Odcinek 14

Prawda

Kawiarnia.
Paweł siedzi na zewnątrz razem z Javierem i Carlitą, synem i żoną Diego.
P: Minęło już trochę czasu. Trzymacie się dobrze?
Ca: Sí.
Jv: Mami, pero vamos a visitar la tumba de papá, ¿verdad?
Ca: Javier, ahora mismo no... Todavía no he terminado de superar mi duelo.
Paweł popija kawę.
P: Diego... nie był dla nas zwykłym kolegą. Oddał swoje życie w walce ze złem, bohatersko pokonał tego wysłannika diabła.
Paweł składa ręce, opiera się o stolik.
P: Wiem, że żaden z moich chłopaków nie miałby jaj... Stawić czoła temu monstrum z otchłani piekieł. Czesiek coś kiedyś mówił, że sam chciałby uratować świat. I Diego, strasznie przeżywał jego śmierć.
Telefon Pawła dzwoni.
P: O wilku mowa.
Paweł odbiera.
P: No co tam? Uratowałeś już świat?
Czesław dzwoni roztrzęsiony, widok z zakładów.
C: Paweł, chodź no tu, szybko!
P: Ale o co biega?
C: Tytusowi na dyńkę belka spadła, aż mu buty pospadały!
Czesław odwraca się w kierunku operatora dźwigu, stojącego z tyłu zakładów.
C: A mówiłem ci, żebyś nie huśtał tym gównem, bo spadnie!
Michał wchodzi w kadr.
M: No i czego wrzeszczysz, jakby cię obdzierali?
C: Tytusa zabiło!
M: Nic nie zabiło, zaraz mu przejdzie! Ej!
Michał staje nad Tytusem, uderza go w policzek. Nie rusza się.
P: Jesteście tam? Halo?
Nikt nie odpowiada. Paweł się rozłącza, biegnie na zakłady. Na ławce, niedaleko za Pawłem siedzi Reżyser, w ręku gruby folder.
R: A mawiali, że trzech to za dużo.
Reżyser wykreśla coś na kartce w folderze.
Ca: ¿Quién demonios se lleva una carpeta a una cafetería?

Zakłady.
Tytus leży na ziemi, nad nim stoją Czesław i Michał.
M: Wstawaj, nie wygłupiaj się!
Tytus bełkocze niezrozumiale. Paweł przybiega.
P: Już jestem, tak szybko, jak mogłem!
C: Bredzi, jak na delirce! Gdzie ta karetka?
M: Liczyć na karetkę w tym kraju. Nie będziemy czekali usranych 50 minut, aż coś się stanie!
P: To co niby chcesz zrobić?
C: Bierzemy go na nosze i przez miasto!
M: Skąd ty wytrzaśniesz nosze, przecież one nie rosną na drzewach!
Paweł trzyma w rękach prowizoryczne nosze.
P: Rosną.
C: Skąd ty je...
P: Taka fabuła! Biegiem, do szpitala go! Ja oblukam zakład.
Czesław i Michał biegną z Tytusem na noszach. Paweł patrzy na operatora dźwigu.
P: Rysiek, to co się tu odchrzaniło?
OD: Linki... popękały. A co... co się stało, nie wiem co!
P: Pijany jesteś?
Operator poprawia kask.
OD: A s... skąd!
MM: Grubas się dowie!
Paweł patrzy na Marcina, przechodzącego obok miejsca wypadku.
P: No... dowie się!
Operator schodzi z dźwigu.
OD: Nie możemy się jakoś... dogadać?
Wyciąga zza pleców butelkę wódki. Paweł krzyżuje ramiona.
P: Możesz próbować, mnie nie przekupisz.
Marcin się śmieje.
MM: Trzeba było od razu, Rysieńku!
Marcin odchodzi z operatorem.
P: Ta cała sprawa mi śmierdzi. Ale ja się wszystkiego dowiem. Nie zostawię na nikim suchej nitki.
Paweł odchodzi.

Szpital.
Michał i Czesław przeciskają się przez tłum.
C: Uwaga, niesiemy poszkodowanego!
(M: Z drogi, barany!)
Michał odstawia nosze w poczekalni. Czesław posadza Tytusa na krześle. Michał zaczepia przypadkową lekarkę.
M: Przepraszam, można prosić na-
Le1: Zajęty! Nie widzi?
Lekarka odchodzi w pośpiechu. Czesław zaczepia inną lekarkę.
C: Potrzebna pomoc!
Le2: Panowie są z partii rządzącej?
M: Z czego?
Le2: Kolejka jest tam.
Lekarka pokazuje na nieziemsko długą kolejkę. Przez recepcję przebiegają pielęgniarki.
M: Jaja jakieś?
Czesław podnosi Tytusa z krzesła.
C: Wytrzymaj, Tytek! To zajmie kilka godzin. Tylko... kilka godzin.
Czesław, Michał i Tytus stają w kolejce. Stojąca przed nimi kobieta odwraca się.
K3: Urwanie dupy z tymi kolejkami, nieprawdaż?
Michał podnosi palec.
M: W końcu ktoś to powiedział! Partyjniaków na przepustkę puszczają, to przecież jest skandal!
W tle dostrzec można Kumotra, jest wyprowadzany przez ochronę.
Ku: Hej no, panowie! Przecież byłem członkiem młodzieżówki, w '95 roku! Tylko wywalili mnie za długi!
Czesław i Michał patrzą w kierunku drzwi.

