da żyć na czysto. Prawda, piesku?
Pies Kumotera szczeka.
Ku: A Kumoter i Heros idą do spożywczego, kupić raka w bibułce.
Salon urody.
Na zewnątrz stoi Justyna, właścicielka salonu. Koleżanka Magdy.
Ju: Witam, witam! Co to za przystojniaki do mnie przychodzą?
Czesław lekko się rozpływa.
C: Czuję motylki...
T: Tracimy go!
P: Tak... Szukamy pracy.
Ju: Macie kwalifikacje?
Cała czwórka patrzy na siebie.
C: Nie?
Ju: To nic. Chodźcie do środka, czeka nas pracowity dzień. Za dziesięć minut przychodzi do nas pedant, nie schrzańcie roboty! Wymyjcie sprzęt, czekajcie na jego przybycie.
C: Ma się rozumieć.
Czesław uśmiecha się odrobinę za długo.
P: Nie ma czasu, zasuwać!
Paweł prowadzi resztę do środka.
Salon urody.
Paweł i Tytus stoją przy stanowisku.
P: Czasu coraz mniej, a ten klient może w każdej chwili zaskoczyć. Tytus, podaj mi proszę-
Odgłos dźgnięcia.
P: Tytus!
Tytus wbił sobie w głowę nożyczki.
P: No jak z dzieckiem.
Tytus śmieje się, Paweł wyciąga nożyczki. Przykłada mu do rany papier.
P: Idź, idź do Cześka na zaplecze, nie denerwuj mnie.
Tytus odchodzi. Paweł porządkuje stanowisko.
P: Cholera... Przydałaby mi się druga para rąk! Michał!
Michał stoi na zewnątrz, odwraca się.
P: Taki macho z niego...
Drzwi się otwierają, dzwoneczek dzwoni. W drzwiach stoi pedant. Przystojny mężczyzna, ubrany w strój wyjściowy. Lekki francuski akcent.
Pe: Bonjour, dzień dobry! Wizyta na szesnastą.
Paweł uśmiecha się, prowadzi pedanta na fotel.
P: Proszę na fotel, za chwilę zaczniemy sesję.
Pedant siedzi na fotelu.
Paweł zapina pelerynę pedantowi.
Pe: Ça m'agace, za ciasno!
P: Najmocniej przepraszam.
Paweł luzuje pelerynę. Przygładza włosy klienta.
Pe: Courte, króciutko.
P: Naturalnie.
Paweł próbuje włączyć maszynkę, nie działa.
P: No tak!
Paweł podłącza sprzęt, zaczyna strzyc pedanta.
P: Głowę trochę w lewo...
Pedant lekko obraca głowę.
P: I w prawo.
Pedant obraca głowę w prawo.
P: A teraz-
Tytus przebiega tuż obok, Paweł przypadkiem skaleczył klienta.
Pe: Sacré bleu! Oh, ma tête!
P: Co wy tam znowu robicie? Tytus, daj mi tą wodę.
Tytus podaje Pawłowi butelkę, wylewa zawartość na ranę klienta, boli go jeszcze bardziej.
Pe: Tu putain! Co żeś narobił? Je souffre!
Paweł patrzy na butelkę - środek do przetykania rur.
P: Idioto, to przecież Kret jest!
T: Oddaj! To nie woda!
Tytus próbuje zabrać butelkę. Szamocze się z Pawłem, wylewa go więcej na Francuza. Nie ma już siły krzyczeć, zwija się z bólu na ziemi i wyje.
Recepcja salonu.
Czesław siedzi na fotelu, rozmawia z Justyną.
C: Jak tam ci minął dzionek?
Ju: W porządalu.
C: Coś ciekawego?
Rozmowę przerywa skowyt pedanta.
Pe: Au secours, pomocy!
P: Oddawaj tą butelkę, melepeto!
Paweł próbuje odebrać butelkę udrażniacza, pedant ucieka z salonu.
Pe: Nigdy więcej tu nie wrócę!
