Odcinek 17
Sprawdź w Excelu
Ciemny ekran.
Perspektywa Pawła. Budzi się w nieznanym miejscu. Ciasna przestrzeń, jasny sufit. Leży na blasze.
P: (Gdzie ja jestem...?)
Patrzy na swoje ręce. Blade. Trzęsie się z zimna. Głos kobiety.
?: Wyciągamy!
Drzwiczki się otwierają, Paweł zostaje wyciągnięty. Znajduje się w kostnicy.
P: (Czy ja umarłem?!)
Paweł zostaje położony na stole. Zamaskowana pracownica staje nad nim.
PK1: Rozcinamy go.
Paweł podnosi głowę, rozgląda się.
PK1: Czy on się właśnie poruszył?
PK2: Nie przesadzaj, Majka! I weź go przytrzymaj, skalpel dwudziestka czwórka pójdzie w ruch.
Kobieta podnosi rękę Pawła. Drugi pracownik rozcina jego bok. Paweł jęczy półprzytomny. Pracownik kostnicy odkłada coś na bok. Paweł odruchowo sięga po przedmiot - to jego śledziona.
Biuro 107.
Paweł śpi przy biurku. Głowa na klawiaturze. Lekko otwiera oczy. Nad nim stoi Gruby Paweł. Paweł się zrywa.
GP: No, ładnie, ładnie. Znowu śpisz w pracy.
P: Ja... ja dosłownie przed chwilą siedziałem w kuchni!
GP: Spać to możesz w domu i na ławce pod dworcem, ale nie u mnie w pracy!
Siedzący przy biurku obok Tytus śmieje się.
GP: Coś śmiesznego?
Tytus kręci głową.
MM: Jakieś sprawy bieżące, szefie?
GP: Dobrze, że pytasz. Spójrzcie na kalendarz.
Paweł patrzy w kalendarz. Zaznaczony niemal cały miesiąc listopad - praktyki.
P: Praktyki? Dla kogo?
GP: Szkoła ponadpodstawowa.
Gruby Paweł kładzie na biurku pomięte papiery. Paweł czyta, umowa z lokalną szkołą.
GP: Z innej beczki, waszej przełożonej nie będzie przez cały miesiąc, wyjechała do sanatorium.
MM: Dzięki Bogu...
GP: Oczywiście nie myślcie, że obowiązki was nie ominą.
Gruby Paweł kieruje się do wyjścia.
GP: Wasza trójka, Czesiek oraz Michał - zajmujecie się chłopakami.
Szef wychodzi. Pod gabinetem stoi dziesiątka praktykantów. Jeden się wychyla, zagląda do gabinetu.
Sala konferencyjna.
Praktykanci siedzą przy stole. Chłopaki i Marcin chodzą dookoła.
P: No dobra, pierwsza zasada - jesteście podporządkowani nam. Kolega Czesław rozdał wam numery telefonów. Coś się dzieje - dzwonicie do nas.
Jeden z praktykantów, Tosiek podnosi rękę.
P: Tak?
Ts: To przecież są numery na infolinię randkową!
Inny praktykant, Maciej parska śmiechem.
Mj: Gorąca Roksana jest do naszej dyspozycji! Zadzwoń już teraz!
Praktykanci się śmieją, Paweł czerwienieje.
P: Z tobą co?!
C: No co? Zdarza się pomylić!
M: Jeśli skończyliście już rechotać, możemy przejść dalej. Namber dwa...
Michał rozgląda się.
M: Gdzie moja kartka z zasadami?
Dwóch praktykantów, Artur i Błażej grają w statki na kartce z zasadami.
At: B7!
Bł: Trafiony, zatopiony!
At: Podobają mi się te praktyki!
Michał zabiera kartkę, patrzy śmiertelnie poważnym wzrokiem na praktykantów. Szepcze do Pawła.
M: No jak grochem o ścianę! Im się nie da niczego zakomunikować!
Tytus podnosi uszankę z wieszaka, zakłada na głowę.
T: Kaniec filma!
Wszyscy patrzą na Tytusa. Tytus staje na stole.
T: Kancjerta nie budjet! Nygusy raz, wstają że do roboty!
Michał ściąga czapkę z głowy Tytusa.
M: Co ty wyczyniasz?! Szef cię zabije, to jego czapka!
Praktykanci się śmieją.
C: Chyba im się spodobała twoja impresja PGR-owskiego szefa!
Czesław nakłada czapkę na głowę Tytusa.
T: I skazoczku koniec, a kto słuchał, ten jest mołodiec!
Kuchnia.
Kilku praktykantów siedzi w kuchni. Praktykant Emil jest głodny.
