Odcinek 15
On nie jest okej
Przed blokiem.
Tytus idzie z zakupami, obie ręce zajęte. Podchodzi pod domofon.
T: Hm... No i jak ja teraz wejdę?
Pod Tytusem świecą się miejsca na torby.
T: Pfff, nie.
Zamiast tego wybija kod do domofonu twarzą. Otwiera drzwi zębami, rozchyla drzwi nogą. Wchodzi do środka.
Kuchnia.
Czesław i Paweł siedzą w kuchni.
P: Szczerze mówiąc? Nie rusza mnie to.
C: Odważne słowa, jak na kogoś, no a kto wczoraj mówił, że liczy się dla niego najbardziej!
Tytus wchodzi.
C: I nie przejmujesz się tym, jakkolwiek?
P: Bo co złego może się stać?
C: Widziałeś go!
T: O co chodzi, chłopacy?
C: Zajrzyj do salonu, to się przekonasz.
Tytus zagląda do salonu.
T: Kolega?
C: Tylko kolega. Prawda?
P: Weź się.
C: Tylko, tylko! Tytus, o czym oni rozmawiają?
Tytus zagląda do salonu jeszcze raz.
T: Słyszałem coś o starych kościołach!
Michał przechodzi obok.
M: Cokolwiek tam się dzieje, jest poza obszarem moich zainteresowań!
Michał wchodzi do łazienki.
C: Dalej cię to nie przejmuje? Pamiętasz tego Norwega, co sfajczył taki stary kościół w latach 90.?
P: No znam.
T: Jeszcze coś mówił o opuszczonym lesie!
C: Widzisz o czym mówię?
P: Nie...
C: Dokładnie, chce ją zaciągnąć do lasu i przekazać samemu diabłu!
P: O nie! Sprawy zaszły za daleko! Krystian!
Paweł wchodzi do salonu stanowczym krokiem.
Salon.
Andżelika siedzi w salonie z innym chłopakiem, Krystianem. Ubrany cały na czarno.
Kr: Kiedy tylko pójdziemy do tego lasu, znajdziemy ten kościół... a masz mapę?
A: Mam.
Andżelika podaje Krystianowi małą mapę.
Kr: Widzisz krzyżyk? Zaznaczyłem go dokładnie tu, w dosyć... klimatycznym miejscu.
Paweł wchodzi do salonu.
P: Koniec zabawy! Co to ma znaczyć?
Kr: Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy, ziom!
P: Dobrze wiem, co chcesz zrobić.
Kr: Ale o co ci znowu chodzi?
P: Nie uda ci się. Spróbuj tylko!
Paweł podchodzi do Krystiana, ten go odpycha.
Kr: Weź mnie zostaw!
P: Nie skrzywdzisz jej!
Paweł rzuca się na Krystiana.
A: Co wy robicie?! Paweł, zostaw go!
Kr: Daj nam spokój, ziom!
Krystian odpycha Pawła na parapet. Andżelika i Krystian wychodzą.
Kr: My się zabieramy.
A: Co w ciebie wstąpiło, koleś? Zazdrość ci się chyba załączyła.
Paweł łapie się za pierś.
P: Ja tego nie wytrzymam... Nie może...
Czesław wchodzi do salonu.
P: A ty dlaczego ich nie próbowałeś powstrzymać?!
C: Nie mój cyrk, nie moje małpy! Jeszcze wczoraj sam mówiłeś, żebyśmy my, a dokładnie żeby ja, nawet palucha nie ważył się na niej położyć.
P: No a kiedy to ja spieprzałem do lasu, taki byłeś zatroskany! Ganiałeś w środku nocy przez... przez te bagna...
Pawłowi zabrakło słów.
C: Oddychaj...
P: Nie każ mi oddychać... Ja nie chcę oddychać.
Michał i Tytus wchodzą do salonu.
M: Skończyliście już tą serenadę? Nic w ten sposób nie osiągniecie.
Paweł wstaje z parapetu.
P: Wiem, kto może pomóc.
Kuchnia.
Paweł wybiera numer.
Ma: Gdzie dzwonisz?
P: Do Amiego, musi mi pomóc.
Ma: Daj spokój! Krystek jest w porządku.
P: Uwierz mi, nie jest. Gdybyś tylko słyszała, o czym oni przed chwilą nawijali.
Paweł dzwoni do Amadeusza, brata Magdy i Andżeliki.
P: Ami, jesteś tam?
Am: Mówiłem ci tysiąc razy, odwal się ode mnie!
P: Tym razem to pilne!