Justyna spogląda na Pawła i Tytusa.
Ju: Wiedziałam, że nie mogę wam zaufać. Wy faceci, wszyscy jesteście tacy sami. Wynocha.
Paweł i Tytus dołączają do stojącego na zewnątrz Michała.
C: A czy ja mogę-
Ju: Nie, wszyscy to wszyscy.
Czesław wychodzi ze spuszczoną głową.
Przedmieścia.
Paweł, Tytus i Czesław nie rozmawiają ze sobą.
M: No, widzę, że szybko poszło.
P: Co ty masz do powiedzenia? Cały czas na zewnątrz siedziałeś.
M: Mówiłem, że to nie dla mnie robota! Co dalej?
C: Chce nam się dalej pracować?
P: Weź się w garść. Musimy znaleźć robotę do zachodu.
Czesław wyzywa Pawła pod nosem.
P: Następny cel podróży - chińska restauracja.
Rzut na chińską restaurację. Rozbrzmiewa orientalna muzyka. Przed restauracją stoi szef, Xiao.
Xi: Zaprasiam, chiśka restauracja! Dzisiaj zniśka na Suan La Tang zupa!
P: Dzień dobry, sz-
T: Szukamy pracy!
P: Nie wcinaj mi się w zdanie!
Xi: Aa, wy chcecie praca? Ja znaleźć dla was praca! Wy tam, Ciarny i niebieska ciapka, wy iść do kuchnia. Szara ciapka i ostatni, na kasa. Wy dwaj, dam wam śpatułka, kuciak będziecie obracać. Nauczyć was Feng. A wy dwaj, ze mną na kasa iść, tak!
Kuchnia.
Paweł i Czesław podchodzą do Fenga, pracownika kuchni. Surowe spojrzenie.
Fn: 各位,歡迎光臨。大家是來學習烹飪的嗎?
C: Co?
Feng podchodzi do lodówki, wyciąga warzywa.
Fn: 第一步很簡單:走到冰箱前,取出這些蔬菜。請輕柔地處理,以免損壞。
Feng wkłada warzywa do miski z wodą, wyciąga mięso z lodówki.
Fn: 將它們浸泡在冷水中,靜置一會兒,然後準備肉類。
P: Nie dałoby się troszkę wolniej?
C: Nic z tego nie rozumiem!
Feng staje przy desce do krojenia, naciera mięso przyprawami.
Fn: 將您喜愛的香草與香料混合,然後輕輕將其揉入肉中。這道食譜自明代以來便流傳至今,歷史可追溯至數百年前。雖然原始的卷軸已不復存在,但這是根據張安觀的原始記載所重建的版本。請放心,這道食譜其實相當簡單。
C: CO?!
Kasa.
Michał i Tytus stoją przy kasie. Michał stuka palcami o blat, znudzony. Tytus roznosi zamówienia. Jedna z klientek podchodzi do lady.
Kl1: Przepraszam, gdzie jest toaleta?
M: Jak pani nie widzi wielkiego napisu TOALETA, to ja nie wiem gdzie.
Tytus wraca, bierze kolejną tackę z zamówieniem.
T: Numer 6, zamówienie numer 6!
Inny klient podchodzi do lady.
Kl2: Panie, dlaczego ta zupa jest taka zimna?
M: Zimna? No to zaraz podgrzejemy!
Michał wyciąga zapalniczkę i aerozol, podpala zupę i warczy na klienta.
M: Proszę bardzo, ciepła!
Kl2: Pan zawsze taki niemiły?
M: Tak.
Klient odchodzi. Xiao podchodzi do lady.
Xi: Michał, ty się przyłóż do pracy! Nie być nie miły!
M: Kiedy oni mnie frustrują!
Xi: Klienci fruśtrować? Wymagająca praca jeśt!
Tytus wraca po kolejną tackę.
T: Numer 7! Numer sie-!
Tytus potyka się, porcelana ląduje na głowach klientów przy stoliku.
Kl3: Moja nowa bluzka! Nie dopierze się!
