Odcinek 16

Wojny klonów?

Dom Reżysera.
Kontynuacja z poprzedniego odcinka. Liczne kopie chłopaków wychodzą z maszyny.
Ko: To katastrofa!
R: Uciekaj!
Kostek i Reżyser rzucają się do ucieczki. Na podjeździe pojawiają się dziesiątki klonów. Cut to black.

Kuchnia.
Paweł i Tytus siedzą w kuchni z Magdą.
P: Ma to sens, ale jednej rzeczy nadal nie rozumiemy. Dlaczego tak się o nas troszczysz, niczym matka?
Magda popija wodę.
Ma: To taki instynkt. Kiedy byłam młodsza, cały czas musiałam się zajmować Amadeuszem. Nasz ojciec zniknął z naszych żyć, gdy byliśmy mali. Nasza matka nigdy, przenigdy o nim nie wspominała. Ale był.
T: Kurczę...
Ma: Jasiek czasami dopomógł, to przywoził obiady, to jakieś zabawki, a to Boguś, jego brat wdawał się z matką w pyskówki, o nas mówił za plecami jako "bękarty".
P: Ale co? Później ten wasz ojczym się wprowadził i było jakoś lepiej?
Ma: Nie do końca. Pierwsze lata były trudne. On też łatwo nie miał.
Rozmowę przerywa Czesław, przychodzi do kuchni.
C: Pytanie za milion złotych, skoczy ktoś ze mną na zakupy?
P: No ja mogę.
T: Chętnie!
Michał przechodzi obok Magdy.
M: Okej?
Ma: Okej.
Chłopaki wychodzą.
P: Wrócimy za jakieś pół godziny.
Drzwi się zamykają. Magda siada przy stole, przeciąga dłonie po twarzy.

Na mieście.
Chłopaki przechadzają się po mieście.
C: O co chodziło tam w kuchni?
P: A bo wiesz, sprawy życiowe. Nie przejmuj się.
T: Chłopacy!
C: Co?
T: To ja!
M: Tak, to ty. Nie domyśliłbym się.
T: Nie, o tam!
Tytus wskazuje na klona.
P: To musi być sobowtór.
M: Sobowtór to ktoś podobny do ciebie. Bardzo podobny. A swoją drogą, tam po drugiej stronie chyba stoi mój sobowtór!
Michał wskazuje na kolejnego klona.
C: I mój!
Czesław zauważa swojego klona.
P: Co jest? Błąd w Matrixie?
W końcu i Paweł znajduje swoją kopię. Cztery klony podchodzą do siebie. Poruszają się dziwnie, niczym statuetki. Wpadają na siebie i przewracają się. Pusty, plastikowy dźwięk uderzenia.
M: Chyba masz rację.

Sklep spożywczy.
Czesław podnosi paczkę chrupek z półki.
C: Nikt nic nie chce?
M: Ja nic.
P: Może też dziabnę paczuchę.
T: Ja to bym kupił tak: dwie paczki chrupków, cztery oranżady, takie w buteleczce! I jeszcze batonika... i sucharki!
M: Sucharki?
Na końcu alejki stoi Reżyser razem ze znajomym. Pochylają się nad chlebem.
T: A może jeszcze...
P: To nie Reżyser?
M: To jego sprawka, na bank!
Michał stanowczym krokiem podchodzi do Reżysera.
M: Coś ty do cholery wyczynił?
R: Ale o co ci chodzi?
M: Dobrze wiesz, o co! Klony! Kolejny powalony pomysł!
R: Tym razem to nie ja, przysięgam!
Stefan, znajomy reżysera wkłada bochenek do koszyka.
St: A może to wy też jesteście klonami, co?
M: Jak śmiesz? Wąsaty kartoflu, zobacz lepiej na siebie!
Stefan puka Michała w czoło.
St: Prawdziwy.
Michał zaciska zęby.
T: Chłopacy, telewizor na zewnątrz!
Wszyscy wybiegają, zostawiają zakupy.