Am: Nie zawracaj mi dupy pierdołami!
P: To co się stało kiedyś, to już przeszłość! Nie dasz wiary, co się teraz odchrzaniło!
Am: Niby co?
P: Twoja siostra jest w niebezpieczeństwie, dziwny koleś ją podprowadził!
Am: Andżela?
P: Tak.
Am: Za kratę browca pomogę.
P: Pół kraty.
Am: Całą!
P: Niech będzie cała.
Am: Stoi.
Paweł odkłada telefon. Wokół niego reszta.
P: A wy co?
M: Chyba sam nie wyruszysz.
P: No właśnie nie.
W autobusie...
Tłok. Chłopaki z trudem wsiadają do komunikacji miejskiej.
C: Gdzie jedziemy?
P: Na przedmieścia, Ami tam czeka.
T: Chłopacy!
Paweł i Czesław obracają się, ktoś gryzie Tytusa w bark. Michał odciąga pasażera.
M4: Głodny... Mięsa!
Chłopaki uciekają do tyłu.
M: Mówiłem wam, popieprzeni ci ludzie w autobusach!
Przy oknie stoi Kumoter, ubrany w garnitur. W ręku trzyma podkładkę z klipsem.
Ku: Przepraszam bardzo, mogę wam zająć chwilkę?
P: To znowu ty.
T: Odstroiłeś się jak szczur na otwarcie kanału!
M: Co robisz w miejskim autobusie?
Ku: Miasto planuje zlikwidować ten park koło waszych zakładów.
M: Park imienia Starego Dziadygi z kubłem masła? To przecież ruina!
Ku: Ale za to jakie wyjątkowe miejsce w historii tego miasta! Podpiszecie?
C: Chyba podziękujemy.
Kumoter wyjmuje z płaszcza pióro resora i kieruje w stronę chłopaków.
Ku: Podpiszcie ten zasrany świstek, inaczej tym żelastwem zrobię wam z gardeł sałatkę Cezara!
Zastraszeni podpisują petycję, jeden po drugim.
Ku: Życzę miłego dnia.
Wysiadają z autobusu. Reżyser siedzący za Kumotrem odwraca głowę.
R: Powiedz mi, nie pojawiłeś się już przypadkiem za dużo razy?
Ku: Im więcej, tym lepiej. Widocznie jestem wschodzącą gwiazdą.
Przedmieścia.
Na ławce siedzi Amadeusz, z nim dwóch kolegów - Karol i Sławek.
Am: Karolek, ale ty wiesz, że szefowi się nie spodoba?
Kw: Nie spodoba się - nie mój problem. Gdyby tylko on sam nie kombinował z naszymi wypłatami...
Am: Co racja, to racja.
Autobus podjeżdża.
Am: No, pora na mnie. Umówiłem się z kimś.
Kw: Narazicho.
Sł: Tylko przyjdź jutro do roboty.
Am: Spoko, nie przyjdę.
Amadeusz odchodzi. Chłopaki wysiadają z autobusu.
P: Siemka.
Am: Hej.
Paweł i Amadeusz ściskają ręce.
P: Zapuścili się w starą zieleń. Przychlast nawet nie pomyślał, aby zatrzeć ślady.
T: W jakim sensie?
Paweł wyciąga z kieszeni pomiętą mapę okolicy.
P: Rzućcie okiem.
Tytus przybliża rękę do oka.
P: Na mapę.
Wszyscy spoglądają na mapę. Paweł pokazuje różne miejsca.
P: Jesteśmy tu. Stary park tego pomarszczonego dziada znajdował się nieco na północ, las na wschód.
M: Tytus twierdził, że w głębi lasu znajdował się stary kościół.
C: Głąb lasu? Przecież nie zanurzymy się tam tak głęboko!
P: Musimy. Ami?
Am: Nie znam tej okolicy.
P: A wyglądałeś na takiego, co by znał.
Am: To jesteś w błędzie.
Paweł wkłada mapę do kieszeni.
P: Proponuję się rozdzielić. Ja i Ami idziemy bocznym wejściem, wy możecie głównym.
T: Musimy to zrobić szybko!
P: Nie marnujmy czasu, w drogę.
Amadeusz i chłopaki idą w drogę.
Las.
Andżelika i Krystian przechodzą między drzewami. Krystian bierze głęboki wdech.
Kr: Czujesz to? Naturalny zapach leśnej ściółki. Łaskocze w nozdzra, co nie?
A: Tak, fajny.
Krystian podnosi liść z ziemi.