Em: Chce ktoś podskoczyć do Robala po hot-doga?
Bł: Byliśmy już dwa razy, nawet dziesiąta jeszcze nie minęła!
Em: To chce ktoś, czy nie?
Praktykanci kręcą głowami.
Em: Tomuś, Pablo... no poszlibyście ze mną, co nie?
Tymczasem na korytarzu... Paweł przechadza się razem z Kamilem, innym praktykantem.
P: Więc mówisz, że na ostatnich praktykach panowała generalna rozpierducha?
Kf: Uwierz mi. Na poprzednich zamknęliśmy takiego Bartka w szafie, co nie? Nikt się nie mógł do niego dostać, musieliśmy targać szafę na sam dół. Kierownik musiał cholerstwo rozcinać szlifierką brylantową, żadną inną nie szło!
P: Brzmi jak coś, co odwaliliby moi chłopaki. Zawsze odwalają?.
Kf: O ile nie mają czym się zająć, to tak.
P: Na przykład czym?
Kamil i Paweł skręcają do kuchni. Na kanapie siedzi tylko jeden praktykant.
P: Wojtek, gdzie reszta?
Wo: W sklepie za rogiem.
P: A ty czemu nie z nimi?
Wo: Ktoś w końcu musi zostać, nie?
Paweł opuszcza ramiona.
P: Posiedźcie tu. Wy nie uciekniecie, racja?
Kf: Ja nie.
Wo: Ani ja.
Paweł opuszcza pomieszczenie. Kamil i Wojciech patrzą na siebie.
Biuro 110.
Michał stoi z dwójką praktykantów przy biurku, Arturem i Pawłem.
M: No kurczę, nie wiem, co wam by tu ogarnąć.
Michał sięga po starego laptopa.
M: Czym się tam zajmujecie na informatyku?
PP: Bazy danych.
At: Programowanie.
PP: SQL, HTML.
At: Te sprawy.
M: Jasne, jasne. Poszperajcie tam w sieci, poróbcie tam coś, jasne...
Michał odchodzi. Nagle wchodzi do szafy. Praktykant Paweł rozgląda się.
At: To co?
PP: Chyba można. Kto zabroni?
Artur i praktykant Paweł śmieją się, wpisują coś w komputerze. Michał siedzi w szafie z Danielem.
Da: Widzę, że znalazłeś im zajęcie.
Daniel kaszle.
M: Co się będą nudzić? Tobie się nie nudzi w tej szafie?
Da: Nie nudzi.
Daniel coś sobie przypomina.
Da: Ej, właśnie! A słyszałeś może o tym, że-
M: Nieeee! Tylko nie kolejne twoje rozkminy!
Da: Ale słuchaj! Gwarantuję, to cię rozwali!
M: No dobra, gadaj.
Kuchnia.
Czesław siedzi ze Sławkiem i Błażejem w kuchni. Pierwszy z nich je hot-doga. Dwaj pozostali grają na konsoli.
Sa: Strzelaj!
Piłka nożna. Piłkarz zdobywa bramkę.
Bł: Mamy to!
Błażej i Sławek zbijają piątkę.
C: Ej... Przekażcie Emilkowi podziękowania za hot-doga.
Sa: No jasne.
Do gabinetu wchodzi Paweł.
P: Fajnie się bawicie? Robota czeka, psia mać!
C: Daj no się wyszaleć!
P: A ty tu co robisz? Powinieneś nam pomagać!
C: Jasne, jasne... Zagramy mecza i idziemy do pracy...
Paweł wyciąga Czesława za rękę z kuchni.
Korytarz.
Czesław i Paweł stoją pod ścianą.
C: Co cię ugryzło? Nie można się pobawić?
P: Nie w dobie chaosu na firmie! Nie rozumiesz? Mamy obowiązki!
C: Obowiązki mogą poczekać! Płacą nam za to? Nie!
Paweł wzdycha.
P: Warto czasami i tak wziąć ten ekstra ciężar na klatę. To że ci nie płacą, pikuś! Pomyśl sobie, są i tacy robole, który za miskę ryżu by firmę życiem własnym chronili.
C: A po drugiej stronie kijka znajdziesz takiego nygusa, co zbija bąki! A i tak jakoś przytula melony.
Paweł patrzy Czesławowi prosto w oczy.
P: A ty? Wolisz być utożsamiany z kim?
C: Szczerze? Może i lepiej się narobić, a nie zarobić!
P: Wiedziałem, że ulegniesz. Chodźmy, powinniśmy uspokoić to przybierające na sile tornado.
Czesław i Paweł idą w osobnych kierunkach.
Sklep spożywczy.