Studio wiadomości.
Czołówka wiadomości. W studiu siedzi reporter.
BO: Wiadomości, Bartosz Ogór. Do niecodziennego incydentu doszło dzisiaj w niewielkim mieście Santa Santana! Z niewiadomych przyczyn ulice wypełniły się po brzegi dziesiątkami tysięcy tajemniczych kopii. Przekazuję głos Robertowi Fasoli. Robercie, co się dzieje w mieście Santa Santana?
RF: Dziękuję, Bartku. Stoję w centrum miasta, otaczają mnie klony! Jak dobrze ktoś zauważył, są z plastiku.
Robert prosi mężczyznę do kamery.
RF: Panie Jorkiewicz, co pan może powiedzieć na ten temat?
Jr: Sztuczni plastikowi ludzie mnie wykańczają.
Jorkiewicz wyciąga gitarę, przyśpiewuje.
Jr: To wykańcza mnie... Wykańcza mnie...
RF: Dziękuję. Oddaję głos do studia.

Telewizor przed sklepem.
Chłopaki wpatrują się w telewizor.
C: No?
M: Co "no"?
C: Ja nie wiem co.
M: No to co mnie nokasz?
C: Ja się tylko drażnię.
P: No i po co ci to było? Nic nie pomagasz!
St: Policja też sobie z nimi nie radzi.
Policja oddaje strzały do klonów. Kule przebijają klony, ale nie zabijają.
P: Liczyć na policję w tym mieście...
Pracownik sklepu zmienia kanał w telewizorze. Sfrustrowana grupa naukowców wchodzi do środka. Na ekranie sitcom. Mocno wypikane wulgaryzmy.
?: Panie Kurczak, wyp******** pan do siebie na górę, k****!
PK: Nie obrażaj mnie k****, zamknij ryło, stary pijusie!
?: Panie, wp********* się pan z racicami na nasze piętro i pierdoły k**** pleciesz niczym... niczym kłamca j*****!
PK: A bo co k****?
AW: Bo ja się k**** nazywam Alfons Wspaniały i możesz mnie w p**** cmoknąć!
Starszy sąsiad wychyla głowę zza drzwi.
?: Panie Alfonsie, czego pan p**** wydziera po nocach?
AW: A spuścił ci ktoś kiedyś porządny wp******, stara gnido łysa, przebrzydła?
Chłopaki patrzą na ekran. Wulgaryzmy sypią się gęsto.
M: Ta dzisiejsza telewizja jest przesadnie wulgarna. Kiedyś to były morały, nie to co dzisiaj!
C: Brzmisz jak stary dziad.
M: Nie jestem starym dziadem, k**** jego mać!
Usta Michała zostają zakryte czarnym prostokątem.
R: Nie pora na wygłupy, musimy uratować miasto!
St: Znam kogoś, kto może pomóc.

Laboratorium.
Chłopaki, Stefan i Reżyser wysiadają z windy. Pod drzwiami czeka naukowiec.
St: Krzysiu.
Stefan i Krzysztof ściskają ręce.
Kz: Stefek.
St: Progres?
Kz: Satysfakcjonujący. Chodźcie za mną.
Krzysztof prowadzi. Podchodzi do skanera siatkówki. Na wyświetlaczu: "Krzysztof Tomaszewski, lat 29 - dostęp przyznany." Krzysztof przytrzymuje drzwi. Wszyscy wchodzą.
Kz: Ładne szkiełko?
Kamera ukazuje szkło laboratoryjne, za nim przechodzą wszyscy. Ich twarze ulegają zniekształceniu.
C: Bombowe!
Kz: Proszę, uważajcie na próbki. Jesteśmy w początkowej fazie badań.
?: Krzysztofie! Kogo przyprowadziłeś?
Kz: Gości! To Adam, mój przełożony.
Starszy naukowiec siedzi przy biurku.
Ad: Co ja ci mówiłem? Żadnych gości w trakcie badań!
Kz: Nic nie zepsują, spokojna głowa!
Adam wskazuje Tytusa.
Ad: Ty... ty, w czapeczce! Chodź no tu.
Tytus podchodzi do Adama. Adam ścina Tytusa ostrzem. Jego głowa zjeżdża z barków. Wszyscy krzyczą z przerażenia. Głowa uderza o ziemię - plastikowa głowa.
Ad: Tak jak myślałem.
P: Ale- jeżeli to nie był Tytus, to...
Tytus wchodzi do laboratorium.
T: Chłopacy, pójdziemy na lody?
M: Ty serio jesteś jębnięty, Tytus!
N1: Fascynujące...

