Odcinek 1

Geneza

Stara kamienica w Santa Santanie.
Kamerowy lot na okno. Przed biurkiem siedzi Twórca. Na biurku butelka wódki. Na ekranie program do animacji, w programie narysowane cztery postacie. Twórca bierze łyk z butelki, z hukiem odstawia na biurko.
Tw: Na dzisiaj koniec.
Twórca odchodzi od biurka, wyłącza monitor i opuszcza pokój. Ekran monitora zaczyna migać. Słychać głosy.
C: Robimy to?
T: Ale co?
M: Wychodzimy, czy nie?
P: Najwyższa pora.
Pierwszy ekran opuszcza Paweł. Ciemne włosy, ubrania metalowca.
P: No dalej, wychodzić!
Ekran opuszczają pozostałe trzy postacie: Michał, Czesław i Tytus. Ostatni z nich potyka się.
M: Wstawaj!
Michał podnosi Tytusa z ziemi. Tytus otrzepuje się.
C: No, to co teraz?
P: Wychodzimy.
Paweł podchodzi do drzwi salonu - zamknięte.
P: Szlag.
Słychać kroki za drzwiami.
M: Kryć się!
Michał chowa się za firaną. Paweł i Tytus za drzwiami, Czesław pod biurkiem. Twórca otwiera drzwi - rozgląda się, wychodzi. Tym razem ich nie zamyka. Paweł wychyla się zza drzwi, wyprowadza innych z salonu.

Drzwi wejściowe.
Paweł i Michał nadchodzą z lewej. W drzwiach klucz. Michał podchodzi do nich.
P: Ostrożnie, nie chcemy go obudzić.
Słychać cichy, radosny śmiech. Tytus i Czesław patrzą na śpiącego Twórcę. Zwinięty w kulkę na łóżku. Michał odciąga ich od sypialni. Paweł szamocze się z drzwiami, nie może ich otworzyć.
M: Ciszej! Bo go obudzisz, dupo wołowa!
Tw: Ej!
Twórca przyłapuje postacie na próbie ucieczki. Cała czwórka patrzy na niego kamiennym wzrokiem. Czesław ostrożnie uchyla drzwi, reszta powolnym krokiem wychodzi. Czesław za nimi. Po chwili wraca, zamyka drzwi.
Tw: Może i jestem nahukany, ale na pewno nie głupi!
Twórca przykłada rękę do czoła.
Tw: Co oni mi sprzedali w ogóle? Nigdy więcej nie brać afgańskiego bimbru na bazarze ze skarpetami.
Twórca prycha, odchodzi mamrocząc pod nosem.

Na ulicy...
Chłopaki przechadzają się ulicą.
T: Chłopacy, co teraz?
P: Szukamy informacji.
M: Gdzie ty chcesz szukać informacji? Jesteśmy centralnie w środku zadupia!
P: Tego właśnie szukamy, a teraz - shut up, idziemy.
M: Sam shut up, frajerze cwelasty.
C: Dość! Widzę ratusz.
Czesław wskazuje na stary ratusz. Przy ratuszu punkt informacji.
T: Zobaczcie, tablica informująca!
Wszyscy idą pod tablicę. Tytus próbuje przeczytać tekst.
T: W... wy... jadę... nie- niecz... czekanie! Wyjadę nieczekanie!
C: Wynajmę mieszkanie. Pokażcie to.
M: Kto wynajmuje?
C: Jakaś babka. Magda Stępień.
M: Czynsz?
P: Nieznany.
Paweł wyciąga telefon.
P: Dzwonimy.
Paweł wybiera numer, kręci się wokół z telefonem. Pozostali rozglądają się po okolicy.
P: Dzień dobry, rozmawiam z panią Magdą?
Ma: Tak, to ja.
P: Dzwonimy w sprawie mieszkania. Jesteśmy zainteresowani wynajmem mieszkania.
Ma: Oczywiście, wynajem dla ilu osób?
P: Cztery osoby. Ja i koledzy. Mam nadzieję, że to nie będzie problem.
Ma: Żaden problem. Dwa pokoje i salon powinny wam wystarczyć. Moja siostra chętnie przyjmie któregoś z was do pokoju.
Czesław podchodzi do Pawła.
C: A ładna jest chociaż?
P: Won! Imbecyl.
Ma: Raczej się dogadacie. Andżela jest otwarta na ludzi, tylko trochę nieśmiała.
P: Dobrze, dziękujemy. Przyjdziemy za jakieś 20 minut.
Ma: Do usłyszenia.
Paweł rozłącza się.
P: No to co? Komu w drogę, temu czas.
Chłopaki ruszają w drogę.