Czesław, Michał i Paweł stoją w kolejce.
M: Czy ze wszystkich sposobów na ogarnięcie tych szajbusów musiałeś nas zaprowadzić do Robala?
C: Mają najlepsze hot-dogi pod słońcem. Zobaczycie!
P: Chyba nie powinniśmy byli zostawiać Tytusa samego z nimi.
C: Co złego mogłoby się wydarzyć?
Paweł wymienia po kolei.
P: Obniżone morale wynikające z braku rozsądnego wzorca, to może spowodować nieziemski chaos, a ten przyczyni się do upadku firmy. W jeden dzień.
Chłopaki podchodzą do kasjerki.
Kj: Co dla was?
M: Trzy hot-dogi.
Kj: Mogę zaproponować dwie paczki żelków? Specjalna promocja!
C: Weź cztery!
M: Na cholerę mi dwie paczki żelków?
C: Tak byś kupił dwa razy drożej.
M: Niech będzie.
Paweł przegląda swój telefon.
P: I wodę źródlaną! Mam do wybrania za punkty.
M: Ale mi oddajesz kasę.
P: Jasne.
C: I weź jeszcze wykup karnet do wypożyczalni rowerów!
M: Ja pierdzielę, jest coś, czego nie mogę wykupić?
C: Cierpliwości.
W kolejce stoi Kumoter. Pogania chłopaków.
Ku: Szybciej! Ludzie stoją w kolejce, umierają z głodu!
C: Z głodu za to nikt się jeszcze nie zesrał.
Kilku klientów się śmieje.
(Ku: Rany julek, kto wymyślił te programy lojalnościowe? Tracisz podwójnie! Czas i pieniądze. Czas to pieniądz. A więc pieniądz to czas. Czy jakoś tak?)
Zakłady TT.
Marcin stoi przy grzejniku z Błażejem.
MM: Słyszałem, że lubisz namącić.
Bł: Nie ma dnia, ani godziny, w której nie będę przy czymś szperał!
MM: To poczekaj, popytam chłopaków z dołu.
Marcin odchodzi. Tytus przechodzi obok.
T: Znudzony?
Błażej kiwa głową.
T: Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak działa grzejnik?
Bł: Tak!
T: Jesteś pewien?
Bł: Tak, tak!
Błażej wytrzeszcza oczy, przybliża się do Tytusa.
Bł: Nalegam...!
Tytus obraca klucz francuski w dłoni.
T: Zrobimy mały demontaż!
Tytus odkręca śrubę. Marcin wraca.
MM: Dobra, popytałem ich na dole. Możemy-
Wielki strumień wody pryska na Marcina.
MM: Może innym razem. Jesteście zajęci - nie przeszkadzam.
Marcin odchodzi.
Schody.
Czesław, Paweł i Michał wbiegają na górę. Na piętrze stoi praktykant z mopem w ręku.
P: Tosiek? Co ty wyrabiasz?
Ts: Ktoś musi ogarnąć ten burdel. Błażej rozkręcił grzejnik.
M: A to menda! Już ja sobie z nim pogadam-
Paweł wyciąga rękę.
P: Spokojnie... ciesz się, że mamy pracowitych chłopaków w bandzie de... yyy... ekspertów od demolki!
Maciej wychyla się z biura 115.
Mj: Ludzie! Drukarka znowu nawala!
Czesław biegnie do biura.
C: Tylko nie powtórka z rozrywki! Znowu nasra tych kartek po całym piętrze!
Ewelina się śmieje.
Ew: Radzicie sobie w miarę kiepsko.
P: Co mamy zrobić z bandą nadaktywnych nastolatków?
M: Są nie do po-wstrzy-ma-nia!
Ew: Ja się nimi zajmę.
Ewelina wstaje z fotela, idzie w głąb korytarza. Michał patrzy na Pawła, ten wzrusza ramionami.
Strefa wspólna.
Praktykanci siedzą przy stolikach. Wilgotny dywan, nieład w pomieszczeniu. Sławek gra w karty z Maciejem, Emil je kolejnego hot-doga, Błażej rozkręca radioodbiornik. Tytus siedzi z innymi, żartuje.
T: No bo co oni sobie myślą? Obowiązki spadają na moje ramiona! Moje!
Ewelina wchodzi do strefy wspólnej, drzwi się otwierają z hukiem.
T: Wiecie co? Na śmiechy-chichy przyjdzie czas!
Ew: Masz świętą rację, że przyjdzie! Już masz opieprz, Tytus!
Ewelina wyciąga Tytusa za ucho. Praktykanci się ekscytują.
Bł: Uuu, pożre go żywcem!
Sławek rzuca pustą paczkę chrupków za siebie.