Korytarz firmy.
Paweł chodzi po biurach.
P: Daniel, nie wiesz, co się stało rano?
Da: Niestety nie.
Paweł puka do innego biura.
P: Waldziu, co się stało rano? Nie wiesz?
De: Nie.
Paweł zagląda do trzeciego biura.
P: Franio, powiedz, że chociaż ty wiesz.
FB: Nie...
Paweł podchodzi bliżej do Frania.
P: Skąd takie zakłopotanie, co?
FB: Nic na ten temat nie powiem! Nie mogę...
P: Nie możesz?
Paweł łapie Frania za kołnierz, wciąga do biura.
P: Do prawdy? Bo ja chyba wiem.
FB: O czym?
Paweł szepcze Franiowi na ucho.
FB: Nie...
P: O tak.
Przemek, informatyk siedzący obok obraca się w kierunku Pawła.
PW: Paweł, proszę cię, nie terroryzuj już Frania. Tak cię korci, to chodź do mnie.
Paweł podchodzi do Przemka.
P: No?
PW: Połączę cię z kimś zaufanym. Mam kontakt do jednego takiego.
Przemek łączy się z Kostkiem.

Po drugiej stronie słuchawki...
Kostek siedzi przy biurku.
Kt: Interesujące. Warunkowanie klasyczne zachodzi, kiedy bodziec o silnym oddziałowywaniu biologicznym jest łączony z bodźcem neutralnym.
Głośny dzwonek aplikacji, Kostek spada z krzesła. Przemek łączy się z Kostkiem, ten drugi podnosi się z ziemi.
PW: Co tam, Kostek? Pies Pawłowa reaguje na dzwonek?
Kt: Jesteś w błędzie. Zapewne nie rozumiesz, jak działa ten eksperyment.
PW: Mniejsza! Potrzebna nam twoja pomoc. Weź, połącz nas z Mareczkiem, masz do niego kontakt.
Kt: Dajcie mi chwilę.
Kostek dzwoni do Marka, kolegi hakera.
Kt: Marku, proszę podłącz się do miejskiego monitoringu.
Mk: Przeszukujemy miejski monitoring.
Kilka rzutów na miasto. Stacja kolejowa, główna ulica, podziemny parking, publiczna toaleta. W otwartej kabinie siedzi mężczyzna, czyta gazetę. Spogląda w kamerę.
M3: Trochę prywatności, zwierzęta wy!
Zamyka kabinę.
P: Można by tak namiary na firmę?
Rzut na firmę. Pod dźwigiem siedzą Marcin i operator dźwigu.
PW: No to ładnie sobie imprezujecie. Marek, weź przewiń do rana.
Marek próbuje przewinąć - dźwięk błędu.
Mk: Co?
Marek wciska przycisk kilkukrotnie - błąd za błędem.
Mk: Brakuje nagrania z rana!
PW: A to skurczybyki!
P: Mówię wam, coś tu śmierdzi.
PW: Mówisz o tym od rana.
P: No bo śmierdzi!