Kilkanaście minut później.
Chłopaki są w drodze. Paweł lekko się śmieje.
P: "A chociaż jest ładna", Czesiek, to nie tak się robi. Ty nie umiesz w te klocki.
C: No a ty niby umiesz? Ty się nie znasz na tych sprawach. Nie nadajesz się do związków, jesteś płytki, chłopie!
P: No a tobie się niby udaje? No sory bardzo, ale ja to przynajmniej mam ten game!
C: Mhm, ciekawe jaki.
P: Mam i koniec.
C: O co ci chodzi, co twoim zdaniem przekreśla moje szanse na randeczkę?
P: Mam się rozkręcić? Po pierwsze primo, odpuść sobie te mizerne podrywy rodem z książki Neila Straussa! Po drugie primo, zadbaj o siebie, chłopie! Zgól ten koper, ubieraj się jak człowiek, wyglądaj nienagannie! A po trzecie prim-
T: Chłopacy! Minęliśmy kamienicę!
M: Zawracamy.
Michał podchodzi do domofonu.
M: Szóstka, tak?
Michał wciska numer 6. Ze słuchawki dobiega głos sąsiada Magdy.
JR: Tu jesteś, słodziaku. Ileż można było czekać? Przyniosłeś wazelinkę?
Michał rozłącza się z obrzydzeniem.
M: Co za ludzie mieszkają po tych blokach? Pederaści zasrani.
C: Michu, pod piątkę dzwoń!
Michał wciska numer 5.
T: Czyj stary?
P: Co?
T: No po drugiej stronie słuchawki!
Paweł przewraca oczami.
M: Pani Magdo, to my. Chłopaki od mieszkania.
Drzwi na klatkę się otwierają.
Ma: Chodźcie śmiało.
Cała czwórka wchodzi do budynku.

Mieszkanie Magdy.
Pukanie do drzwi. Gospodyni idzie do drzwi, jedynie w ręczniku.
Ma: Jedną sekundkę, poczekajcie!
Magda otwiera drzwi.
Ma: Szybko przyszliście.
Czesław wybałusza oczy.
P: Lepiej szybciej, niż wcale, prawda? Swoją drogą, Paweł jestem.
Paweł ściska dłoń Magdy. Przedstawia swoich kolegów.
P: Koledzy: Tytus, Czesiek, Michał. Możemy wejść?
Ma: Ależ proszę, co będziecie czekać?
Paweł, Tytus i Michał wchodzą. Po chwili Michał ciągnie Czesława do środka.
M: Chodź!