Inny naukowiec pokazuje na ekran.
N1: Zaobserwowałem interesujące zachowanie obiektów badań.
Wszyscy podchodzą do naukowca. Na ekranie klony. Krążą w kółko, w wielkiej grupie.
Ad: Więc?
N1: Więc... moglibyśmy zaprowadzić te klony w jedno miejsce, aby poddać je utylizacji!
Ad: Leszek, jesteś geniuszem! Możesz - potrafisz!
Krzysztof odwraca się do chłopaków.
Kz: A zawsze się obijał w robocie... pochłonięty wszystkim, tylko nie badaniami.
N1: Zaobserwowałem całkowity brak aktywności mózgowej.
M: No brawo, odkryłeś Amerykę! Puste łepetyny w środku! Sprężajcie się, nie możemy czekać w nieskończoność!
Kz: Tylko jak by je sprowadzić w jedno miejsce?
Reżyser myśli, uśmiecha się.

Miasto.
Policja strzela do klonów.
?: Zdzisiek, w takim tempie to się nie uda! Amunicji też nie mamy tyle, co lodu!
Zd: Spokojna głowa, Romciu! Dopóki ludzie płacą podatki, nie będziemy mieli czym się przejmować!
Rm: A jak przestaną?
Do Zdzisława ktoś dzwoni. Odbiera.
Zd: Adaś?
Ad: Przestańcie strzelać, wstrzymać ogień! Mam pomysł.
Zd: Co takiego?
Ad: Nie zauważyliście, że oni łażą za sobą? Te klony.
W kierunku policjantów zmierza wielka grupa klonów.
Zd: Mhm.
Ad: Weź ich zatrzymaj na chwilę, zaraz kogoś wyślę.
Zdzisław chowa telefon.
Rm: Co mówił?
Zd: Przedłużamy. Ktoś ma zaraz przyjść.
Rm: Kiedy?
Zd: Do póki nie przyjdą. Nudzi ci się? Zatańcz albo ciuchów pilnuj.
Roman tańczy w miejscu.

Ulica.
Chłopaki wychodzą na ulicę. Trzeci policjant mierzy do nich z broni.
?: Klony!
Zd: Zielonka, nie!
Zdzisław powstrzymuje Zielonkę.
Zd: Widzisz, że to ludzie?
Zi: No niby wygląają normalnie, no to muszą być nasi!
Roman tańczy dalej.
Zd: Romek, możesz już przestać tańczyć.
Rm: Co, są?
Chłopaki podchodzą do policjantów.
Zd: Dobrze, że jesteście. Zadanie jest proste. Zaprowadźcie ich do zgniatarki na złomowisku!
Zgniatarka na złomowisku. Samochód zjeżdża z taśmy do zgniatarki.
M5: Moje auto! Nawet go nie spłaciłem!
Powrót na ulicę.
Zd: Jakieś pytania?
M: Żadnych.
C: Chodźmy.
Chłopaki odchodzą.

Miasto.
Chłopaki idą przez miasto. Zbliżenie na oczy Pawła, spogląda w lewo. Oczy Czesława, spogląda w prawo. Tytus patrzy przed siebie, unosi brew.
M: Krew mnie zaraz zaleje, niechże ktoś przerwie tą ciszę!
Oddalenie.
P: No... to co tam powiecie?
T: Fajnie jest.
C: No jasne. Liczne towarzystwo się trafiło.
Kamera się oddala, za chłopakami podążają tysiące klonów.
M: Marsz śmierci powiadacie?
P: Marsz śmierci.
C: Wielka krusada wprost do zgniatarki.
Klony podążają za chłopakami. Puste wyrazy twarzy. W oddali słychać trąbienie.
T: Chłopacy, słyszycie?
W oddali naciera wojsko. Żołnierze szarżują w kierunku maszerujących klonów. Zatrzymuje ich Adam.
Ad: Stać!
Żołnierze się zatrzymują.
Ad: Ani kroku dalej!
Generał podchodzi do przodu.
Gn: Rozkaz dowódcy! Odsuń się.
Ad: A ja dostałem rozkaz od samego prezydenta!
Adam wyciąga dokument od prezydenta.
Ad: Nie przepuszczać nikogo! Pocałujta w dupę wójta!
Zrezygnowani kadeci narzekają.
Kd1: No i co teraz?
Kd2: Wracamy do bazy.
Kadeci odchodzą.
Kd3: Znowu będziemy ćwiczyli przez pół roku!
Kd1: Trenowaliśmy zbyt długo.
Adam patrzy na odchodzącą dywizję.
Ad: Poszło jak z płatka.

