Odcinek 13

Ostateczne starcie

Środek lasu.
W oddali stary budynek. Chłopaki przemierzają gęsty las. Szelest krzaków.
T: To jest to miejsce?
P: Tak, Tytus. Już niedaleko.
M: Strefa Jeden?
P: Tak.
W oddali stoi Kumoter. Rozmawia przez krótkofalówkę.
Ku: Widzę ich.
(Tw: Świetnie. Znikaj, zanim cię zobaczą!)
Paweł zauważa Kumotra. Wysoki mężczyzna w płaszczu ucieka.
P: Widzieliście go?
T: Kogo?
Drzwi do budynku się powoli otwierają. Chwila ciszy.
C: Wchodzimy?
M: A mamy inne wyjście?
P: Nie mamy.
Chłopaki wchodzą do budynku.

Strefa Jeden.
Chłopaki przemierzają korytarz.
C: Czujecie to?
M: Co, spierdziałeś się?
C: Nie! Taki dziwny zapach.
?: Zapach zemsty.
Złowieszczy głos niesie się po korytarzu.
M: Chyba już wiem, kto za tym stoi.
P: Kto?
Twórca wyłania się z cienia.
Tw: Tak, to ja. We własnej osobie.
P: Dlaczego nas tu ściągnąłeś? Tłumacz się!
Tw: Myśleliście, że wytrzymacie długo na tej ziemi? Od kiedy przedostaliście się do rzeczywistości, straciłem całą wenę! Nie miałem co tworzyć, w ogóle nie-
(M: Jest tu opcja pominięcia tego monologu?)
(P: Guziczek na dole.)
Tw: Czy wy serio myśleliście, że wam się upiecze?
Michał wyciąga rękę przez ekran, wciska przycisk i pomija monolog Twórcy.

Korytarz.
Twórca wyciąga zza pleców dwie maczety. Jego oczy świecą się złowieszczą żółcią. W tle muzyka psytrance.
Tw: It's showtime.
P: Do boju!
Twórca wymachuje maczetami.
C: Ja się nim zajmę!
Czesław staje do walki z Twórcą, szybkim chwytem wytrąca jedną maczetę. Wbija się w ścianę. Czesław posyła Twórcę na ziemię.
Tw: Tylko na tyle cię stać?
Twórca rzuca maczetą w kierunku Czesława. Spowolnione tempo, maczeta siecze jego bluzę. Ostrze przelatuje między głowami Michała i Pawła, wbija się w szafę. Drzwi się otwierają, w szafie karabin.
M: Zajebiście!
Michał oddaje strzały, Twórca używa telepatii i przyciąga do siebie maczety. Siecze kule w zawrotnym tempie.
M: Co do diabła?!
Twórca śmieje się histerycznie.
Tw: Dokładnie, diabła! Jestem jebanym demonem, wszyscy wylądujecie pod moim butem!
Twórca robi fikołki w kierunku schodów, ucieka.
P: Zbiegł!
T: Za nim, chłopacy!
Chłopaki biegną na piętro.

Pierwsze piętro.
Twórca stoi z tajemniczym guzikiem w ręku.
Tw: Gotowi na drugi etap?
T: Chłopacy, co on tam trzyma?
Tw: To taka zabaweczka. Obczaj to!
Twórca wciska guzik. Przed chłopakami pojawia się zahipnotyzowany człowiek. Powoli podchodzi do chłopaków.
Tw: Moja kreacja to nie byle gówno, ten hipnosługus jest moim narzędziem do zabijania!
P: W jaki sposób? Wlecze się, jak mucha w smole!
Hipnosługus uderza Pawła, aż upada.
C: Paweł! O nie, poślemy cię do grobu!
Czesław rzuca się na hipnosługusa, po jednym uderzeniu rozsypuje się w pył. Paweł wstaje.
Tw: Szybko wam poszło. Nie martwcie się, mam ich w zanadrzu dużo więcej!
Twórca wciska przycisk kilkadziesiąt razy, przyzywa kilkudziesięciu hipnosługusów.
Tw: Czekam na górze!
Twórca wlatuje na drugie piętro.
(HS1: Zabić... Zabić!)
Zejście na parter zostaje zablokowane.
P: Cholera... już po nas.
T: Chłopacy!
M: Co?
T: Latająca książka!