Przedpokój.
Ma: Dajcie mi kilka minut. Rozgośćcie się, czym chata bogata.
Magda wraca do łazienki. Czesław szepcze do pozostałych.
C: Ej, widzieliście?
M: Niby co?
C: No, te...
Czesław klepie się po swojej klatce.
C: Tatas?
P: A od kiedy ty tak po hiszpańsku nawijasz?
C: A... bo według miejskiej informacji w mieście mieszka pokaźna mniejszość hiszpańska. Chcę się wczuć w ten klimat, okej?
Paweł i Tytus lekko się śmieją.
P: Jak uważasz, José de México.
M: Uważaj, bo ci wąsidło wyrośnie i przybędą kapelusz i marakasy.
Tytusowi burczy w brzuchu.
T: Chłopacy, głodny jestem...
M: To sobie weź coś z lodówki!
Tytus wchodzi do kuchni. Po dwóch sekundach wraca, wystraszony.
P: A tobie co? Kostuchę zobaczyłeś?
T: Gorzej... wampira!
Pozostała trójka zagląda do kuchni.
M: To żaden wampir, to musi być ta siostra.
Paweł lekko się uśmiecha.
C: A nie mówiłem?
P: W baniaka chcesz?
C: Wyluzuj, macho manie. Idź do niej zagadaj.
Czesław obraca się w stronę salonu.
C: Tytus!
T: Ja tam nie wracam, nie ma mowy!
C: To siedź na dupie! Żaden problem.

Kuchnia.
Andżelika siedzi na krześle, słuchawki w uszach. Paweł spokojnym krokiem podchodzi do niej.
P: Siemanko. Musisz być Andżela.
Andżelika podnosi głowę, uśmiecha się na widok Pawła.
A: Hej, nowy lokator?
P: Paweł jestem. Coś ciekawego na słuchawkach?
A: Type O Negative. Słuchałeś?
P: Słuchałem trochę. Ale szczerze? Wolę metal. Alt metal, ten pogardliwie nazywany dad rockiem.
Czesław krzyczy z salonu.
C: To jak Pawi, udało się? Król złoty zamoczył?
P: Morda, buło dęta! Pornuska sobie włącz!
Paweł wzdycha.
P: Szarpidrut niewyżyty...
A: Możesz go trzymać z dala ode mnie?
P: Postaram się, nie obiecuję.

Salon.
Chłopaki siedzą na kanapie. Tytus gra na DSie, Czesław i Michał oglądają telewizję. Przełączają między kanałami.
M: Nie ma nic ciekawego, gówno jakieś.
Czesław w końcu wskazuje na telewizor.
C: Patrz, Top Gear!
M: Coś ciekawszego?
C: Wyspa miłości?
M: Coś JESZCZE ciekawszego?
C: Rodzina Falseto?
Michał na chwilę się zatrzymuje. Kiwa głową.
M: Idę po pićko, nie grzeb przy TV.
Michał wychodzi, Czesław przegląda kanały dalej. W końcu trafia na serial dla dorosłych. Na ekranie kobieta w bikini.
C: Hehe, moje ukochane...
Czesław całuje powietrze. Paweł i Andżelika nagle wchodzą do pokoju.
P: Tytus! Nie przy dzieciach!
Na kanapie siedzi tylko Tytus.
P: Co ty odpieprzasz w ogóle? Chcesz, abyśmy wylecieli z lokum na zbity pysk?
T: To nie ja, to Czesiek był!
P: Akurat, jego tu nie ma.
T: Schował się, za kanapę!
Tytus klepie Czesława po głowie, Czesław wyłania się z głupim uśmiechem.
P: Mój Boże, banda baranów normalnie, zostawić was na pięć minut samych...
Michał wraca z kuchni, mija wychodzących Pawła i Andżelikę.
M: Mówiłem, żebyś nie przełączał, mamejo!
Michał próbuje zabrać pilota, szamocze się z Czesławem.
C: Zejdź ze mnie!
Czesław i Michał szamoczą się, przewracają się na statyw. Kamera upada, ekran pęka.
M: No to pięknie się ten serial zaczyna. Bezmózgowe pojebusy...