Górka.
Chłopaki prowadzą klony na taśmę, wprost do zgniatarki. Zatrzymują się.
P: A teraz za nami!
Klony podążają za nimi, na ruszającą się taśmę. Tytus coś je.
C: Czyli po problemie?
P: Na to wygląda.
M: Ja to bym nie świętował, jeszcze nie.
C: Z jakiej racji?
T: Mhm!
M: Co?
T: Bołąb!
Na końcu taśmy siedzi gołąb. Spada do zgniatarki, pióra pokrywają głowy chłopaków.
P: Okej... chyba zbliżamy się do końca.
M: Pawi, powiedz mi. Gdzie był ten zeskok?
Paweł rozgląda się.
P: Nie widzę!
Taśma dobiega końca.
C: To już koniec.
Chłopaki spadają do tyłu.

Spowolnione tempo.
Chłopaki spadają do zgniatarki. Wymieniają spojrzenia. Ostatnie myśli.
(P: Czyli to tak zginę... Super.)
(T: Byłem taki młody, chłopacy! Chłopacy?)
(M: Wiedziałem, powinniśmy byli się trzymać z dala!)
(C: Ja tam się cieszę. Życie jest super.)
(P: Z czego ty się możesz cieszyć? My zaraz zginiemy!)
(C: Wyłaź z moich myśli! Myślże o swoich myślach!)
Pod chłopakami wysuwa się platforma. Chłopaki lądują na platformie. Normalne tempo. Platforma wraca, chłopaki chowają się do małej wnęki pod taśmą. Klony spadają do zgniatarki, jeden za drugim. Odgłosy mielenia, fragmenty plastiku lecą we wszystkie strony. Wszyscy patrzą na spadające klony. W tle zachód słońca.
P: Wszystko, co kiedykolwiek powstało...
M: ...obróci się w szczątki.
T: A my możemy tylko obserwować...
C: ...jak wszystko co znajduje się na świecie...
M: ...znika na naszych oczach.
P: Nauczmy się...
C: ...doceniać świat taki...
T: ...jaki jest.
Chłopaki stoją we wnęce, trzymają się za ręce.

Wysypisko.
Chłopaki opuszczają wysypisko o wiele bardziej radośni.
C: To dopiero była przygoda!
M: Wojny klonów!
T: Jak w tym filmie, chłopacy!
P: Odjąć galaktyczną wojnę.
Reżyser czeka razem ze Stefanem pod wejściem.
R: Jesteście!
C: Pokonaliśmy armię tych plastików.
P: No i jest Francja-elegancja.
Przed Stefanem ląduje rozszarpany korpus jednego z klonów.
St: Niedobrze mi...
Stefan wymiotuje.
R: Uspokój się! To tylko plastik! Pójdzie na recykling.
Reżyser zwraca się do chłopaków.
R: Podwieźć was do domu?
P: No dobra.
M: Dzisiaj narobiliśmy kilometrów.
Reżyser i chłopaki odchodzą. Stefan przeciera usta.
St: Rany...

Kuchnia.
Andżelika i Magda siedzą w kuchni. Drzwi się otwierają.
Ma: A gdzie wy byliście?
M: Długa historia.
Ma: Mieliście wrócić za pół godziny, a na dworze już ciemno!
P: O, zatroskana mamuśka się znalazła!
Ma: Ja wam łaski nie robię.
P: Nie robisz, słusznie.
A: O co biega?
C: Wojny klonów.
A: Co, nowa część?
Czesław wskazuje na swoje usta.
C: W realu.
M: Znowu łaziliście po barach.
P: Oj nie, nie tym razem.
Paweł popija wodę z plastikowej butelki. Na etykiecie znajduje się tajemnicza sylwetka.
?: Bakcyl klonów nigdy nie umiera.
Cut to black.

Koniec odcinka 16.