Sa: A tam. Praktykanci zawsze mają labę. To czemu i my nie powinniśmy mieć? Tomuś, wyluzuj! Co ty tam piszesz?
Sławek zagląda przez ramię, praktykant Tomasz jest zajęty pracą na laptopie.
Sa: Wyluzuj! Arturek i Pablo na przykład wybudowali cały Nowy Jork w tej grze z klockami!
Artur pokazuje zdjęcie. Praktykant Paweł siedzi przed komputerem. Na ekranie wieżowce. Artur i Sławek śmieją się.
Tk: Darujcie sobie.
Uśmiechy Artura i Sławka znikają.
At: A czemu to?
Tk: Zamiast przyłożyć się do roboty, robimy rozpierdol! Czy w robocie też będziemy robili taki rozpierdol, jak tu?
Sa: Na spokojnie i się uda.
At: Moralizator się znalazł.
Artur i Sławek się śmieją. Tytus wchodzi do strefy wspólnej, ma wielki ślad na czole.
Ew: I weź ich ogarnij!
Wszyscy patrzą na Tytusa.
T: Chłopacy, pora wracać do roboty.
Ts: Czy to jest...
T: Bicz! Ślad po biczu! Dzika ta sekretarka...
Mj: Ale frywolna!
Sa: Nie gadaj, że cię to kręci! To już nie przelewki! Wszyscy do roboty!
Praktykanci uciekają. Ewelina wychyla się z okienka księgowej, Tytus i Ewelina śmieją się.
T: Ale ich nabraliśmy!
Tytus zmazuje namalowany ślad z czoła.
T: Nawet się nie skapnęli.
Ew: Spokojnie, następnym razem tusz się nie przyda!
Tytus rozszerza oczy.
T: Co to znaczy?
Ew: Przekonasz się na zapleczu. Przekaż to chłopakom, niech się wreszcie zmobilizują.
Ewelina odchodzi z szerokim uśmiechem.
Pod zakładami.
Z samochodu wysiada Gruby Paweł. Kieruje się do zakładów. Michał wygląda przez okno w biurze.
Da: Idzie grubas?
M: Idzie.
Da: Jak myślisz, zdążyli ich ogarnąć?
M: A jak, oni by ich nie ogarnęli? No co ty?
Da: Jeszcze przed chwilą brykali jak kozy w zagrodzie.
Gruby Paweł wchodzi na piętro.
GP: No więc, jak się sprawują praktykanci?
Da: Dobrze.
M: Tak, dobrze!
Gruby Paweł przechodzi obok Michała i Daniela. Michał się modli.
M: Panie Boże, spraw aby to miejsce nabrało należytego porządku...
Gruby Paweł przechodzi przez korytarz. Rozgląda się.
GP: Hm...
Praktykanci siedzą w biurach, pracują. Sławek podnosi kciuk do góry, uśmiecha się zza szyby. Inne biuro, Paweł stoi nad Arturem, tłumaczy mu. Gruby Paweł wchodzi do pomieszczenia.
GP: A więc?
P: Wszyscy się sprawują znakomicie.
Ar: Nauczyliśmy się dzisiaj pracy w Excelu, proszę Pana.
GP: Moje uznanie.
Szef firmy uściska dłoń Pawła.
GP: Jeśli możecie, to potraficie ogarnąć bandę młodych pracowników!
P: Szef mógł nam zaufać.
Gruby Paweł opuszcza biuro.
Sekretariat.
Ewelina wraca do sekretariatu, zmęczona. Czesław przystaje obok.
C: Uf, no to się pofatygowaliśmy! Wszyscy na miejscu.
Ew: Nie zapomnij, że to ja zbierałam ich wszystkich spod sklepu!
C: Za to Tytus z Marcinem ściągali Tośka z dachu, ten to faktycznie sobie zadał trud!
Tosiek przechodzi obok Czesława, cały osmolony.
C: Było sadzy?
Ts: No było!
Czesław spogląda na Ewelinę.
C: Tego gagatka to nie zapomnę. Przeczyścił cały komin w 10 minut, Sławek stał obok i grillował!
Ew: To i tak było lepsze miejsce, niż tratwa na środku jeziora!
C: Z całą pewnością.
Czesław wyciąga mały kalendarz z kieszeni. Wykreśla jeden dzień.
C: Jeden dzień z głowy.
Ew: To ile będą u nas siedzieć?
C: Cały miesiąc.
Dramatyczne zbliżenie na twarz sekretarki.
Ew: Cały miesiąc szaleństw i woni tanich hot-dogów...
Ewelina śmieje się niczym szalona. Fade to black.
Koniec odcinka 17.