Salon Twórcy.
Smutny Twórca leży na kanapie.
Tw: Oj biada... Co ja teraz zrobię? Nie mam na nic pomysłu. Moje jedyne kreacje... uciekły!
Twórca podnosi się z kanapy.
Tw: Ja już chyba wiem, co zrobię.
Montaż: Twórca ubiera kurtkę wojskową. W tle heavy metal. Ubiera wysokie buty. Staje przed lustrem, chce przemyć twarz wodą kolońską. Kilka kropel wody dostaje się do jego oczu. Muzyka się urywa.
Tw: Moje oczy! Kurwaaaa!
Twórca pakuje kilka rzeczy do plecaka, zapina plecak. Wyciąga zabawkowy karabin typu nerf. Muzyka urywa się jeszcze raz.
Tw: Zaraz, czy ja go naładowałem?
Sprawdza broń.
Tw: Kurka rurka, właśnie nie.
Twórca wraca się po piankowe naboje.
Tw: Tutaj są!
Koniec montażu, Twórca staje przed lustrem.
Tw: No? Młody człowieku, dziś jest ten dzień. Dzień, w którym wyruszysz w niezwykle groźną przygodę. Cel jest jeden - odnaleźć chłopaków. W prawo zwrot!
Twórca zwraca się w prawo, spuszcza powietrze.
Tw: Marsz!
Twórca opuszcza mieszkanie.

Salon.
Magda rozmawia z chłopakami.
Ma: Naprawdę, kochana jest, jak nie wiem! Zawsze mnie wspierała w najcięższych chwilach, całe technikum w jednej ławce!
P: Gdybym ja tylko kogoś miał... Tak to wszyscy mnie mieli w dupie. No, może poza chłopakami.
A: Ludzie to fałszywcy. Mnie uważali za straszydło.
Paweł spogląda na Andżelikę z uśmiechem.
P: Ja nie uważam.
Ma: Dobra, kto chce tosty?
Wszyscy podnoszą ręce.
T: Ja pomogę!
Tytus i Magda wychodzą z salonu. Michał marszczy brwi. Czesław go szturcha.
C: No, o co biega? Coś ty taki smutas?
M: Szturchnij mnie jeszcze raz, a nie będziesz miał już czym szturchać.
C: Okej, Jezu...

Kuchnia.
Wszyscy jedzą kolację. Za oknem wczesny zmierzch.
P: Szczerze? Podoba mi się tu. Jakoś weselej.
C: I żarcie dobre.
A: Zobaczcie na Tytusa, jak wpierdziela łapkami, jak królik!
Tytus je tosty, jeden za drugim.
Ma: Chyba mu posmakowały.
Wszyscy się śmieją. Andżelika ziewa.
A: Jestem trochę zmęczona, ktoś też idzie?
P: Ja bym się w sumie położył. Mogę u ciebie? Rozwalę się na podłodze.
A: Co ty, głuptasku. Śpimy w jednym łóżku.
Paweł szczypie się w rękę.
P: Ja nie śnię...
A: Nie śnisz, głupciu. No chodź.

Sypialnia Andżeliki.
Andżelika prowadzi Pawła do pokoju. Łóżko pościelone, kołdra czerwono-czarna w czaszki.
P: Hihi, słodkie.
A: Zabójczo słodkie.
Paweł pokłada się do snu.
A: Posłuchamy czegoś przed snem? Kupiłam ostatnio album Breaking Benjamin.
P: Czemu nie?
Andżelika wyciąga odtwarzacz CD z szafy.
P: Old-schoolowa dziewczyna.
A: Jak widać.

Salon.
Czesław i Michał śpią na kanapie. Tytus zajmuje fotel obok. Czesław przewraca się na bok, obejmuje Michała na łyżeczkę. Mamrocze we śnie. Michał otwiera szeroko oczy i uderza Czesława z plaskacza.
M: Zabieraj się od mojej dupy!
Kamera wylatuje przez okno, ujęcie na kamienicę i śpiących chłopaków. Znad budynku wyłania się księżyc.
Ks: Dobranoc, pchły na noc! Karaluchy pod poduchy, no już! Do spania!
Lot kamery na niebo pełne gwiazd. Fade to black.

Koniec odcinka 1.