Kolejka w szpitalu.
Kobieta stojąca przed Czesławem i Michałem odchodzi od lady.
M: Nasza kolej!
Czesław, Michał i Tytus stają przed ladą.
C: Dzień dobry, mamy rannego kolegę.
Lekarze przyjeżdżają i zabierają Tytusa sprzed lady w zawrotnym tempie.
Le3: Panowie poczekają, tam o.
Pod salą szpitalną puste miejsca, Michał i Czesław siadają. Po kilku sekundach lekarze wyjeżdżają z sali z Tytusem.
M: I jak? Co się stało?
Le4: Wasz kolega doznał urazu.
C: Jakiego urazu?
Le5: Ciężki uraz związany z przedmiotem.
M: Jakim znowu przedmiotem?
Le4: Materialnym.
M: A konkretnie?
Le4: Ciężkim. Ciężkim przedmiotem.
M: My nie jesteśmy w książce Kafki, że musicie tak owijać w bawełnę!
Le5: Takie są procedury.
C: Niby jakie?
Le4: Tajne. Ściśle tajne procedury.
Lekarze odjeżdżają z Tytusem.
M: No to wszystko jasne.
Michał wyciąga telefon, wybiera numer Pawła. Pacjentka siedząca obok łapie go za rękę.
K4: Nie ma po co dzwonić.
Michał patrzy na kobietę, kompletnie otumaniony.
M: A... jak to nie ma po co?
K4: Nie ma po co wiedzieć.
C: Jak nie ma po co wiedzieć?
K4: Bo nie ma po co dopytywać.
Michał wstaje z krzesła.
M: Skończyło się, idziemy z tąd!
Michał i Czesław udają się do wyjścia. Zatrzymuje ich szpitalna ochrona.
OS1: Stać! Nigdzie nie przejdziesz, jeden z drugim!
M: Nie ukryjecie przed nami prawdy!
Michał próbuje się przecisnąć.
OS2: Dokąd to, krasnalu?
Michał przeciska się między ochroną. Ochroniarze spoglądają na Czesława. Nerwowo się uśmiecha.
C: Panowie?
Czesław przeciska się, ucieka razem z Michałem.
OS1: Zatrzymać ich! Nie mogą zasmakować prawdy!
W pogoń za Michałem i Czesławem ruszają tajni agenci, nieskończona ilość agentów wyskakuje z krzaków.

Zakłady.
Paweł wychodzi na zewnątrz zdenerwowany.
P: Czy nikt nie ma wiedzy na ten temat?!
Szept.
?: Tutaj...
Paweł patrzy w kierunku dworca. Zakapturzony mężczyzna stoi oparty o ścianę.
ZM: Znam całą prawdę.
P: Wiesz, co się stało Tytusowi?
ZM: To też wiem. Ale posłuchaj tego. Rząd cały czas nas okłamuje. Nie pomyślałeś o tym?
P: W zasadzie to...
ZM: No pewnie, że tak! Gdyby wszystko się wydało, całe państwo by się zapadło pod ziemię! Prezydent, premier, cały rząd - wszyscy ukrywają cenną prawdę.
P: Ja tylko...
ZM: Rząd cię okłamuje! Zastanawiałeś się kiedyś nad istnieniem reptilianów?
P: Gościu.
ZM: A to nie wszystko! Spójrz w niebo, co widzisz?
P: Ptaki?
ZM: Wydaje ci się. Zobacz na to!
Mężczyzna wyjmuje z rękawa plakat z ptakiem.
P: Procesor, kamera, antena... Wszystko w środku gołębia...? Nierealne!
ZM: Jesteś podatny na manipulację, to widać! Zadam ci jeszcze jedno pytanie. Ile to dwa plus dwa?
P: No cztery!
ZM: Rząd chce, abyś wierzył, że to cztery. Rzuć okiem na to!
Wyciąga kolejny plakat. Paweł przegląda dowód na równanie.
P: Przecież nie dzieli się przez zero, skoro a jest równe b, nie podzielisz przez a odjąć b!
ZM: Myślenie pozapudełkowe! Do czego usiłuję dojść?
Paweł zamyśla się.
(P: Pieprzy większe kocopoły, niż nafurany Daniel.)
ZM: Dochodząc do fundamentalnej konkluzji - kto kieruje rządem?
Zanim mężczyzna może powiedzieć, zostaje powalony na ziemię przez agenta. Paweł obraca się, zostaje uderzony kolbą karabinu.

Nieznane miejsce...
Chłopaki siedzą w celi. Tytus ma na głowie bandaż.
C: Gdzie my jesteśmy?
M: W celi, ciućmoku.
P: Od kiedy w więzieniu się siedzi za prawdę?
Strażnik otwiera celę.
SW: Do sali przesłuchań.
Cała czwórka udaje się do sali przesłuchań. Przed biurkiem siedzi tajemniczy mężczyzna.
?: Głupi wy. Wierzyliście, że odkryjecie prawdę.
C: Dopiero co przeżyliśmy spotkanie z jednym antagonistą!
M: Kim jesteś?
?: Waszym największym koszmarem, kogo się spodziewaliście? Wróżki zębuszki?
P: Czego od nas chcesz?
?: Czego chcecie się dowiedzieć?
P: Chcemy się dowiedzieć prawdy. Gadaj!
?: Gdzie wasze maniery? Czuję się urażony.
Chłopaki zostają otoczeni przez strażników.
?: Nauczcie ich trzymać język za zębami, kiedy tego wymaga sytuacja.
Mężczyźni biją chłopaków, widok na tajemniczego mężczyznę przed biurkiem.
?: Będziecie dalej fikać?
Wszyscy kręcą głowami.