A: Co masz?
Kr: Taki listek. Częściowo przeżuty, ciekawy wzorek. Czytałem, że starożytni ludzie robili okłady z liści. Nie pamiętam na co.
Andżelika podnosi z ziemi czaszkę.
A: Krystek, zobacz!
Kr: Czaszka zwierzęcia.
A: Nie ma zębów!
Krystian obraca czaszkę.
Kr: Rana postrzałowa. W pobliżu musi być jakiś myśliwy.
Krystian wbija w ziemię patyk, osadza czaszkę na patyku.
Kr: Proszę.
Widok z wieży myśliwego. Ktoś ładuje broń.
A: Nigdy jeszcze nie widziałam takiej czaszki. Może jeleń?
Widok z ziemi.
Kr: Na to wygląda.
Strzał. Czaszka zwierzęcia spada z patyka. Andżelika i Krystian uciekają z krzykiem. Myśliwy się śmieje.
BB: Bum-bum.
Las.
Paweł i Amadeusz przemierzają las.
Am: Nie widzę ich.
P: Szukaj dalej!
Paweł i Amadeusz szukają dalej. Strzał, ptaki odlatują.
P: Myśliwy!
Amadeusz ucieka.
P: Nie w tą!
Paweł biegnie za nim. Tymczasem u chłopaków...
T: Chłopacy, daleko jeszcze?
M: Niedaleko.
C: To co, wymiękacie?
M: Skądże.
T: Nie wrócimy bez niej.
Strzał.
T: Okej, zmiana planów!
Chłopaki uciekają.
Las.
Ścieżka rozwidla się. Między drzewami trzy ścieżki. Andżelika i Krystian biegną środkową ścieżką. Za nimi Paweł i Amadeusz. Skręcają w lewo, reszta biegnie prawą ścieżką.
A: Widzę kościół!
Kr: Biegiem!
Andżelika i Krystian przyspieszają. Za nimi myśliwy.
BB: Bum-bum.
Uśmiecha się i strzela.
Am: Czy aby na pewno jesteśmy na właściwej ścieżce?
P: To ty dałeś dyla! Teraz to ty prowadzisz!
Biegną dalej, skręcają w prawo.
C: Skręt!
Reszta skręca w lewo. Biegną wprost na Pawła i Amadeusza. Wszyscy się zderzają.
C: Wszyscy cali?
P: Mhm...
Powoli wstają.
T: Chłopacy... Daleko jeszcze?
Zza pleców chłopaków wyłania się kościół.
M: No to mamy odpowiedź.
Amadeusz zakasa rękawy.
Am: Przyszedłem po kratę browca i nakopać frajerowi do dupy, a browar mi się już dawno skończył!
C: Stary, ale suchy cytat!
Am: Idziemy.
Idą w stronę kościoła.
Ruiny kościoła.
Krystian i Andżelika przysiadają na starej podłodze.
A: Uh, wilgotna...
Krystian siedzi w ciszy, patrzy w ziemię.
A: Wszystko okej?
Krystian wzdycha.
Kr: Coś mnie trapi.
A: Co takiego?
Kr: Andżela... nie wiem jak to powiedzieć.
Krystian wstaje.
Kr: Dzisiejszy wypad miał być czymś spokojnym. Ot, takie koleżeńskie wyjście. Ale jednak... w głowie siedzi mi coś więcej, niż jestem w stanie powiedzieć.
Andżelika patrzy na Krystiana, oczekując czegoś.
Kr: Na przykład taki Lovecraft kierował się kosmicyzmem, swoją własną filozofią, w której ludzkość szaleje na punkcie nieznanego. Ludzkość nie ma znaczenia - jest tylko małym ziarenkiem w zimnej i rozległej otchłani. Lovecraft...
A: Chcesz mnie o to zapytać? Wal śmiało.
Krystian zostaje zbity z tropu.
Kr: Nie o to chodzi! Słuchaj, lubię cię niezmiernie. Jesteś moją bardzo dobrą koleżanką, i! I właśnie dlatego...
Krystian zatrzymuje się.
Kr: Nie mam słów! Jestem dziwny...
A: Nie jesteś. Jesteś zabawny.
Kr: A jestem? Fakt, czasami mówię za wiele, nawijam bez końca. Kiedy otworzę paszczę, nie zamknie mi się przez długi czas. Nie bez powodu w klasie się odsuwają.
A: Wiesz... dziwną mamy tą klasę.
Kr: Plebejską.
A: Znowu trudne słowo.