W rogu korytarza unosi się książka.
Tytus biegnie w kierunku latającej książki.
M: Ty nie umiesz czytać, daj spokój!
T: Hi... hi, hi... hiiiiii... pnoza! Hipnoza dla początkujących!
M: Pokaż to.
Michał podnosi książkę.
M: Hipnoza dla początkujących! Tytus, ty geniuszu! Uratowałeś nas!
Michał atakuje hipnosługusów, bije ich książką.
C: Michał, nie!
Czesław odbiera książkę.
C: Pomyśl, no pomyśl!
M: Nie ma czasu na głupie myśli, jesteśmy otoczeni!
C: Co zawiera książka?
M: Słowa?
Paweł podbiega do Czesława i Michała.
P: Szukajcie zaklęcia!
Czesław przewraca kartki.
C: Mam coś! Revertia... Lumina?
Zaklęcie jest bezskuteczne.
C: Yyy... Revertia Lumina!
Zaklęcie nadal nie działa.
P: Coś tu pisze!
Paweł czyta drobny druczek.
P: Zaklęcia mogą być użyte tylko przez kieszonkowego czarnoksiężnika. Aby zamówić czarnoksiężnika, zadzwoń pod numer 0-700 7... A do dupy ta książka!
Paweł rzuca książkę w tłum hipnosługusów.

Książka ląduje w tłumie.
Z książki wyłania się czarnoksiężnik kieszonkowych rozmiarów.
KC: Halo, halo! Ja was wołam! Otacza mnie potworna niedola!
Tytus podbiega i podnosi czarnoksiężnika z ziemi.
KC: Rzuć mnie w łapy kumpla swego, nasz los zależy od tego!
T: Czesiek, łap!
Tytus rzuca czarnoksiężnika w ścianę obok Czesława. Tytus zostaje zaatakowany przez tłum.
KC: Ach jak boli, ach jak boli! Będę tydzień leżał w koi!
Czesław podnosi czarnoksiężnika.
C: Czarnoksiężniku, potrzebujemy twojej pomocy!
KC: Słucham cię mój kompanie, twe życzenie-
C: Nie ma czasu na rymowanki! Musisz uratować naszego kolegę!
KC: Zatem chciałbym was przeprosić, już zabieram-
M: Skończ żesz pieprzyć, mów zaklęcie, albo skończysz na mej pięcie!
Czarnoksiężnik zagląda do książki.
KC: Revertia Lumina, Revertia Lumina! Niech hałastra będzie czysta!
Hipnoza zostaje zdjęta z tłumu.
HS2: Co się stało?
HS3: Gdzie ja jestem?
P: Zadziałało, dziękujemy ci! Dziękujemy niezmiernie!
Czarnoksiężnik wyciąga swój latający dywan.
KC: A że mój czas dobiegł końca, będę leciał w stronę Słońca!
Czarnoksiężnik robi dziurę w ścianie, wylatuje z budynku.
C: No tego jeszcze nie grali, kieszonkowy dziadyga.
T: Chłopacy...
Tytus leży na ziemi, jest ranny.
P: Żyjesz?
T: Idźcie beze mnie.
P: Nie zostawimy cię!
Do Tytusa podchodzi kobieta.
HS4: Jestem pielęgniarką, zajmę się nim.
C: Dziękujemy.
P: Chodźcie, nie ma czasu!
Paweł, Czesław i Michał kierują się w stronę drugiego piętra.
D: Czekajcie! ¡Oye!
Paweł się obraca.
P: Diego? Co ty tu robisz?
D: Tu jest zbyt groźnie, w tres sobie nie poradzicie.
M: Przydasz się, chodźmy na górę.
D: ¡Vamos!
Biegną na górę.

Drugie piętro.
Paweł, Czesław, Michał i Diego dostają się na kolejne piętro.
P: O cholera jasna!
Na końcu korytarza czeka Twórca. Z jego pleców wystają skrzydła, z głowy rogi. Kamerowy lot do tyłu, cały korytarz jest zaminowany. Na ścianach znajdują się działka i wyrzutnie rakiet.
Tw: Szybcy jesteście.
D: Zabieraj się od moich muchachos! ¡Tu... gringo!
Tw: Poczujcie ten diabelski gniew!
Twórca charczy niczym diabeł, wyciąga rękę w kierunku chłopaków.
C: Nie jest dobrze.
Działka odwracają się w kierunku chłopaków, strzelają.
P: Kryć się!
Chłopaki kryją się za ścianą.
C: Co robimy?!
P: Ktoś musi się poświęcić, nie ma opcji!
D: Ja to zrobię!
P: Nie!
Diego wychyla się, Paweł łapie go za kaptur.
P: Chcesz, by cię podziurawiło, niczym szwajcarski ser?!
D: Ktoś musi! ¡Suéltame!
Diego wyrywa się z uchwytu Pawła.
Tw: To co, który na pierwszy ogień?
Diego wychodzi zza zasłony. Pewnym krokiem przechodzi między minami bez problemu. Działka nie strzelają w jego kierunku.
P: Jak on to robi?
M: Musi być niewykrywalny. Nie jest jego celem.
Tw: Co nie znaczy, że go oszczędzę!
Twórca ręcznie kieruje działka w kierunku Diego.
Tw: Ognia!
Diego biegnie przez działka i pole minowe.
D: ¡Mierda!
Diego unika kul.
D: ¡Ay! ¡Oh! ¡Caramba!
Tw: Osz ty! Więcej mocy!
Działka strzelają jeszcze szybciej. Diego się nie ugina. Zbliżenie na twarz Diego.
D: Esto es para ti, mamá...
Tw: Co jest?! Ruskie szajsiwo z demobilu! Najwyższy bieg!
Działka strzelają najszybciej, jak to możliwe. Zaczynają się przewracać, rzucają się po całym korytarzu.
D: Kryć się, chłopaki!
Spowolnione tempo. Diego rzuca się w kierunku Twórcy, za nim wybuchają miny. Chmura dymu przysłania korytarz.
P: Diego...?
Sylwetka Diego stoi w chmurze dymu.
D: Na górę, to już ostatnie piętro!
Chłopaki biegną na górę.