Klienci zaczynają opuszczać restaurację.
Kl4: Nie no, co to w ogóle jest?
(Kl1: Beznadzieja.)
Xiao wybiega z restauracji.
Xi: Nie, wraciać, wraciać!
Xiao jest zdenerwowany na chłopaków.
Xi: Moja cierpliwość się skończyła! Wszyscy, wypiatalać!
Chłopaki opuszczają chińską restaurację.
Późny wieczór. Ulice Santa Santany.
Nikt nie rozmawia ze sobą. Paweł wskazuje na klub nocny, Long Island Red.
P: Ostatnia robota. Postarajmy się chociaż nie wylecieć po pięciu minutach.
Chłopaków zatrzymuje szef klubu, José Manuel. Postawny latynos.
JM: Hola, hola! Dokąd to? Po ósmej tylko przepustki!
T: Ale dopiero za trzy jest!
P: Roboty szukamy.
JM: Dobra, popilnujcie tu i tam. O czwartej schodzicie. Nie balangujcie zbyt mocno.
Chłopaki wchodzą do klubu. Czesław zauważa młodą, atrakcyjną blondynkę siedzącą przy ladzie baru. Biegnie do niej, jednak Paweł go zatrzymuje.
P: Pamiętaj, mamy za zadanie pilnować klubu!
C: W dupie to mam, chcę się pobawić!
Czesław podbiega do Aśki, kobiety przy ladzie.
C: Hej mała, jestem Czesiek. Chcesz zobaczyć ile mogę wypić?
Aś: Zjeżdżaj, dziwaku.
C: Uznam to za tak! Dajcie mi wszystko, co macie!
Czesław rzuca pieniędzmi na blat. Wskakuje za ladę, opróżnia barek w przyspieszonym tempie.
Klub.
Paweł wynosi pijanego gościa z parkietu.
P: Halo, gdzie woźny? Trzeba przeczyścić cały parkiet!
Michał obraca mop w ręku.
M: Zajmę się tym.
Michał sunie po posadzce z mopem, niczym w hokeju. Paweł przechadza się po środku klubu. Tytus siedzi przy stoliku, zapatrzony w coś.
P: Tytus, pobudka! Co ty właściwie robisz?
T: Spektakl oglądam!
P: Jaki znów-
Na twarzy Pawła pojawia się zakłopotanie.
P: No nie. No po prostu... Ty to widzisz?
Czesław śmieje się. Skacze po stołach.
C: Jestem królem świata...aaa..!
Michał podchodzi do stolika.
M: Okej, co do chuja?
P: Złaź z tego stołu! Maniany odstawiasz.
Czesław zeskakuje ze stołu i zatacza się w stronę tancerek. Spycha jedną z nich z rury, sam zaczyna tańczyć.
C: Haha, dance with me! Tańczymy!
José Manuel przychodzi i ściąga Czesława z rury.
Dwór.
Chłopaki zostają wyrzuceni z klubu.
M: Ty zajebany oprychu, teraz już nigdy nie znajdziemy pracy!
C: Haha, blbl... i impreza trwa!
Michał próbuje kopnąć Czesława.
M: Wstawaj, brudasie!
P: Idziemy z tąd. Nie mam do was sił.
T: A ja do was.
Wszyscy wracają do domu.
Mieszkanie Magdy.
Tytus ciągnie za klamkę, wszyscy wchodzą do mieszkania.
Ma: Hej, trochę długo wam zeszło.
M: Zdecydowanie za długo.
A: Gdzie wy byliście przez cały dzień?
P: Aaa, weź nie pytaj.
T: Wszyscy jesteśmy temu winni.
Chłopaki siadają w salonie. Posadzają Czesława na fotelu, pozostała trójka przysiada na kanapie. Tytus wyciąga z kredensu popcorn.
T: To co, filmowa noc?
M: Ej, no dobra!
P: Wchodzę w to.
T: Zaraz wracam!
Michał włącza telewizor. Fade out.
Koniec odcinka 2.