Sala przesłuchań.
Mężczyzna opiera się o blat.
?: Czym dla was jest prawda?
Cała czwórka patrzy prosto w obiektyw, niczym zahipnotyzowani.
P: Prawda jest tym, co zostało podpisane przez rząd.
M: Prawda istnieje wyłącznie w liczbie pojedynczej. Wszystkie pozostałe to dezinformacja.
C: Prawda jest zbyt cenna, żeby zostawić ją ludziom.
Tajemniczy mężczyzna lekko się uśmiecha, spod kaptura wystaje kawałek twarzy.
?: Dalej.
Zbliżenia na twarze chłopaków.
M: Prawda jest spokojem.
P: Prawda jest porządkiem.
C: Prawda jest zgodą. A zgoda prawdą.
M: Porządek jest zgodą, sprzeciw jest błędem.
C: Błąd jest wyborem.
P: A wybór został dokonany.
Tytus po krótkiej chwili się odzywa.
T: Prawda... jest dziwna. Wszyscy chcą ją posiadać, jak miejsce parkingowe. A ona nie chce być posiadana. Może jest jak ptak? Kiedy się z nią zgadzasz, odlatuje. Kiedy się z nią sprzeczasz, siada ci na głowie.
Pozostali patrzą ze zdziwieniem.
T: Może to dlatego wszyscy chodzą tacy źli. Prawda może być pytaniem, która udaje odpowiedź, żebyśmy się nie nudzili. A może człowiek, który leży w szpitalu połamany dalej wierzy, że jutro będzie lepiej. Bo jeśli to nie jest prawda, to szkoda.
Mężczyzna się śmieje.
?: Bardzo dobrze. Eksperyment przebiegł pomyślnie.
M: Jaki eksperyment?

Biurko.
Mężczyzna przysuwa się bliżej, z cienia wyłania się Reżyser.
P: To ty?
R: To ja! Prawda potrafi nieludzko zaskakiwać, widzicie? To było tak - od kilku nocy chodził mi po głowie eksperyment społeczny. Tam był dystopijny świat zakłamania. Ten świat zakłamania, w którym prawda... mija się z prawdą samą w sobie!
M: Który już raz z kolei przechodzisz kryzys egzystencjalny?
R: Tu cię zaskoczę, bo to nie był kryzys, w żadnym wypadku!
M: Za bardzo zagłębiłeś się w surrealizm, wypłyń w końcu na powierzchnię!
R: Dobra książka jeszcze nikomu krzywdy nie wyrządziła.
P: Nie wyrządziła, ale twój eksperyment owszem!
Michał potrząsa Tytusa.
M: Jego umysł został poważnie spaczony!
R: Dajcie mu odsapnąć, wróci do normalności w przeciągu kilku dni.
C: A co z nami?
Reżyser spogląda na zegarek.
R: Wasz czas dobiega końca. Ja mam na głowie kilka ważnych spraw. Panowie, odprowadźcie ich do wyjścia.
Strażnicy odprowadzają chłopaków. Reżyser podnosi z biurka książkę, czyta.

Na zewnątrz...
Chłopaki wychodzą z rządowego budynku. Strażnicy wracają do środka.
C: Szczerze? Cieszę się, że już nie będą nam wpychali tej całej "prawdy" głęboko do gardeł.
P: Obawiam się, że nie wrócimy szybko do normalności.
C: Czemu to?
P: Wszyscy kłamią! Rząd kłamie, media kłamią-
M: Nie zaczynaj! Dosyć się już dziś nasłuchałem.
P: Ale to prawda! Rozejrzyj się!
Na ulicy widnieją różne plakaty.
M: Szampon do włosów, włosy gęstsze o 95% w ciągu tygodnia...
C: Kredyt, zero prowizji...
P: Darmowe pożyczki.
M: No, kłamstwo! Zobacz lepiej na telewizor!
Chłopaki spoglądają na telewizor w sklepie. Premier wygłasza przemowę.
Pm: Szanowni obywatele, to się musi skończyć! Musimy posprzątać syf, który zostawił poprzedni rząd! Obiecujemy poprawę jakości służby zdrowia, odchudzimy ministerstwa, a przede wszystkim obniżymy podatki!
Michał gestykuluje.
M: Obiecać, a czynić - zasadnicza różnica.
P: A ten twój prezydent niby lepszy? Czy on kiedykolwiek powiedział cokolwiek mądrego?
C: Dość polityki! Nie możemy nadwerężać biednego umysłu Tytusa. Chodźmy na chatę.
Wszyscy idą. Tytus na chwilę wraca.
T: Co jest prawdą, a co nie? Nasłuchałem się, aż głowa mała.
Iris out.

Koniec odcinka 14.