Trzecie, ostatnie piętro.
Tytus siedzi na ostatnim piętrze. Jest napakowany, dużo wyższy, niż przedtem.
P: Tytus, tu jesteś! Dlaczego... jesteś taki napakowany?
T: Dostałem sterydy od tej babki, Pawi!
Tw: Och, chłopaki!
Wszyscy obracają się w kierunku Twórcy.
Tw: Ostatni etap naszej walki. 1v1!
M: Jest nas pięciu, polegniesz jak stara sucz!
Tw: Morda! Bronie macie w skrzynce.
Twórca siada za działkiem.
Tw: Macie 15 sekund.
P: Nie ma opcji, niesprawiedliwa przewaga!
C: Uzbrajamy się!
Wszyscy przeszukują skrzynkę. Paweł wyciąga karabin, Czesław i Michał pistolety maszynowe.
D: Elegante.
Diego wyciąga obrzyn.
P: Tytus, rakietnica!
Tytus dostaje wyrzutnię rakiet.
Tw: Koniec czasu! Dzień sądu nadchodzi, skurwysyny!
Twórca strzela z działka. Obok niego siedzi Kumoter, przy sąsiednim działku.
Ku: Hej, to ja miałem powiedzieć "Dzień sądu nadchodzi"!
Tw: Jesteś tylko egzekutorem, zamilcz!
Ku: Tak, tak, bla, bla. To ja jestem chłopcem od brudnej roboty.

Twórca ostrzeliwuje chłopaków.
(Tw: Podoba wam się ten kosmiczny rozpierdol?!)
C: Nasze dni są policzone!
D: Gdzie wasza motywacja, tipos? To ostatni etap!
P: Ma rację. Podnosić dupy, strzelać!
Każdy się po kolei wychyla, oddaje strzały. Twórca siedzi przy działku, popija piwo.
Tw: Mogę tak cały dzień. Wyłazić, a nie się chowacie! Jak cipki!
T: Nikt mnie nie będzie nazywał cipką!
Tytus podnosi z ziemi skrzynkę, rzuca w kierunku Twórcy.
Tw: Na ziemię!
Twórca i Kumoter rzucają się na ziemię. Skrzynka roztrzaskuje się na ścianie obok.
P: Z rakiety ich, póki leżą!
Tytus wystrzeliwuje rakietę. Twórca w ostatniej chwili się chowa.
T: Dupa!
P: Naprzód!
Chłopaki nacierają.
Tw: No i machina ruszyła, w końcu!
Twórca zostaje trafiony w nogę.
Tw: Szlag!
Twórca strzela przed siebie.
M: Nacierać na szmatę!
Kumoter odchodzi od działka.
Ku: Robi się zbyt gorąco. Na razie, szefie.
Tw: A ty dokąd?!
Ku: Zapomniałem ogarnąć żonie lody.
Tw: Ty judaszu!
Twórca zostaje trafiony, wypada z działka. Kumoter wychodzi na dach.
D: Teraz, Tytus!
T: Nie mam rakiet!
M: Granat!
Michał rzuca granat w kierunku Twórcy. Eksplozja wyrzuca go na dach budynku.
P: Za nim, nie dajcie mu uciec!
Wszyscy biegną na dach.