Kr: No, żeby nie powiedzieć "kretyni" czy "łamagi społeczne". My nimi nie jesteśmy. Rozumiemy o wiele więcej.
Drzwi otwierają się z hukiem.
Krystian zostaje przyciśnięty do ściany. Amadeusz staje przy drzwiach.
Am: O wiele za dużo.
A: Ami? Chłopaki?
T: Siemka!
A: Co wyście mu zrobili?
Amadeusz przyciska drzwi łokciem, Krystian jęczy.
Am: Potraktowaliśmy go drzwiami. Spokojnie, nic mu nie będzie.
C: Co was tak naszło, aby tak się wypuścić w sam środek lasu?
A: Krystian chciał mi coś pokazać.
P: Prędzej poćwiartować i przekazać samemu synowi diabła.
A: Ej no! On nie jest jakimś satanistą! Chociaż z drugiej strony faktycznie był...
Andżelika przymruża oko.
A: Trochę pokręcony.
M: Pokręcony w kosmos.
P: Co my tu jeszcze robimy?
C: Tytus mówił, że zostawił wrapa w mikrofali.
T: Nie mówiłem! Nie szukaj wymówki!
Czesław lekko popycha Tytusa w plecy.
C: Uspokój się, ja tylko się drażnię!
Am: Powinniśmy iść.
Paweł kiwa głową. Wszyscy opuszczają stary kościół. Krystian jest dalej przyciśnięty drzwiami. Zza okna wygląda Shriek. Mocno zachrypnięty głos.
Sh: Tu jest ten zgniły kościół.
Wczołguje się do środka.
Sh: Miejsce w sam raz.
Zza drzwi wygląda Bum-Bum.
BB: Bum-bum?
Sh: Zrób jebudu!
Bum-Bum rzuca laskę dynamitu na środek kościoła. Shriek wyciąga zapałkę. Patrzy w kamerę z zapaloną zapałką i szerokim uśmiechem. Krystian wymachuje ręką. Ekran pokrywa się kurtyną ognia.
Zza kurtyny ognia wyłania się pokój.
Reżyser siedzi przy balkonie, popija herbatę z filiżanki.
R: Czuję... gorycz. Nie byle jaką gorycz. Kłopotliwą gorycz.
Głęboki odgłos eksplozji z daleka. Dzwon kościelny wybija.
R: Nie... nie może się tak skończyć.
Kreśli coś w notesie. Głos Krystiana zza okna.
(Kr: Ale kanał! Widziałem przerażającą nicość przez kilka sekund. Moja śmierć nie była niczym istotnym, to fakt. Dlaczego ponownie znalazłem się na ziemi?)
(Ku: Przepraszam, mogę zająć chwilę?)
(Kr: W dupę sobie wsadź tą jebaną petycję! Udław się nią, popierdoleńcu!)
Reżyser wygląda przez okno.
(Kr: Oby cię waleń zgwałcił, zarośnięty kartoflu! Ej, a na co ci to pióro?)
Kumoter brutalizuje Krystiana piórem od resora. Po chwili spogląda w górę.
Ku: Hej, to on zaczął! Słyszałeś go!
Reżyser spogląda na Kumotra.
Ku: Chyba nie zostanę za to anulowany, prawda?
Reżyser chowa się.
Schody.
Reżyser schodzi na dół, wpada na Kostka.
R: A ty skąd?
Ko: Przyszedłem, jak kazałeś. Proszę, przyjrzyj się konceptowi.
Kostek pokazuje Reżyserowi plan maszyny.
R: Niewiarygodne...
Ko: Przełomowe odkrycie.
Reżyser patrzy na druk. Spogląda na górne piętro, na górze już stoi maszyna.
R: Co do-?! Już... już jest?
Kostek kiwa głową.
R: Co potrafi?
Kostek wpisuje kod, wciska guzik. Z maszyny wychodzi klon Pawła.
KP: Witaj, Reżyserze!
Ko: Za ten wynalazek na pewno dostaniemy stypendium!
R: Musimy ją zawieść na uniwerek! Pomóż mi ją znieść!
Reżyser i Kostek pchają maszynę na dół.
Ko: Ciężka...
R: Nie jęcz! Chcesz te pieniądze, czy nie?
Ko: Chcę.
Maszyna ześlizguje się ze schodów. Uderza o ścianę, ulega awarii. Maszyna drukuje liczne kopie chłopaków.
Ko: Diabolus ex machina!
R: Uciekaj!
Kostek i Reżyser rzucają się do ucieczki. Fade to black.
Koniec odcinka 15.