Dach Strefy Jeden.
Ciało Twórcy leży na dachu.
P: Mamy go, załatwiliśmy gnoja!
Ciało porusza się.
M: Wykrakałeś!
Z ciała Twórcy wyłania się demon, Gilgamesz. Wszyscy patrzą z przerażeniem.
Gi: Jam jest Gilgamesz, wysłannik samego Belzebuba. Moje przeznaczenie od początku było jasne - nie zostawić niespalonej nici na tym świecie, oraz wszystkim, co po nim stąpa. To nie będzie ostatni raz, kiedy się spotkamy, śmiertelnicy. Jesteście jedynie robalami, chodzącymi po tej obrzyganej ziemi. Rozdeptam was, zmiażdżę i wyślę w czeluści świata podziemnego! Zamierzam-
CK: Vas Constringo!
Wszyscy obracają się w kierunku czarnoksiężnika. W ręku trzyma słoik.
CK: Wyślij bestię do słoja wiecznego!
Gilgamesz zostaje pomniejszony i zamknięty w małym słoiku.
Gi: Jak śmiecie, śmiertelnicy?! Zapłacicie za ten brak szacunku do Pana Ciemności!
Paweł patrzy na słoik. Gilgamesz krzyczy piskliwym głosem i uderza w ścianki słoika.
P: Co z nim zrobimy?
M: Wyrzuć w cholerę.
Wszyscy stoją w ciszy.
T: Chłopacy!
Wszyscy obracają się w kierunku Tytusa.
T: Wygraliśmy!
M: Wygraliśmy i co?
P: Twórca nie żyje, co my tym osiągnęliśmy?
Diego coś czuje.
D: Czuję gaz!
P: To miejsce zaraz wybuchnie, na dół! Wszyscy na dół!
Chłopaki uciekają. Gilgamesz się śmieje.
Gi: Wasza przygoda jeszcze się nie skończyła. Nie otrzymałem swojej nagrody!

Pod budynkiem.
Chłopaki wybiegają ze Strefy Jeden.
M: Szybciej, to miejsce nas pochłonie!
Pod budynkiem stoi furgonetka firmowa.
To: Chłopaki, wsiadać!
Chłopaki wsiadają do furgonetki.
De: Co wy właściwie robiliście w środku nocy pod tym budynkiem?
M: Nieważne, jedź!
Furgonetka odjeżdża.
T: Chłopacy, a gdzie Diego?
P: Stop, stop! Diego został!
Widok na budynek. Diego stoi w miejscu, za nim eksplozje.
D: No me olvides.
Diego lekko się uśmiecha, zostaje pochłonięty przez eksplozje. Widok z furgonetki. Paweł krzyczy i uderza w tylne drzwi.
P: Diego! Nie!
Paweł zakrywa twarz.
P: Nikomu nic nie zawinił...
Czesław obejmuje ręką Pawła.
C: Wiemy. Wszyscy go kochaliśmy.
Chłopaki się obejmują, wszyscy płaczą. Widok na płonący budynek. Kumoter podchodzi pod budynek.
Ku: No? To kabum.
Reżyser podbiega pod budynek.
R: Straciliśmy go, straciliśmy! Dlaczego go nie próbowałeś zatrzymać?!
Ku: Ej, to nie moja wina! Wiń Scenarzystę, to on wymyślił ten odcinek.
R: Mój brat nie żyje! Mój brat, kuźwa!
Przed Reżyserem i Kumotrem ląduje błękitna bluza Diego. Kumoter podnosi bluzę.
Ku: Błękitna bluza. Czuję ostry zapach siarki oraz ostry sos tabasco.
R: Nadświadomi stracili kolejnego członka... Wynoszę się z tąd, nie wytrzymam!
Reżyser odchodzi szybkim krokiem.
Ku: Na mnie pora. Co ja miałem...? W mordę, zapomniałem. Żona mnie w końcu zabije.
Kumoter powolnym krokiem odchodzi.

Cmentarz.
Trumna Diego zostaje opuszczona do ziemi. Członkowie rodziny rzucają ziemią w wieko trumny.
RD1: Se nos fue muy joven.
RD2: ¡Qué tragedia!
Chłopaki stoją nad trumną, łzy w oczach. Członek rodziny wbija krzyż z tabliczką "Diego Fernández Dávila, 1998-2024". Ksiądz staje nad zasłaniającą się trumną.
MKs: Dale, Señor, el descanso eterno. Que descanse en paz.
Chłopaki stoją nad grobem.
M: Wygrana słono kosztuje.
P: My zapłaciliśmy jedną z najwyższych cen. Straciliśmy naszego ukochanego przyjaciela.
C: Świat już nigdy nie będzie taki sam.
P: Nie będzie. Możemy tylko odbudować samych siebie.
Paweł obejmuje pozostałych. Wszyscy patrzą w kierunku zachodzącego Słońca. Fade to black.
R: Pewien etap ich życia dobiegł końca. Kochajcie bliźniego za życia, gdyż nigdy nie wiecie, kiedy nadejdzie ich koniec.

Koniec odcinka 13.